TwitterFacebook

Dziennikarskie grzechy

Nazywanie środków masowego przekazu i samych dziennikarzy czwartą władzą nie jest żadną przesadą, a jedynie stwierdzeniem stanu faktycznego. Gdy Monteskiusz tworzył teorię o trójpodziale władz, z pewnością nie przewidział istnienia tak silnych struktur medialnych. Jednak bycie w tej „wielkiej czwórce” zobowiązuje do przestrzegania wielu zasad. W myśl art. 10 ustawy o prawie prasowym: „Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa”. Czy jednak zawsze ta etyka jest przestrzegana? Niestety nie…

Dziennikarz(yna)

Świat idzie do przodu. Ludzie idą do przodu, zmieniają się też ich oczekiwania i relacje. Media również nie zostają w tyle, ale zamiast się doskonalić, coraz częściej „mijają się” z oryginalną ideą dziennikarstwa. Dawniej dziennikarstwo opierało się tylko na słowie. Dzisiaj liczy się wielki nagłówek i ogromna ilustracja, która przykuje uwagę czytelnika. Dawniej dziennikarstwo aspirowało do publikacji neutralnych treści, dziś dominują platformy opinii. Dawniej odbiorca sam miał zrozumieć czytany tekst i wyrazić własną opinię na jego temat, współcześnie cała treść to odautorski komentarz, przeplatany urywkami faktów, które niestety czasem są trochę podkolorowane, a czasem „wyssane z palca”. Na dziennikarzach spoczywa wielka odpowiedzialność za przekaz, jaki kierują do odbiorców. Dlatego w swej pracy zawsze powinni kierować się zwyczajowym etosem dziennikarskim. Niestety, bardzo często łamane są zasady etyczne. Coraz rzadziej dziennikarze starają się być bezstronni czy też przedstawiają wszystkie strony omawianego konfliktu. Ci bardziej profesjonalni są zwykle ograniczani linią programową pracodawcy. Zdarza się więc, że manipulują faktami czy też wyrywają z kontekstu fragmenty cudzych wypowiedzi, przez co zmienia się cały sens wypowiadanych słów. Często od obiektywizmu ważniejszy jest dla nich własny pogląd na daną sprawę. Dlatego też czasem nieświadomie mieszają informowanie z publicystyką, ulegając uprzedzeniom i stereotypom.

Nierzetelność

Nierzetelność dziennikarska nie jest zjawiskiem nowym, które ujawniło się dopiero w okresie transformacji. Bowiem mogliśmy się z nią spotkać już w PRL-u. Większość ludzi uważa, że dziennikarstwo jest czymś oczywistym, że zawsze wiadomo, gdzie jest to „za”, a gdzie „przeciw”. Czasami jednak ta granica jest bardzo cienka. I mimo że pisaniu powinien towarzyszyć obiektywizm i bezstronność, to nie zawsze jest na nie miejsce. Chyba każdy z nas spotkał się kiedyś z sytuacją, że publikowany materiał dziennikarski, delikatnie mówiąc, rozmijał się z rzeczywistością. Dzieje się tak z pewnością z powodu nieodpowiedniego przygotowania dziennikarza do pracy. Jeśli ktoś zajmuje się czymś, na czym się nie zna, to niestety nie trudno o pomyłkę. Nie mówię, że każdy dziennikarz ma być „alfą i omegą” w każdym temacie, ale przecież można odpowiednio się przygotować, by dane informacje przedstawić rzetelnie. To niestety wymaga czasu, a przecież często artykuł jest „na wczoraj”, więc podawane są pierwsze lepsze fakty na dany temat, które udało się znaleźć. Atmosferę podkręcają również wydawcy, którzy chcą, żeby ich materiał był ostry jak brzytwa. Wtedy też nietrudno o „przekoloryzowanie” faktów. I w ten oto sposób z braku tematu powstaje temat. Szkoda tylko, że przy okazji wprowadza się w błąd czytelników, słuchaczy lub telewidzów. „Informacje powinny być zrównoważone i dokładne, tak by odbiorca mógł odróżnić fakty od przypuszczeń i plotek, oraz powinny być przedstawiane we właściwym kontekście i opierać się na wiarygodnych i możliwie wielostronnych źródłach.” Ograniczenia czasu emisji programów i długości artykułów sprzyjają uproszczeniom, a nie rzetelnemu przedstawianiu faktów. Z kolei osoby publikujące niezawodowo często nie mają możliwości dotarcia do wiarygodnych źródeł, a czasem w ogóle się o to nie starają. Niektórym zaś brakuje poczucia odpowiedzialności za wypowiadane bądź pisane słowo. Według Krzysztofa Skowrońskiego, prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP): „Źródłem nierzetelności w tych przypadkach jest naturalna skłonność mediów do szukania sensacji. W dobie komercjalizacji redakcje chcą zdobyć jak największą liczbę odbiorców, dlatego skupiają się jedynie na najbardziej sensacyjnych wycinkach rzeczywistości, przez co przekazują obraz niepełny, nieprawdziwy, uwypuklający różnice. W efekcie nakręcana jest spirala negatywnych emocji, a media zamiast łączyć – dzielą. Na to zjawisko nakłada się polityka. W Polsce media za bardzo się upolityczniły, przedstawiają uproszczony obraz świata, który ma pasować do dominującego w danej redakcji poglądu politycznego, w oderwaniu od rzeczywistych faktów, od prawdy”. Co roku przy okazji nagród SDP przyznawany jest tytuł „Hieny Roku” dziennikarzowi, który wyróżnił się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej. W ten sposób Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pragnie napiętnować autorów publikacji prasowych, radiowych, telewizyjnych lub internetowych przynoszących dyshonor wiarygodnym środkom przekazu.

Fake newsy i postprawda

Fake news, fałszywe informacje, postprawda i alternatywne fakty – to terminy, które w ciągu ostatniego roku opanowały zarówno salony dziennikarskie, polityczne, jak i słowniki użytkowników serwisów społecznościowych. Fake news to nic innego jak fałszywa informacja, której zadaniem jest szokowanie i wywołanie skandalu. Często linki do fake newsów zawierają wirusy. Według „Tygodnika Mazowieckiego”: „Pojęcie post-prawdy istnieje w słowniku od kilkudziesięciu lat, ale dopiero teraz robi karierę. Mówimy: wszystko jest kwestią interpretacji. Mówimy: to zależy od podejścia. W ten sposób powstaje post-prawda, czyli ani prawda, ani fałsz. Stan pośredni, nierzeczywisty jak widma odbite w lustrze”. Mało tego, już od kilku lat na rynku mediów istnieją portale, które zajmują się publikowaniem tylko fałszywych informacji. Jednak często nawet wyjaśnienie, że informacja jest fałszywa, zostaje niezauważone. Skoro nie zwracamy uwagi na to, co czytamy, skąd możemy wiedzieć, że dana treść to fake news, jeśli wymaga to od nas dużego doświadczenia i wnikliwej znajomości tematu. Dlatego też przeciętny odbiorca nawet nie wychwyci, że jest oszukiwany. O ile postprawda wiąże się raczej ze sceną polityczną, o tyle fake news odnosi się do całej rzeczywistości, związanej głównie z przestrzenią internetową. Odbiorcy bardzo często udostępniają fake newsy bez sprawdzenia ich prawdziwości. Zamieszczenie takiej sensacyjnej informacji daje poczucie odkrycia, wielkiej, długo skrywanej prawdy oraz pozwala czuć się kimś lepszym od tych, którzy jeszcze tej „prawdy” nie odkryli. Ponieważ problem fałszu w sieci i błyskawicznego rozprzestrzeniania się go przez portale społecznościowe stał się na tyle poważny, że zaczął wpływać na przykład na wyniki wyborów, to zarówno rządy różnych państw, jak i władze koncernów technologicznych postanowiły zacząć walczyć z fake newsami. Jak informuje RMF FM, Ministerstwo Cyfryzacji przygotowuje nowelizację ustawy o usługach świadczonych drogą elektroniczną. Według założeń resortu, nowe przepisy miałyby m.in. ukrócić publikowanie w Internecie fałszywych informacji.

Podążanie drogą etosu dziennikarskiego jest trudne. Jednak omijanie pułapek stronniczości, fałszowania rzeczywistości czy nierzetelności sprawia, że artykuły są wartościowe i nikogo nie wprowadzają w błąd.

Katarzyna Mackiewicz / GK 37/2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *