TwitterFacebook

Weekend otwarty w Seminarium. Rozmowa z uczestnikami

Dobiegł końca Tydzień miłosierdzia poświęcony krzewieniu dobroczynności. Jednocześnie rozpoczął się tydzień biblijny, w którym wielokrotnie usłyszymy zaproszenie do lektury Pisma Świętego. Między te dwa wielkie projekty wkomponował się weekend otwarty w Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży. Młodzi mężczyźni mogli dołączyć do kleryków, aby wspólnie z nimi od piątku do niedzieli brać udział w wykładach, modlić się i korzystać ze wsparcia ojca duchownego.

Jednym z uczestników weekendu był Radek Zalewski z parafii Ducha Świętego w Zambrowie. Rozmawiał z nimi Paweł Dąbkowski:

P.D.: Co sprawiło, że postanowiłeś spędzić weekend w Seminarium?

W naszej parafii mamy kleryka, który jest już na V roku, on zachęcał nas do przyjazdu. Zapraszał, aby dołączyć. Od dłuższego czasu jestem ministrantem i przyznam, że byłem bardzo ciekaw, jak wygląda życie kleryka.

P.D.: I jakie to życie jest według ciebie?

Pierwsze wrażenie? Przerażenie. Nazwy przedmiotów, terminologia. Jednak do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. Jeśli ktoś jest tutaj dłuższy czas, sformułowania teologiczne stają się dla niego normą. Myślę, że z czasem stosowanie wielu zwrotów stałoby się dla mnie przyjemnością.

P.D.: Jak tu trafiłeś? Własny wewnętrzny głos, czy usłuchanie głosu wspomnianego alumna V roku?

Tak jak wspomniałem, jestem ministrantem. Często obserwuję, co robi ksiądz podczas nabożeństw. Fascynuje mnie to. Człowiek wreszcie zadaje sobie pytanie, którą drogą iść.

P.D.: Czy Seminarium może być przestrzenią, która inspiruje?

Pewnie. Bardzo mi się spodobało życie według konkretnych reguł. Wstajemy o konkretnej godzinie, są modlitwy, następnie Msza święta, śniadanie i wykłady. Odpowiada mi życie zgodne ze stałym rytmem.

P.D.: Myślisz, że życie codzienne również powinno być takie uporządkowane?

Nie mam wątpliwości. Każdy człowiek potrzebuje świadomości, że wszystko jest na swoim miejscu o właściwej porze. Rozgardiasz powoduje, że trudniej się skupić.

P.D.: Wspomniałeś o wspólnych posiłkach i modlitwach podczas weekendu otwartego w Seminarium, na pewno była też rekreacja i wsparcie duchowe. Co pozostawiło w tobie szczególne wspomnienia?

Na długo zapamiętam te momenty po Mszy Świętej porannej, przed wykładami. Klerycy schodzą się do pokojów, rozmawiają, jest wspólna kawa. Miałem wrażenie, że oni naprawdę wybierają się na pozostałą część swoich obowiązków w dobrych nastrojach.

P.D.: Po dwóch stronach furty dwa różne światy. Najczęściej ten seminaryjny pokazywany jest jako nieco uboższy, bo pozbawiony wolności. Zgodzisz się z tym? Może Seminarium ma atuty, których nie znajdziemy „na zewnątrz”?

Jeszcze raz wspomnę o życiu zgodnie z ustalonym porządkiem i regułą. W życiu codziennym mamy do szkoły na 08:00, uczymy się konkretnych przedmiotów, ale popołudnia są zupełnie swobodne. Człowiek kładzie się też o różnych porach, noc nocy nierówna. Tutaj w Seminarium odnosi się wrażenie, że na wszystko jest wytyczona godzina. W tej dyscyplinie jest jednak mnóstwo wolnej przestrzeni do rozwoju duchowego i nie tylko.

P.D.: Domyślam się, że weekend to za mało, aby rozeznać swoje powołanie.

Pewnie. Przydałoby się pobyć tutaj dłużej, aby zapoznać się ze wszystkimi zajęciami, znaleźć więcej czasu na rozmowę z wykładowcami i klerykami.

P.D.: Z pewnością drugie tyle również by nie wystarczyło. Zapytam jeszcze o stereotyp księdza lub alumna, który zostaje przełamany, gdy człowiek trafia na weekend do Seminarium i obserwuje.

W szkole panuje przekonanie, że ksiądz jest mega poważnym człowiekiem, przy którym nie wypada rozmawiać luźno. Tymczasem okazuje się, że nasi przyszli księża śmieją się, grają w piłkę, ćwiczą na gitarze, mają mnóstwo zainteresowań.

P.D.: A zatem Seminarium jako miejsce, gdzie można realizować swoje pasje. To złamanie kolejnego schematu.

Dokładnie. Jeśli ktoś jest dobry z muzyki, znajdzie tutaj przestrzeń dla siebie. Drużyna seminaryjna to również świetni piłkarze, miłośnicy sportu są tu mile widziani.

P.D.: A co powiedzieli twoi znajomi, gdy oznajmiłeś im swoje plany na weekend?

Jak powiedziałem chłopakom, że idę do Seminarium, zareagowali uśmiechem. „Ty do Seminarium? Niby ministrantem jesteś, ale przecież lubisz rozmawiać z dziewczynami”.

P.D.: Co według Ciebie przeszkadza w podjęciu tej najważniejszej decyzji?

Dzisiejszy świat.

P.D.: Dzisiejszy świat? Chcemy konkretów. Natłok obowiązków? Życie towarzyskie?

Człowiek pragnie wolności. Życie według zasad i reguł dla wielu kojarzy się z ograniczeniami. Do tego celibat. Można mówić o tym, że ksiądz jest duchowym ojcem swoich parafian, ale nie można tego porównywać z życiem mężczyzny, u którego boku są dzieci i żona. Myślę, że to czynnik determinujący decyzję wielu chłopaków.

P.D.: Mówimy tutaj o dwóch ostatecznościach. Albo w lewo, albo w prawo. Jeśli jest się księdzem, nie można być mężem. I odwrotnie.

Jeśli wybiera się bycie księdzem, trzeba współpracować z parafianami i młodzieżą. Rodzic skupia się raczej na własnych dzieciach. Trzeba w końcu wybrać jakąś drogę i kroczyć nią konkretnie, aby nie żałować swoich wyborów. Mam świadomość, że to jest decydowanie o całym swoim życiu. Trzeba podjąć taką decyzję, która przyniesie człowiekowi radość.

Z zaproszenia Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży skorzystał również Damian Kurowski. Przyjechał z Ełku, chce być pewien decyzji, którą uważa za najważniejszą.

P.D.: Ełk. Łomża. Dwie diecezje. A jednak znalazłeś się nad Narwią.

Zainspirował mnie przykład mojego proboszcza. Skończył tutejsze Seminarium i zachęcił mnie, bym przyjechał.

P.D.: Wokół twojej decyzji o przyjeździe do Seminarium krążyły inne wątki? Były głosy wspierające czy odradzające?

Myśli o dołączeniu do kleryków na weekend chodziły mi głowie wcześniej. Taka inicjatywa pomaga każdemu w głębszym zjednoczeniu z Bogiem. Człowiek potrzebuje pewności w powołaniu, które wybiera. Weekend rozpoczęliśmy już w piątek wspólną modlitwą. Mieliśmy oczywiście wykłady, wprowadzenie do liturgii, Pisma Świętego, patrologię oraz teologię fundamentalną. Według mnie każdy młody chłopak, obojętnie, lektor lub ministrant czy osoba czująca Kościół dzięki uczestnictwu we wspólnotach katolickich, mógł na wykładach odnaleźć wiele ciekawych elementów. Zajęcia dają wyjątkową możliwość, aby pochylać się nad zagadnieniami, nad którymi człowiek nie rozmyśla codziennie.

P.D.: Zdarzyło się tobie zapewne słyszeć komentarze, że „z tego człowieka będzie wspaniały ksiądz, a z tamtego zapewne nie”. Czy to nie jest wchodzenie w Boże buty?

W Piśmie Świetym czytamy, że Bóg widzi inaczej niż człowiek, bo zna nas i nasze dusze, obdarza łaską. Zachowanie danej osoby możemy odczytywać jako przejaw powołania, ale niekoniecznie. Ostatnie, co powinniśmy czynić to wykluczać kogoś z drogi kapłańskiej ze względu na nasze prywatne wnioski.

P.D.: Papież Franciszek podkreślał wielokrotnie, że młodemu mężczyźnie w wyborze drogi życiowej może przeszkadzać konsumpcjonizm.

Jasne. Młody jest wtedy skupiony na tym, żeby jak najwięcej posiadać i otrzymywać. A przecież sednem chrześcijaństwa jest się dzielić, a nie gromadzić. Mówił o tym również biskup Grzegorz Ryś, który powiedział krótko i rzeczowo: jałmużna jest po to, by dzielić się z drugim człowiekiem. Ani biedak ani król ani dziecko nie są z niej zwolnieni, ponieważ każdy z nas ma dar. Przyjechałem drugi raz i cieszę się, że tutaj mogę uzyskać tak serdeczne wsparcie.

Weekend otwarty Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży to inicjatywa cykliczna. Obecnie w murach łomżyńskiej Alma Mater formację duchową podejmuje 44 kleryków.

PD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *