TwitterFacebook

Adwentowe Magnificat

Adwent można by uznać za czterowymiarowe continuum czasowo-przestrzenne chrześcijańskiej egzystencji. Jej początki figuratywnie sięgają czasów biblijnych, a nikną w opisie wydarzeń eschatologicznych. Obejmują ludzi od czasów Abrahama przez żyjących współcześnie, aż po następujących po nas w nie do końca wyobrażalnej przyszłości.

Dotyczy całego człowieka w jego duchowo-cielesnej naturze. Każdy z tych wymiarów łączy wspólny „mianownik” – czas (historia zbawienia). Stąd warto zmodyfikować komunał służący definiowaniu „Adwentu”, a który brzmi: czas radosnego oczekiwania na przyjście Dzieciątka Jezus na świat. Czas Adwentu to nie tylko chwile, które mijają od pierwszej niedzieli po uroczystościach ku czci św. Andrzeja do wigilii Bożego Narodzenia, ale długi i niezakończony łańcuch wydarzeń w planie Bożej Opatrzności. Nie jest to również wyłącznie czas radosny, jak proponują to centra handlowe zaraz po Wszystkich Świętych, czy powiada kaznodzieja, który nie chce burzyć świątecznego nastroju słuchaczy Mszy Bożego Narodzenia (pasterki). Dusza to gleba, na której rosną nie tylko dorodne kłosy cnót, lecz także cierń i oset naszych słabości i wad. Pamiętał o tym już w IV w. Kościół Hiszpanii, nadając Adwentowi charakter pokutny, do czego i dziś nawiązuje fioletowy kolor szat liturgicznych tego okresu. Wreszcie nie jest to czas wyłącznie „oczekiwania”, ale aktywne wejście w dramaturgię wydarzeń historii zbawienia, chociażby przez „trud” uczestnictwa we Mszach roratnych. Wreszcie „Adwent” nie jest to przyjście Jezusa, bo On narodził się raz jeden, i to jest niepowtarzalnym faktem historycznym. Jezus przychodzi do mnie, bym się na nowo narodził dla Boga. Tak więc „Adwent” liturgiczny, który za niedługo będziemy przeżywali, to zaledwie fragment w wielkiej historii miłości Boga do swego stworzenia, której (historii zbawienia) człowiek jest beneficjentem.

Pokój buduje się przez zachowanie Ewangelii

Dawniej i dziś jedną z pełniejszych perspektyw spojrzenia na Adwent jest osoba Niepokalanej. Pierwsza z adwentowych niedziel poświęcona jest pokojowi. „Świat nie staje się lepszy – mówił Prymas Tysiąclecia – mimo że jest mądrzejszy, bo zrezygnował z serca. Dlatego świat nie daje pokoju, a ludzie schną z lęku w przewidywaniu czegoś najgorszego”. O czystości serca Maryi zaświadcza Archanioł Gabriel w swym pozdrowieniu: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Przez łaskę Maryja stała się tronem dla Syna Bożego. Po trzykroć Święty zamieszkał pod sercem Świętej i Niepokalanej. W ucieczce do serca Maryi jedyna nadzieja tak na pokój między narodami, jak i między nami (w pracy, szkole, rodzinie). Jeśli pokój nie zamieszka w sercu człowieka, to pierwszym jego przeciwnikiem staje się sam… Bóg; zapewne dlatego tak usilnie atakuje się stróżów słowa Bożego – biskupów i kapłanów.

Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła

Wiara jest tematem przewodnim drugiej niedzieli Adwentu. Sobór Watykański II mówi o Maryi: „Błogosławiona Dziewica szła naprzód w pielgrzymce wiary” (Lumen gentium, 58). To przewodnictwo w wierze Maryi ma swoje ugruntowanie w bezapelacyjnym przyjęciu Bożej obecności, zaufaniu słowu Bożemu, uznaniu Opatrzności Bożej. Tym samym staje „na równi” z wiarą Abrahama, bo uwierzyła w to, co po ludzku było niemożliwe. Jednak zarazem wiarę Abrahama dwojako przewyższa: po pierwsze, iż w Niej Bóg inicjuje Nowe Przymierze otwierające dotychczas zamknięte bramy Nieba, a po drugie Błogosławiona Dziewica wyraża w wierze zgodę na to, by Nieskończony Bóg zamieszkał w kruszynce ludzkiego ciała, co nie miało miejsca ani w pierwszym, ani w drugim przypadku w odniesieniu do „ojca wszystkich wierzących” (Abrahama). W tę drugą niedzielę Adwentu Maryja uczy nas, jak być w wierze świadkiem, apostołem, pedagogiem. Z radością niesie szczęśliwą wieść z Nazaretu do Ain Karim, gdzie mieszka św. Elżbieta, nie tylko po to, by tę Dobrą Nowinę współcelebrować z krewną, ale by w tej sytuacji (stanie błogosławionym żony Zachariasza) służyć jej nieodzowną pomocą. 12 lat później widzimy Maryję, jak poszukuje swego zaginionego Syna w drodze powrotnej z pielgrzymki do Jerozolimy. Szuka Go w miejscach publicznych, u znajomych, rodziny, a znajduje w świątyni. Z pozoru ostre słowa Jezusa: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49), są tylko przypomnieniem Jego Mesjańskiej misji, o której Maryja od początku wiedziała, że będzie wymagająca: „A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 35). Poszukiwania Maryi ostatecznie okazują się być głoszeniem Jego kerygmatu, bo Matka Boża, wchodząc w poszczególne miejsca możliwego pobytu Jej Syna, potwierdza, że one (miejsca) też do Niego należą, ale na sposób tego ze świątyni w dniu Ofiarowania. Tak jak Maryja mogę i powinienem, tam gdzie jestem, głosić i świadczyć, że miejsce to jest ważnym punktem w pielgrzymce wiary do domu Ojca. Maryjna pedagogika to cicha, wytrwała i radosna troska o Syna, męża Józefa i dom. Medialnie i społecznie lansowany obraz kobiety atrakcyjnej, robiącej karierę, zatroskanej jedynie o siebie jest z gruntu przeciwny powołaniu kobiety do małżeństwa i macierzyństwa. Olbrzymia większość z tych, którzy wiodą życie celebryckie bądź ulegli jego „urokowi”, na własnej skórze odczuło ciężar zgody na kuszenia, z których zwycięsko wyszedł Jezus. Ci „pokonani” przez swe hedonistyczne zwycięstwo ani nie chcą do porażki się przyznać, ani z niej podnieść, bowiem przez zepsucie własnego życia jeszcze bardziej tkwią w tym, przez co w tę czarną otchłań trafili: pysze i nieczystości. I w tym „ulgę” znajdują, że cieszą się, iż udało im się przekonać do swej drogi innych, którzy z nimi teraz dzielą ten sam opłakany los.

Wzór miłości wiernej

Eufemistycznie można zapytać: czy miłość Matki Bożej równa się miłości samego Boga?! Z całą pewnością nie, jak wszystko, co jest stworzone, ale jest najdoskonalszym obrazem MIŁOŚCI na ziemi. Jednak „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13), a przecież Maryja nie oddała życia za nikogo. Otóż oddała, gdyż życiem Maryi był On, zrodzony z Niej Syn Boży, którego ofiarowała świadomie i własnowolnie, jako Ofiarę Zbawczą dla nas, gdy razem z Nim przeżywała Jego wyniszczenie, agonię i śmierć. Jakie serce matki, ojca może patrzeć na śmierć swego dziecka i z nim nie współumierać?! Maryja jest absolutnym wzorem miłości macierzyńskiej, która nie odstępuje od swego Syna nawet wtedy, gdy odbierano mu dobre imię, przypisywano szaleństwo, uznano za złoczyńcę i bluźniercę. Nie jest to apologia zgody na obojętność, ale widoczny znak wierności, która nigdy nie traci nadziei, że z upadku można się podnieść nawet w ostatnich chwilach życia (dobry łotr). Józef, milczący święty obdarowany miłością Maryi, ma zaszczyt przeżyć wzór miłości małżeńskiej. Jest pewny Jej czystości (w ok. 80% zdradę uważa się za wystarczający powód do rozwodu), czuje się dowartościowany – Maryja dzieli z nim trudy dnia codziennego bez zbędnych czy wygórowanych roszczeń, wie ponadto, że jest potrzebny, bo jego Małżonka z zaufaniem i bez poczucia urażonej dumy podąża za nim (ucieczka do Egiptu).

Szczęśliwy, który złożył swą nadzieję w Panu

Nadzieja, to hasło na ostatnią niedzielę Adwentu. Fiat Maryi jest konsekwencją Jej wiary wspartej mocą łaski oraz nadziei ludu izraelskiego. Niewiele jest chwil w życiu Maryi, które Ewangelia opisuje jako radosne. Dużo więcej jest takich, które przedstawiają Matkę Bożą jako zatroskaną, zaprzątniętą obowiązkami, spieszącą z pomocą, zafrasowaną. Mimo tego nawoływania świata, które Maryja słyszy i na nie odpowiada, Jej postawa nie wyraża przygnębienia i beznadziei. Ona odważnie i troskliwie działa. To Maryjne dążenie naprzód ma swoje źródło w niezachwianej nadziei na spełniające się odkupieńcze dzieło Jej Syna. Dla nas oznacza to, że: „W zagrożeniach, biedzie, wahaniach myśl o Maryi, przyzywaj Maryi… Naśladując Ją, nie zagubisz się, przyzywając Jej, nie utracisz nadziei, myśląc o Niej, nie popadniesz w błąd. Opierając się o Nią, nie poślizgniesz się, pod Jej opieką niczego nie będziesz się lękał, pod Jej przewodnictwem nie utrudzisz się, pod Jej ochroną osiągniesz cel” (Benedykt XVI, „Homilie na cześć Matki Bożej”, 2, 17).

Twój Adwent – jaki ma wymiar?! Czy jest tylko echem dawno przebrzmiałej przeszłości niechętnie dyskutowanej nawet przez historyków, a może epizodem w liturgii, bo w obecności rodziny nie wypada nie pójść na pasterkę, czy też efemerycznym „coś tam” skrytym pod dziwnie brzmiącym słowem „paruzja”. Możesz więcej! Tylko otwórz drzwi Chrystusowi, który jest Nowym Człowiekiem, Kapłanem i Panem historii.

Zbigniew Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *