TwitterFacebook

Bratanek Jana Kmiołka: Mówili nam, żeśmy „z bandytów”, ale ja się nigdy Janka nie wstydziłem [WYWIAD]

Dzisiaj w pałacu prezydenckim, podczas konferencji identyfikacyjnej, Prezydent RP Andrzej Duda wraz z kierownictwem Instytutu Pamięci Narodowej wręczyli bratankowi Jana Kmiołka, ps. „Wir” notę identyfikacyjną potwierdzającą tożsamość ciała jego krewnego, odnalezionego na warszawskiej „Łączce” (o oddziale Jana Kmiołka pisaliśmy TUTAJ). Dokument odebrał najstarszy z rodziny zidentyfikowanego – jego bratanek i imiennik, Jan Kmiołek. Podczas uroczystości obecny byli również Robert i Waldemar Kmiołek (synowie bratanka „Wira”).

Martyna Gardocka: Minęło 65 lat, od śmierci Jana Kmiołka, „Wira”. Dziś otrzymaliście notę identyfikacyjną, co znaczy, że odnaleziono szczątki waszego krewnego…

Jan Kmiołek: Tak. Tyle się czekało na tę uroczystość. W końcu przyszła wiadomość, że znaleźli kości. To człowiek od razu zadowolony i podziękowanie dla tych, co szukali. Dla rodziny to ważne. W końcu będzie miał pogrzeb jak się należy.

Robert Kmiołek: Profesor Krzysztof Szwagrzyk dzwonił do mnie w tamtym tygodniu i potwierdził, że Janek się odnalazł na sto procent. Że został zidentyfikowany. No i wiadomo, wielka radość. Tyle lat się go poszukiwało. Miał jakieś tam mogiły, pomniki w Wyszkowie, nad Bugiem, ale ciało i tak nie było odnalezione. A teraz już jest potwierdzone. Będzie pogrzeb i będzie tak, jak powinno być. My tego oczekiwaliśmy już od długiego czasu.

Tyle lat żył pan, panie Janie, w niepewności. Co pan czuł?

Jan Kmiołek: Ja zawsze chodziłem z podniesioną głową. Chociaż przez tyle lat traktowani byliśmy, jak bandyci. Ale się doczekaliśmy (tej informacji), to naprawdę duża wdzięczność. Przez te lata było różnie. Najgorzej, jak się poszło gdzieś do biura, gdzie trzeba było mówić jakieś nazwisko. A jak nazwisko, to nie raz ludzie mówili „a to z tych bandytów”. To człowieka bolało. No ale co, taka była historia. Jak się przez ponad 50 lat opowiada ludziom, że bandyci, to jakaś część uwierzy. Ale jak dowiedziałem się, że kopią na „Łączce”, to wiedziałem, że go znajdą. Wiedziałem, że jak się ktoś zajmie, to znajdą szczątki. I znaleźli. To miło dla rodzin dowiadywać się o takich rzeczach.

Kiedy pojawiły się pierwsze przypuszczenia, że szczątki Jana Kmiołka są na „Łączce”?

Robert Kmiołek: Kiedy zaczęli wykopywać wszystkich z kwatery „Ł”. Wszystko było trzy razy przesiane przez sita. Odkryli tam 180-200 ciał i wiadome już było, że wśród tych ciał będzie ciało mojego stryja.

Kim był Jan Kmiołek dla pana, oprócz tego, że łączyły was więzy krwi?

Jam Kmiołek: Dla mnie to był przykład. Ja cieszyłem się, że miałem takiego stryja. Z resztą i dziś starsi ludzie dobrze go wspominają. Mnie ujmy nie przynosił, ja mam zaszczyt, że nazywam się Kmiołek. Nie wstydziłem się tego.

A następne pokolenie, jak go odbiera?

Robert Kmiołek: Był wzorem do naśladowania, bohaterem pierwszej miary. Wyróżniał się odwagą, nigdy się nie zaprzedał, nie wydał kolegów. Był na ciężkich śledztwach, był bity, maltretowany i nigdy się nie poddał. Nikt przez niego nie został wydany(…). Miał w swojej siatce około pięciuset ludzi, tak IPN podaje, a siedzieć poszło ok. 80-100 osób. Ale to ze względu na agenta Wasilewskiego ps.”Wichura”, który został wpuszczony do ich organizacji przez księdza. Ksiądz go uprawomocnił, że to będzie człowiek z Narodowych Sił Zbrojnych. On pewnych ludzi poznał i dla nich już nie było ratunku, ale Janek nikogo nie wydał i przez Janka nikt nie poszedł siedzieć. A na tych wszystkich śledztwach można było się załamać, a on ani się nie załamał, ani nie wydał. Dla mnie to jest bohaterstwo pierwszej klasy.

Z których jego działań jest pan najbardziej dumny?

Robert Kmiołek: Przede wszystkim z rozbicia więzienia w Pułtusku i z uwolnienia więźniów politycznych. To było ostatnie rozbicie więzienia, gdzie zostało odbite ponad sto osób. Zginął wtedy jego dowódca, który kierował tą akcją – porucznik Łanecki, został pochowany w Długosiodle. Łowcy nie mogli się pozbierać, nie wiedzieli, kto to zrobił. Zajęli cały Pułtusk i uwolnili więzienie. To musiało być tak dograne logistycznie, bo przecież tyle ludzi, co wypuścili… oni musieli jakoś odjechać czymś, nie było tak samochodów, jak teraz, tylko jakieś wozy. Ci ludzie musieli się gdzieś ukryć, żeby nie dać się od razu złapać.
Druga akcja na Pulwach, gdzie byli otoczeni przez UB i też nie dali się złapać. Zginął wtedy Składanowski z Wyszkowa, ps. „Wiktor”. On był mocno ranny i trzeba było go dobić. Jakie to musiało być bohaterstwo, żeby dobić swojego rannego kolegę. Czy Janek, czy któryś z kolegów musieli podjąć taką decyzję.
Dużo tych akcji było… jakby nie miał ich tylu, to by nie dostał 28-krotnej kary śmierci. To był chyba największy wyrok w Polsce, ewenement jakiś. Były wyroki, które były po osiem, po dziesięć razy… ale nie wiem, czy ktoś w powojennych czasach miał większy wyrok od Janka. No, ale taki wyrok padł w więzieniu na Rakowieckiej. Razem z Kowalczykiem, ze swoim kolegą z oddziału – on miał 14 razy karę śmierci. Zginęli tego samego dnia. Kowalczyka szczątków jeszcze nie odnaleziono. Może się odnajdą, bo jeszcze nie wszystkich zidentyfikowali.

Jan Kmiołek: „Wiktor” Składanowski dostał postrzał w tętnicę i nie było możliwości, żeby to zatamować. On prosił: „nie zostawiajcie mnie, żeby ubeki mnie nie przejęli” . U nas w domu mówiło się, że Janek podbiegł do niego, bo to nie było czasu zastanawiać się, bo napierało prawie trzystu ubeków, a ich (partyzantów) było pięciu. I powiedział „jeszcze chwila”, przeżegnał się i prawdopodobnie powiedział „teraz” i został dobity. Ale ciała nie zostawili. Ubecy ciała nie przejęli. Ciało było pochowane, przy drodze Porządzie – Dalekie. Ale z Porządzia, jak chłopy wozami piasek na tę drogę wozili, to znajomy mówił, że wykopali kości i prawdopodobnie to były „Wiktora”.

Dziękuję za rozmowę.

MG

1 komentarz

  1. Pingback: Dziś 66. rocznica zamordowania Jana Kmiołka, ps. Wir i Stanisława Kowalczyka, ps. Baśka » Portal Informacyjny Radia Nadzieja [wZasięgu.pl]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *