TwitterFacebook

Święta Rodzina po przejściach

Mieli bardzo niewiele. Uciekali przed Herodem. Syn, gdy miał dwanaście lat, zgubił się. Mając 33 lata, skończył życie haniebną śmiercią, przewidywaną dla niewolników. Klęska, porażka, dramat… Z drugiej strony nigdy nie było drugiej takiej rodziny, z takim ładunkiem miłości, na którą sumę składała się miłość Wcielonego Boga, Jego Niepokalanej Matki i błogosławionego Opiekuna. Takiej kumulacji miłości nie mogli sobie wyobrazić ani ewangeliści, mistycy, artyści i my, ludzie współcześni. „Niewątpliwie jaśniała w tej Rodzinie wzajemna miłość, świętość obyczajów i pobożne ćwiczenia – jednym słowem wszystko, co rodzinę może uszlachetnić i ozdobić” – napisał papież Leon XIII. Józef, Maryja i Jezus odkryli tajemnicę szczęścia – że nie polega ono na sukcesach i sile, a całkowitym oddaniu się w ręce Boga. Pobożni kaznodzieje zachęcają, żeby ich naśladować. I nie dodają już, że niezależnie od czynników zewnętrznych można osiągnąć sukces. Sukces bycia szczęśliwymi.

Prawdziwe oblicze Świętej Rodziny

Wbrew pozorom Święta Rodzina nie jest taka sama jak wszystkie inne i nie sposób jej odwzorować jak formę odciśniętą w betonie. Między rodzinami chrześcijańskimi a rodziną Jezusa są podobieństwa, ale i niepodobieństwa. Spójrzmy na niektóre różnice. Jezus był naturalnym dzieckiem, ale jedynie Maryi. Dla Józefa był synem adoptowanym. Maryja nie współżyła z Józefem i pozostała Dziewicą nie dlatego, że współżycie seksualne było złe, ale ze względu na wyjątkową tożsamość Dziecka, które poczęła. Jezus był Synem Boga. Czy tak wyglądają chrześcijańskie rodziny? Czy mają objawienia aniołów, którzy mówią im, co należy zrobić? Ponadto, zarówno Jezus, jak i Jego Matka byli bezgrzeszni. Co prawda nie zwolniło ich to od trudów i ograniczeń człowieczeństwa, ale w wielu aspektach oszczędziło im niepotrzebnego cierpienia i błędów, zwłaszcza zadanych przez własny grzech. Czy nasze rodziny zawsze tryskają blaskiem niewinności, światłem rozlewającym się na cały dzień? Czy wszystko w nich układa się jak w bajce? Wiemy, że nie.

Rodzina po przejściach

W czym więc Święta Rodzina jest dla nas przykładem? Nie w tym, co nas od niej odróżnia, ale co ją z nami łączy. Pomijam takie rzeczy jak zwykłe codzienne obowiązki, gotowanie, pranie, przebieranie dziecka, uczenie języka i podstaw kultury. Są jeszcze inne punkty styczne. W każdej rodzinie jest miejsce na nieporozumienie, zdziwienie, zakwestionowanie, ból serca, szukanie, nieustanne poznawanie, rozczarowanie. W tych doświadczeniach Jezus, Maryja i Józef nie odbiegają zbyt daleko od ogólnoludzkiej normy.

Niewiele znajdziemy w Ewangelii o relacji małżeńskiej między Józefem i Maryją. Więcej o ich relacji do dziecka. Święty Łukasz, pisze, że „Jego ojciec i Matka” przyszli do świątyni. To paradoks, bo oboje są „Jego rodzicami” i równocześnie z wolna odkrywają, że Jezus nie jest ich, że jest inny. W ich prostej rodzinie rozgrywa się coś więcej niż tylko życie rodzinne. Rodzina Jezusa jest dobrą analogią dla relacji między łaską Boga a wolnością człowieka. Jezus przerasta swoich rodziców, podobnie jak łaska Boga przerasta każdego z nas.

Wychowanie dziecka

Ewangelia nie wnika za bardzo w to, w jaki sposób Józef i Maryja radzili sobie z problemami wychowawczymi, a mieli je na pewno. Józef i Maryja przedstawiają Go Panu w świątyni i słyszą o przyszłości ich Syna. A przecież Jezus ma zaledwie kilka tygodni. Jeszcze nie mówi, nie przejawia żadnych szczególnych zdolności. Wszystko jeszcze pozostaje w uśpieniu. Jezus wygląda jak każde niemowlę: błogo. Ta wiedza, która jest im stopniowo odsłaniana, zaskakuje ich. Oboje nagle znaleźli się w centrum tajemnicy. Inni wiedzą o ich dziecku więcej niż oni sami. Po narodzeniu razem z innymi „dziwili się temu, co im pasterze opowiadali”. Teraz, w świątyni, następuje kolejny akt poznania Syna. Wtedy „narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” (Łk 2, 11) – Jezus najpierw dla Izraela. Teraz Symeon mówi, że jest to „Światło na oświecenie pogan” i zbawienie „dla wszystkich narodów”. A więc nie tylko dla Izraela. Najpierw, że tylko dla nas, a potem, że właściwie dla wszystkich, dla obcych, bo swoi… Go odrzucą. Zresztą, sami Rodzice dość wcześnie tego doświadczą i będą musieli uciekać do Egiptu…

Polska rodzina nie taka święta

Jak się ma więc obraz Świętej Rodziny do naszej, współczesnej rodziny polskiej? W ciągu 21 lat przemian ustrojowych czynnikami zasadniczo determinującymi kondycję rodziny w Polsce są sytuacja na rynku pracy oraz zmiany kulturowe. Wzrost wymagań pracodawców, coraz większa konkurencyjność, a także niepewność zatrudnienia i lęk przed utratą pracy sprawiają, że wzrasta koncentracja na sprawach zawodowych kosztem rodziny. Rodzina zaczyna ustępować miejsca sferze pracy, staje się także celem konkurencyjnym wobec dóbr konsumpcyjnych oraz realizacji zawodowej i osobistej. W porównaniu z obywatelami państw UE tygodniowo poświęcamy więcej czasu na pracę. W przypadku kobiet wskaźnik ten wynosi 44,4 godz. (przy średniej UE 38,1 godz.), w przypadku mężczyzn – 50,4 godz. (przy średniej UE 45,5 godz.). Wynikający z tego brak czasu dla współmałżonka i dzieci, nieumiejętność komunikacji oraz stres związany z życiem zawodowym wskazuje się jako nowe przyczyny rozpadu małżeństw w Polsce.

Można stwierdzić, że taka będzie przyszłość demografii, jaka będzie przyszłość polityki rodzinnej. A bez wątpienia jednym z celów strategicznych państwa jest rozwój demograficzny – m.in. od potencjału demograficznego zależy pozycja kraju. Nie ulega wątpliwości, że wpływ rodziny na sytuację demograficzną jest istotny. W ostatnim dwudziestoleciu ważnym czynnikiem umacniającym wartość rodziny opartej na więzi małżeńskiej był fakt, że to właśnie ona okazała się niezastąpioną instytucją zapewniającą bezpieczeństwo ekonomiczne milionom rodaków w trudnych czasach zmiany systemu gospodarczego.

Niedziela dla rodziny czy dla handlu?

Wraca temat wolnych niedziel. Tych, którzy sądzą, że Kościołowi chodzi o to, aby ludzie „zamiast do sklepu szli do kościoła i darmozjadom zanosili kasę”, zapewniam, że chodzący do kościoła miewają także inne motywy, a wielu pracujących w niedzielę idzie na Mszę św. np. w sobotę wieczorem.

Niektórym nie mieści się w głowie, że Kościołowi, kiedy broni niedzieli, nie chodzi o kasę, lecz po prostu o dobro ludzi. 37 proc. Polaków najchętniej spędza wolny czas z najbliższą rodziną, 26 proc. wyłącznie w towarzystwie najbliższej osoby np. męża lub żony, a 12 proc. w gronie najbliższych przyjaciół – wynika z sondażu CBOS dotyczącego więzi społecznych.

W 2019 r. będziemy mieli tylko jedną niedzielę handlową w miesiącu. W roku 2020 będzie można handlować jedynie w dwie niedziele przed Bożym Narodzeniem i jedną przed Wielkanocą, a także w inne, wskazane w ustawie. Jest się więc z czego cieszyć, gdyż wolny niedzielny dzień można będzie wykorzystać na przebywanie z rodziną, wspólny wypad za miasto czy korzystanie z atrakcji kulturalnych, których w naszym kraju coraz więcej.

Lekcja do odrobienia

Chyba trochę przekręciliśmy ideę św. Franciszka – uważanego za twórcę pierwszej szopki, który chciał „uczcić pamięć o narodzinach owego Dziecięcia… pokazać niewygody i wyrzeczenia, jakie musiało znosić złożone w żłobie, leżąc w sianie w obecności wołu i osła”. My dzisiaj żadnych specjalnych niewygód nie widzimy, nie mówiąc już o tym, by tak jak bracia prawosławni, którzy na ikonie Narodzenia Jezusa Chrystusa przedstawiają Dzieciątko w żłobie bardzo przypominającym grób i w pieluszkach przypominających opaski pogrzebowe, widzieć we Wcieleniu zapowiedź śmierci. Nie przychodzi nam na myśl, by tak jak prawosławni na obliczu Józefa malować wyraz niedowierzania i przedstawiać go jako kuszonego przez diabła. Z kolei Maryja to dla nas zawsze piękna panienka ze stajenki, chociaż w chwili śmierci Jezusa mogła mieć około 50 lat, a więc jak na ówczesne standardy sporo.

Czy więc szopki betlejemskie nie odbierają nam realności Świętej Rodziny, przez co zupełnie nie przystaje ona do naszego życia i trudno ją nam traktować jako wzór życia rodzinnego? A gdybyśmy tak dostrzegli w niej rodzinę doświadczoną cierpieniem, ciężkimi przeżyciami – jednym słowem, rodzinę pokiereszowaną? Taką jak nasze rodziny, naznaczone prześladowaniami (na przykład w krajach niechrześcijańskich), utratą bliskich, potępieniami i niezrozumieniem, oskarżeniami i różnymi życiowymi dramatami? Rodzinę doświadczoną, jednak trzymającą się razem, rodzinę pokonującą dzięki miłości życiowe trudności w drodze do Ojca? Czy taki obraz tej rodziny nie stałby się nam bliższy?

Marcin Szczepański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *