TwitterFacebook

„Rzeczy Świata” (odc. 2) o manifestacjach feministycznych i wyborach szefa RE

W Dzień Kobiet, w otoczeniu rozmów o kobiecości, prawach kobiet i argumentach uczestniczek strajku kobiet, a także w przededniu wyboru szefa Rady Europejskiej miała miejsce druga audycja „RzeczyŚwiata” – wspólny projekt Radia Nadzieja, Tygodnika Do Rzeczy i portalu wZasięgu.pl.

W pierwszej części programu gośćmi byli Rafał Ziemkiewicz (pisarz i publicysta) i Piotr Gabryel (z-ca red. naczelnego Do Rzeczy). Dominującym tematem były Ogólnopolski Strajk Kobiet i argumenty uczestników i uczestniczek manifestacji.

Przyznam szczerze, że mam problem ze zrozumieniem hasła tegorocznej Manify („Dość przemocy władzy”). Zresztą to nie jedyne hasło, manifestowane na polskich ulicach, z którego zrozumieniem mam kłopot. Ale jak się okazuje – nie ja jeden mam z tym problem. Niedawno gościem naszego kolegi była Magdalena Jethon. Na pytanie jakie prawa są Polsce i Polakom odbierane, zamilkła. Jak się okazuje nie ja jeden mam kłopot ze zrozumieniem tych haseł – zauważył Piotr Gabryel.

Rafał Ziemkiewicz: Przez polskie ulice i place, od półtora roku przetacza się fala „proteścików”, pikiet. One wszystkie są pod jednym hasłem: „Precz z kaczorem!”. Argumentem w tych protestach są słowa „Nie, bo nie”. I tu nie ma znaczenia, czy chodzi o prawa kobiet, czy o to, że Ziobro Internet zabiera, czy że prawa obywatelskie są odbierane, czy może chodzi o Trybunał… to są tylko preteksty do wyrażenia emocji niechęci, nienawiści, furii czy niezgody na wynik wyborów i na to, że w półtora roku po wyborach sondaże wcale się nie zmieniły.

Różnica pomiędzy feministką a kobietą jest dokładnie taka sama jak między komunistą i robotnikiem. Komuniści też mówili, że są partią robotniczą i chodzi im o robotników, a w Międzynarodówce (o ile pamiętam) robotnik był jeden i to też taki tylko z pochodzenia, bo się wykształcił i był już prawnikiem – dodał Ziemkiewicz.

Piotr Gabryel zapytany o to, czy działania ruchów feministycznych to znacząca siła w kraju, odpowiedział:

Myślę, że ta siła nie jest siłą potężną, ale należy się z nią liczyć. W zależności od koniunktury politycznej widać, że te emocje słabną. Jeśli przypomnimy sobie protesty kobiety z roku ubiegłego to widzimy, że gromadziły nawet kilkadziesiąt tysięcy kobiet. Dziś zainteresowanie tymi protestami znacznie spadło(…). Ale należy się liczyć z tym, że w zależności od tego, co sami rządzący będą robili, protesty mogą wrócić do wielotysięcznych.

Rafał Ziemkiewicz: Myślę, że jeśli Platforma Obywatelska lub .Nowoczesna sądzą, że „kobiety obalą ten rząd” to oczywiście się mylą. Sondaże pokazują, że większość kobiet głosowała na PiS, albo na Kukiza. Zresztą posłanek też jest więcej w partiach prawicowych. Nie sądzę, że mimo wsparcia „TVNów i Pudelków”, byłby w stanie znaczącą grupę ludzi porwać.

Druga część programu również dotknęła protestów, ale goście (Kamila Baranowska i Paweł Lisicki) odnieśli się również do wyborów na szefa Rady Europejskiej. Skomentowano także decyzję polskiego rządu o zgłoszeniu Jacka Saryusz-Wolskiego na wspomniane stanowisko.

Kamila Baranowska: Kiedy czytam, że manifestacje odbywają się przeciwko władzy, która zwiększa nierówności i ubóstwo, to zastanawiam się, jak się to ma chociażby do programu Rodzina 500+, który – jak wiemy – to ubóstwo realnie zmniejsza, szczególnie wśród dzieci. Kiedy czytam, że rząd stoi po stronie kapitalizmu, korporacji i wyzyskuje pracowników, to zastanawiam się, jak to się ma do podniesienia płacy minimalnej, rent i emerytur oraz podniesienia stawki godzinowej(…). Nie od wczoraj mam przekonanie, że feministki kręcą się w kręgu swoich własnych przekonań o tym, że w Polsce mamy dyskryminację i patriarchat. Że mamy Kościół Katolicki, który ciemięży kobiety od lat i blokuje je na każdym polu. Mam wrażenie, że zupełnie nie śledzą tego, co się wokół nich dzieje. 

Paweł Lisicki:  Mamy do czynienia z „podwójnym Matrixem”. Jeden to jest Matrix medialny. W tych demonstracjach bierze udział, mam wrażenie, dosyć znikoma ilość kobiet. Ale gdybyśmy nie patrzyli na rzeczywistość, tylko na to, co pokazują media, to by się okazało, że jest to wydarzenie porównywalne z wyborami w USA, z gigantycznym zamachem, albo z jakimś wydarzeniem epokowym. To jest ten pierwszy Matrix: część mediów kompletnie dali się ideologii feministycznej kupić i sprzedają ją odbiorcom. Drugi to dysproporcja pomiędzy faktycznymi potrzebami, a tym ruchem. Faktycznie, udział kobiet w życiu politycznym był i jest bardzo wysoki. Ale to nie są „te właściwe” kobiety – zdaniem feministek. Bo prawda jest taka, że tu nie chodzi o polepszenie losu kobiet. Tu chodzi o pewną radykalną ideologię, która zbudowana jest na byciu „anty”, niż na czymś pozytywnym.

Rozmowa z radykalnymi feministkami jest dla mnie niczym rozmowa ze Świadkami Jehowy, albo z innymi sekciarzami. Jest taka kategoria ludzi(…), z którymi nie sposób rozmawiać. Możemy pokazywać, że sytuacja się poprawiła, że Polska na tle innych państw europejskich wygląda lepiej. Ale to i tak wszystko będzie się sprowadzało do tego, że jest patriarchat, że Kościół chce wchodzić wszystkim do łóżek, że kobiety są prześladowane, że nie mają prawa do własnych ciał. W tych rozmowach mam wrażenie, że to jest zupełnie oderwane od dyskusji o rzeczywistości i zbudowane jest na całej masie stereotypów i uprzedzeń charakterystycznych dla sekciarskiej mentalnościdodał Paweł Lisicki.

O wyborach na szefa Rady Europejskiej goście programu powiedzieli, m.in:

Paweł Lisicki: Nie wydaje mi się, żeby Jacek Saryusz-Wolski miał realne szanse na to, żeby został szefem RE. Nie wiem też, czy taki cel przyświecał do końca tym, którzy go zgłosili. Zakładam, że tutaj był pomysł na to, żeby wyjść obronną ręką z zarzutu, że polski rząd nie wspiera Donalda Tuska, Polaka. Teraz może odpowiedzieć, że wspieramy innego Polaka, Jacka Saryusz-Wolskiego, który przecież, w kategoriach kompetencji, nie tylko nie jest gorszy, ale jest nawet lepszy od Donalda Tuska.

Ta cała sytuacja pokazała „dziwność” wyboru szefa RE. Bo gdybyśmy chcieli opisać to, co się dzieje w tej chwili w Brukseli, to mam wrażenie, że bardziej byśmy widzieli analogię w spotkaniu rodzin wielkich mafijnych, niż faktycznie demokratycznych polityków. Nie wiemy, jacy są kandydaci, nie znamy ich programów. Kandydaci też nigdy ze sobą nie rozmawiają. Nigdy nie dojdzie do spotkania Donalda Tuska i Jacka Saryusz-Wolskiego i nie będą debatowali, który z nich ma lepszy patent na to, jak zarządzać UE. O części kandydatów opinia publiczna się wcale nie dowie. Może za pół roku, albo za rok dowiemy się, że jakiś rząd badał, czy ten czy inny polityk może być kandydatem(…). Wszystko odbywa się zakulisowo – dodał Lisicki.

Kamila Baranowska: Jeśli chodzi o sam ruch Prawa i Sprawiedliwości z wystawieniem Jacka Saryusz-Wolskiego, to jestem daleka od myślenia o polskiej polityce w kategoriach taktyki czy długofalowej strategii. Uważam, że często jest to reagowanie na różne okazje. Mam wrażenie, że jeśli Jarosław Kaczyński dostał sygnał, że Jacek Saryusz-Wolski jest gotów na taki ruch pójść, to zaryzykował i stwierdził: „wywrócimy stolik i zobaczymy, co się z tego chaosu wyłoni i co się będzie dalej działo”. I rzeczywiście, trochę chaosu się zrobiło. Ci, którzy twierdzili jeszcze kilka dni temu, że Donald Tusk jest stuprocentowym kandydatem, dzisiaj mówią, że jest to może osiemdziesiąt procent, że nie do końca wiadomo.

Audycja „Rzeczy Świata” to wspólny program Radia Nadzieja, tygodnika Do Rzeczy i portalu wZasięgu.pl, nadawana w 2 środę miesiąca z siedziby tygodnika. Gośćmi są publicyści Do Rzeczy, audycję prowadzą dziennikarze radia. Na kolejny odcinek zapraszamy 5 kwietnia, o godz. 13.07 do Radia Nadzieja.

xtt

Serdecznie zapraszamy do obejrzenia całości audycji:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *