TwitterFacebook

Przez abstynencję wielu, do trzeźwości wszystkich – wywiad z bp. Tadeuszem Bronakowskim

Z bpem Tadeuszem Bronakowskim – przewodniczącym Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych o wyjątkowym miesiącu dla Polaków, o budowaniu Polski przez powszechną trzeźwość, która potrzebuje abstynencji, rozmawia Joanna Ekstowicz.

Co roku w sierpniu jesteśmy zapraszani do abstynencji. Dla wielu to czas urlopów i odpoczynku. Dlaczego akurat w tym miesiącu Kościół apeluje o abstynencję?

– To częste pytanie. Ja zadam inne: czy alkohol jest niezbędny do udanego urlopu i dobrej zabawy? Nie. Ale w naszej świadomości społecznej istnieje silna relacja: zabawa i relaks = alkohol, spotkanie wakacyjne = alkohol. A przecież alkohol jest wrogiem dobrych i szczęśliwych wakacji: nie powinniśmy go pić w upały, bo zagraża naszemu zdrowiu. Gdy podróżujemy samochodem, nie powinniśmy pić alkoholu. Gdy wypoczywamy nad wodą, pływamy, alkohol również jest przeszkodą, wręcz źródłem zagrożenia. Skąd więc przekonanie, że bez alkoholu nie ma udanych wakacji? Skąd zdziwienie powtarzane od lat: czemu Kościół uparł się na wakacje, a nie zrobi miesiąca abstynencji w czasie Postu? To jeden ze znaków tego, jak silnie alkohol wpływa na nasze myślenie, na nasze postrzeganie świata.

W tym roku zaproszenie do abstynencji zostało przedłużone do 100 dni. Jaka jest idea tego zaproszenia?

– Co roku prosimy o abstynencję podczas sierpnia, bo to wyjątkowy miesiąc: pielgrzymki, rocznice powstania warszawskiego, Bitwy Warszawskiej, porozumień sierpniowych. Przypominamy, że wolna i rozwijająca się Polska zbudowana jest na poświęceniu i odpowiedzialności. Dzisiaj powinniśmy taką Polskę budować, m.in. włączając się w troskę o trzeźwość. Ponieważ w roku 2018 przeżywamy rocznicę stulecia niepodległości, chcemy, by dobrowolna abstynencja trwała 100 dni: od sierpnia do listopadowej rocznicy. W ten sposób wyraźniej podziękujemy tym, którzy dla wolnej Polski złożyli dużo większe ofiary. Jednocześnie pokażemy, że chcemy coś ofiarować polskiej wolności, nie tylko gospodarczej i politycznej, lecz także duchowej. Nie ma wolności bez trzeźwości. A powszechna trzeźwość potrzebuje abstynencji.

Ksiądz Biskup często przypomina statystyki, które wskazują, że około miliona Polaków jest uzależnionych od alkoholu, a 3 miliony pije ryzykownie i szkodliwie. Czy 100 dni abstynencji jest w stanie zatrzymać plagę alkoholizmu w Polsce?

– Proszę sobie wyobrazić, że w spotkaniu przy grillu uczestniczy 20 osób. Dwie mają problem z alkoholem. Jak powinni zachować się inni? Mogą uznać, że to nie ich problem. Mogą powiedzieć: każdy sam odpowiada za siebie, sam jest winien swoim problemom. I beztrosko piją piwo, stawiają kieliszki, puszki, nie patrząc na te dwie osoby. Czy taka postawa pomoże? Ale można inaczej, można powiedzieć: kochamy was, dostrzegamy wasze zmagania, chcemy wam pomóc i dlatego nikt nie będzie pił, żeby was nie kusić, nie stwarzać okazji, nie wytwarzać towarzyskiej presji. I wówczas te dwie osoby nie wypiją nic. A jednocześnie otrzymają cenniejszy dar – znak, że nie są odrzucone, że mogą spędzać czas z innymi, więcej – że ktoś dla nich coś poświęcił.

I drugi przykład. Jeżeli przez dwa tygodnie urlopu dzieci widzą, że rodzice, znajomi rodziców potrafią dobrze się bawić tylko przy alkoholu, to czego się uczą? Po co sięgną na pierwszej samodzielnej imprezie, na ognisku z rówieśnikami, na wycieczce? Nauka o uzależnieniach i szkodliwych nawykach mówi, że wpływ otoczenia społecznego jest jednym z najsilniejszych elementów, jakie pozwalają zmieniać nasze decyzje i zachowania. Również psychologia i pedagogika pokazują jednoznacznie, jak rozwija się dziecko, jak kształtują się jego poglądy, postawy i działania.

A więc dobrowolna abstynencja to nie jest fanaberia, to nie jest radykalizm religijny: to oparta na naukowej wiedzy i odpowiedzialnej miłości forma edukowania tych, którzy dopiero rosną, poznają życie, a także wsparcia tych, którzy już mają problem z alkoholem. Możemy odrzucać i ośmieszać abstynencję, ale to mówi o naszej niewiedzy i stereotypowym myśleniu.

Pół roku temu powstał Narodowy Program Trzeźwości, którego jednym z postulatów było ograniczenie miejsc, gdzie sprzedawany jest alkohol oraz skrócenie czasu jego dostępności. Okazuje się, że nie jest łatwo wprowadzić nowe prawo.

– Zmiany nigdy nie są łatwe. Są tym trudniejsze, gdy uderzają w utrwalone społecznie poglądy i silne interesy. Na szczęście pewne zmiany udaje się wprowadzać. Zmieniono nieco ustawę, która obecnie daje samorządom nowe narzędzia ograniczania dostępności. Wiele samorządów już z tego korzysta. Trzeba jednak więcej determinacji i odwagi, by powiedzieć: rozumiemy, że pewne środowiska i grupy stracą na tym ekonomicznie, ale nasze rodziny, nasze budżety lokalne i budżet krajowy na tym zyskuje. Nie chcemy ponosić kosztów zdrowotnych, psychicznych i finansowych nadużywania alkoholu.

Jednym z elementów, który znacznie wpływa na spożycie alkoholu, jest jego reklama i o ile reklamy wódki czy wina jest stosunkowo mało, to reklama piwa zalewa nas z każdej strony.

– Wśród dwudziestu największych reklamodawców w Polsce są trzy wielkie koncerny alkoholowe. Wartość cennikowa reklam wyemitowanych dla tych producentów w lipcu ubiegłego roku to ponad 80 milionów złotych. Mimo to broni się prawa do reklamy, mówiąc, że jej ograniczenie nie obniży sprzedaży. Pytam więc: po co wielkie koncerny wydają miliony na coś, co nie działa? Oczywiście, że działa, dlatego nakłady są tak wielkie. Ale dzisiaj problem jest szerszy. Spójrzmy na wakacyjne festiwale: kto je sponsoruje? Czyje logotypy pojawiają się przy wizerunkach muzyków? Co z klubami sportowymi, które na koszulkach mają nazwy piwa? Rządzący muszą przestać udawać, że nie ma problemu. Dlatego zakaz reklamy powinien obejmować również zakaz promowania alkoholu podczas imprez masowych, zarówno rozrywkowych, jak i sportowych.

Od wielu już lat istnieje ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Ale patrząc na wciąż nowe programy do walki z problemem alkoholowym, choćby Narodowy Program Trzeźwości, to można by wsnuć wniosek, iż jest raczej mało skuteczna?

– Wprost przeciwnie. Ustawa, chociaż niedoskonała, to jest niezbędna. Niestety wielokrotnie ją liberalizowano. Ale gdyby jej nie było, mogłoby być gorzej. Dzisiaj ustawa wymaga zmian. Zmieniają się modele spożycia, kanały komunikacji producentów z odbiorcami. Pojawiają się inne wyzwania, które ustawa musi dostrzec, np. problem powiązania pracy trzeźwościowej z działaniami dotyczącymi innych uzależnień. Przecież dzisiaj często młodzież ma problemy z uzależnieniami w dużo szerszej skali, dochodzą papierosy, narkotyki i inne substancje psychoaktywne, dochodzi wpływ świata wirtualnego. Mamy dobre przykłady, chociażby sąsiedniej Litwy: ograniczono ekonomiczną i fizyczną dostępność, zniknął alkohol ze stacji paliw, wiek sprzedaży podniesiono do 20 lat.

Z badań przeprowadzonych wśród dzieci i młodzieży wynika, że po alkohol sięgają coraz młodsi. I choć w Polsce istnieje zakaz sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim, to co jakiś czas dobiegają do nas medialne doniesienia o dzieciach pod wpływem alkoholu. Jak temu przeciwdziałać?

– Tu musimy rozwinąć wątek z poprzedniego pytania. Prawo jest skuteczne wtedy, gdy konsekwencje jego łamania są jednoznaczne, szybkie i surowe. Tyle lat wskazujemy, że niepełnoletni są w stanie kupować alkohol. Rozwiązanie jest proste: radykalne i bezwarunkowe kary za sprzedaż alkoholu nieletnim. Za pierwszym razem grzywna, stanowiąca duży procent od udokumentowanych dochodów sprzedawcy, za drugim razem odebranie koncesji na sprzedaż alkoholu i zakaz ubiegania się o kolejną koncesję.

Ale to tylko jeden wymiar problemu. Innym jest zachowanie rodziców. Przecież pijani nastolatkowie wracają do domów. Czy nie czuć alkoholu, nie widać, że dziecko jest w złym stanie? Co robią rodzice, jak reagują? Tutaj potrzeba miłości i bliskości, ale też wiedzy – rodzice muszą otrzymywać wsparcie, porady, jak rozmawiać z dzieckiem, jak się zachowywać w takich sytuacjach. W tym kontekście powstał Narodowy Program Trzeźwości – nie jako konkurencja dla ustawy, ale jako jej niezbędne uzupełnienie – jako wezwanie do tego, byśmy wszyscy nie oglądali się na innych, ale sami odpowiedzialnie włączyli do troski o trzeźwość.

Alkohol niszczy rodzinę, społeczeństwo, państwo, ale również pojawiające się „dopalacze” sieją zamęt i śmierć. Jak z tym zmierzy się Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych?

– Nasze zasoby są bardzo ograniczone, nie jesteśmy w stanie zajmować się wszystkimi wyzwaniami. Koncentrujemy się na problemach alkoholowych, które przynoszą dramatyczne konsekwencje, np. rocznie na skutek nadmiernego spożycia alkoholu umiera ok. 11 tysięcy osób, a więc wciąż wielokrotnie więcej, niż na skutek spożycia dopalaczy. Jednak nasze działania mają szansę pomóc także w tym przypadku. Pamiętajmy, że człowiek sięga po substancje psychoaktywne – czy to alkohol, czy dopalacze, czy zwykłe narkotyki, przede wszystkim dlatego, że boryka się z jakimś ciężarem w rzeczywistości, z którym nie radzi sobie „na trzeźwo”. Alkohol, dopalacze, narkotyki to zawsze jest jakaś forma ucieczki – od samotności, strachu, stresu, bezradności, obniżonego nastroju. Niestety bardzo często używki pojawiają się przy niezdiagnozowanych i nieleczonych chorobach, np. depresjach. A więc nasze wezwanie wyrażone w Narodowym Programie Trzeźwości, by kapłani, rodziny, władze samorządowe i rządowe, media, szkoły – podjęły walkę o trzeźwość, a więc duchową wolność Polaków, jeżeli zostanie podjęte, to ma szansę przynieść poprawę we wszystkich obszarach. Bo zawsze w centrum pracy musimy widzieć człowieka, jego problemy, jego życie, jego cierpienie, w które alkohol czy inne substancje psychoaktywne weszły jako podstępne pseudolekarstwa, dające chwilową ulgę i ucieczkę, a w konsekwencji pogarszające problemy i niszczące człowieka.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *