TwitterFacebook

Adwent zaprasza nas do czuwania, naszym zadaniem jest nie zasnąć…

Dzisiaj przeżywamy pierwszą niedzielę Adwentu. Przeżywamy kolejny Adwent w naszym życiu. W tym czasie możemy usłyszeć w liturgii słowa otuchy wypowiedziane przez proroka Izajasza: „Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg! On sam przychodzi, by zbawić was”. Tak, jest to słowo pociechy, obiecujące Boże zbawienie. Nie wiemy, co na nas w tym czasie czeka. Ale możemy być pewni, że On jest wciąż z nami, a równocześnie jest Tym, który przychodzi. Wraz z całym Kościołem wołamy w tym czasie: „Marana tha” – Przyjdź, Panie Jezu!

Trochę historii

W starożytności adwentem określano czas odwiedzin władcy, który obejmował rządy. Dzięki zapiskom św. Hilarego w Liber Misteriorum wiemy, że Adwent obchodzono już w IV wieku, a w 380 roku synod w Saragossie potwierdził istnienie takiego trzytygodniowego okresu przygotowawczego na święto Objawienia Pańskiego. W VI wieku Adwent trwał już cztery tygodnie, dla upamiętnienia czterech tysięcy lat oczekiwania na przyjście Zbawiciela. W 1969 r. Kalendarz Rzymski określił, że jest to okres rozpoczynający nowy rok liturgiczny, rozciągający się pomiędzy pierwszymi nieszporami pierwszej niedzieli Adwentu a pierwszymi nieszporami Bożego Narodzenia. Może trwać od 23 do 28 dni i zawsze obejmuje cztery niedziele. Ale nie zawsze tak było… Charakter pokutny tego okresu przejawiał się w postach, abstynencji małżeńskiej i zakazie toczenia działań wojennych. Poszczono dodatkowo w poniedziałki i środy. Nie urządzano również zabaw i wesel. Post rozpoczynał się niekiedy już 11 listopada, w dniu św. Marcina, dlatego nazywano go Quadragesima sancti Martini.

Adwent dzisiaj

Tak było kiedyś, a jak jest dzisiaj? Jakie znaczenie ma Adwent dla życia duchowego chrześcijanina przełomu wieków i tysiącleci? Jakie znaczenie ma dla nas to adwentowe oczekiwanie? Tuż po wspomnieniu Wszystkich Świętych coraz częściej zauważamy wielkie przygotowania do świąt. Przecież niespełna dwa miesiące powinny wystarczyć na dokonanie świątecznych zakupów, kupno prezentów, zorganizowanie wyjazdów świąteczno-noworocznych itd. Wszystko to w już świątecznej atmosferze kolęd, pastorałek, dekoracji i reklam… Można powiedzieć, że święta Bożego Narodzenia zaczęły się w listopadzie. Po dwóch miesiącach przygotowań, każdy będzie miał prawo odetchnąć z ulgą, gdy dwa wolne dni miną i refleksyjnie stwierdzić: „Święta, święta i po świętach”. Część obieca sobie, że w następnym roku wyda mniej pieniędzy, nie kupi takich czy innych specjałów, nie da się skusić na wyjazd do tego czy innego kurortu.

Oczekiwanie

Dzisiaj człowiek wciąż gdzieś się spieszy, jest niewolnikiem zegarka, budzika, telefonu. Nie potrafi czekać. Chce, aby jeśli ma się coś wydarzyć, wydarzyło się to jak najszybciej. W pośpiechu życia, szalonej konsumpcji, pogoni za sukcesami i ucieczką od porażek, w wyścigu wiadomości, zagubiliśmy jeden z piękniejszych smaków życia, jakim jest oczekiwanie. Być może współczesny człowiek nie potrafi już właściwie przeżywać czasu oczekiwania, a może wydarzenia, które są ze swej natury ważne i wielkie w naszym skomercjalizowanym świecie, nie przemawiają już do niego, zamkniętego w globalnej wiosce, uzbrojonego w coraz nowocześniejsze technologie i żyjącego w coraz węższym horyzoncie czasowym zamkniętym na prawdę o człowieku, jego celu życia, o Bogu. Człowiek jest niecierpliwy, żądny nowych wrażeń, ma wszystko, więc po co ma na coś czekać. Bóg natomiast ma czas. Jest Panem czasu. Jego atrybutem jest wieczność. Bóg się nie spieszy. Bóg czeka… Czeka na spotkanie z człowiekiem. Co zrobić, żeby się nie rozminąć z Bogiem, nie zatrzymać na świątecznych promocjach, szaleństwie zakupów, prezentach pod choinkę, tanich lub drogich gadżetach, SMS-ach i mailach rozsyłanych ze sztampowym tekstem życzeń, bo któż dzisiaj jeszcze rozsyła własnoręcznie zrobione i wypisane świąteczne kartki? Co zrobić, by nie czekać bezsensownie, jak np. na spełnienie horoskopu? Adwent jest właśnie po to, aby spotkaniu Boga z człowiekiem nadać sens, uczynić je takim, na jakie zasługuje, czyli wyjątkowym.

Tęsknota

Adwent wypełniony jest tęsknotą, która stanowi wyraz miłości. Ludzie zakochani patrzą sobie w oczy i nie liczą czasu. Mama z czułością patrzy na swoje dziecko i nie liczą się dla niej ani nieprzespane noce, ani czas poświęcony maleństwu. W miłości wręcz czasu przybywa. Czas Adwentu nie będzie stracony, powierzchowny czy też wypełniony bezsensownie straconym czasem tylko wtedy, kiedy wypełnimy go miłością. W miłość wpisane jest również wyrzeczenie, rezygnacja z czegoś dla kogoś. Może więc w tym roku postaramy się zrezygnować z czegoś dla Jezusa, który już niedługo przyjdzie do nas. A może tak mniej TV? Mniej Internetu? Mniej grania na komputerze? To zbyt wiele? „Najtrudniej jest dawać miłość, która jest obowiązkiem. Najboleśniejsza jest miłość otrzymana z litości. Najbiedniejsza jest miłość, którą trzeba kupić.” Jezus nie kalkuluje, daje Ci wszystko! Całą swoją Miłość! Więc spieszmy się w tym okresie Adwentu, który przeżywamy już kolejny raz, do Boga i człowieka, bo tylko taki pośpiech ma znamiona miłości.

Przebudzenie duchowe

Czas Adwentu powinien być dla nas okazją do przebudzenia duchowego, do spojrzenia na siebie przez pryzmat swojego serca, czyli tego, co w nas najgłębsze, a czego tak często nie chcemy uwzględniać. Już na samym początku Adwentu słyszymy słowa Chrystusa: Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan nadejdzie. Musimy być nieustannie przygotowani na przyjście Pana. Bo Adwent to czynne przygotowanie się na radość Bożego Narodzenia. Słowo „czuwajcie” usłyszymy jeszcze w liturgii wielokrotnie. Niejednokrotnie spojrzy na nas surowo św. Jan Chrzciciel i przypomni głosem wołającego na pustyni o potrzebie naprawy życia i przemiany. Co to znaczy „czuwam”? Pięknie i dogłębnie mówił o tym św. Jan Paweł II podczas spotkania z młodzieżą na Jasnej Górze na Apelu Jasnogórskim. „Co to znaczy: Czuwam? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawić, przezwyciężając je w sobie (…) Czuwam – to znaczy dalej: dostrzegam drugiego, nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów czy też nawet własnych osądów. Czuwam – to znaczy: miłość bliźniego – to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność (…)”. „Staram się wewnętrznie jedynie o to, by coraz bardziej być zjednoczoną z Bogiem, dobrze wiedząc, że wszystko inne będzie mi przydane” – pisała św. Edyta Stein o adwencie. Czas Adwentu jest czasem bezpośredniego przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, tak bardzo przez nas ukochanych, kiedy to będziemy po raz kolejny mogli powitać Boże Dziecię w betlejemskim żłóbku. Przyjdźmy więc na roraty – Mszę Świętą ku czci Najświętszej Maryi Panny. Ona to czekała na narodzenie swojego syna. Ona też najlepiej pomoże nam przygotować się na Jego narodziny. Starajmy się przygotować godne mieszkanie Panu Jezusowi w naszych sercach i w naszych duszach. Zróbmy wszystko, by mu w naszych sercach było lepiej i cieplej niż kiedyś w betlejemskiej stajni. Niech nasze drobne wyrzeczenia będą Mu posłaniem, a nasze dobre uczynki niech okryją Boże Dzieciątko i osłonią Je przed mrozem grzechu i chłodem niewiary. Niech więc ten czas oczekiwania będzie dla nas wspaniałym czasem, jak to ujął ks. Janusz Pasierba w swoim wierszu:

Adwent to świt…
Adwent to mała izba w domu cieśli, gdzie zjawił się.. .archanioł, którego imię Gabriel – znaczy: Zwiastujący człowieka.
Adwent to nasze życie…
Adwent to nasza śmierć.
Adwent to nasze zmartwychwstanie.

Adwent to ostateczne przyjście Chrystusa. Adwent to czas. Czas dopełniania się i zbliżania, czas wzrostu i rozwoju, czas oczekiwania i tęsknoty, czas przychodzenia Tego, który jest zawsze… czas ufności i radości.

Katarzyna Mackiewicz / Głos Katolicki 48/2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *