RN
TwitterFacebook

Dziękuję za wszystko i przepraszam – uroczystości pogrzebowe zmarłej siostry służki Teresy Kuryła [FOTO]

Siostra Teresa była człowiekiem głębokiej wiary. Wiara, którą otrzymała w sakramencie Chrztu świętego nieustannie rozwijała się w jej życiu, ubogacana gorliwą modlitwą, codzienną komunią świętą i postem – mówił ks. infułat Jan Sołowianiuk w homilii, wygłoszonej podczas Mszy świętej pogrzebowej, koncelebrowanej w łomżyńskiej katedrze pod przewodnictwem biskupa Janusza Stepnowskiego, z udziałem biskupa drohiczyńskiego Piotra Sawczuka i biskupa seniora Antoniego Pacyfika Dydycza oraz licznie zgromadzonych kapłanów, sióstr zakonnych z Matką Generalną Zgromadzenia Sióstr Służek siostrą Mirosławą Grunt  i wiernych.

We wprowadzeniu do Mszy św. biskup Janusz Stepnowski zaznaczył, że zmarła siostra Teresa była nie tylko pielęgniarką z zawodu, ale przede wszystkim z powołania. Służyła chorym, odwiedzała ich i troszczyła się z siostrzaną miłością o każdego człowieka, który cierpiał. Jej ostatnie miesiące życia to spotkanie z cierpieniem, ale też z Chrystusem, który jest miłosierny. Bogu dziękujemy za jej otwarte serce, za jej służbę, za jej poświecenie – mówił biskup Janusz Stepnowski.

W homilii ks. infułat Jan Sołowianiuk nawiązał do znaczenia słów modlitwy, którą wypowiadamy modląc się za naszych zmarłych, prosząc dobrego Boga o wieczny odpoczynek i światłość wiekuistą.

Światłość wieczna, o którą prosimy dla zmarłych, to światłość, którą jest Bóg. Ta światłość pozwoli nam zobaczyć całe piękno Boga, zobaczyć całą Jego miłość i dobroć. Pozwoli widzieć piękno i wielkość Jego majestatu. Niech ten wieczny odpoczynek, światłość wiekuista, stanie się udziałem tej, którą polecamy Bogu w tej Eucharystii – mówił ks. infułat.

Przypomniał też życiorys siostry Teresy Kuryła. Siostra urodziła się 13 października 1950 roku, we wspomnienie bł. ojca Honorata Koźmińskiego, założyciela Zgromadzenia, do którego później wstąpiła. W zakonie przybrała imię Paulina od Świętej Rodziny. Pracowała w placówkach w Łomży i Kadzidle. W Białymstoku uczyła się w medycznym studium na wydziale pielęgniarskim. Do Łomży przyjechała w 1976 roku i tu rozpoczęła pracę jako pielęgniarka w szpitalach. Najpierw w „starym szpitalu”, a potem w Szpitali Wojewódzkim im. księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego. W roku 2015 rozpoczęła pracę w Specjalistycznym Ośrodku Medycznym SOMED, w którym pracowała do 24 czerwca 2020 roku. W święto Przemienienia Pańskiego, dniu 6 sierpnia o godz. 19.05, zmarła w Szpitalu MSWiA w Białymstoku, na oddziele intensywnej terapii – mówił ks. Jan Sołowianiuk.

Kaznodzieja zwrócił też uwagę, iż siostra Teresa miała bardzo bogatą osobowość. Na wszystkich placówkach, mówił ks.Sołowianiuk, we wszystkich zajęciach przyświecało jej hasło, powiem więcej, przekazanie Chrystusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych Mnie samemu uczyniliście” i to Maryjne zawołanie: „Oto ja służebnica Pańska niech mi się stanie według Twego Słowa”. Często odwoływała się do swojej patronki św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która wiernie wypełniała wolę Bożą. (…) Świętej pamięci Teresa, wpatrzona w swoją patronkę, wiernie realizowała to przesłanie „nie przestanę dobrze czynić na ziemi”. Zawsze pogodna, niezwykle gościnna, oddana całkowicie swojej pracy, a przy tym skupiona i rozmodlona. Wiele razy widziałam siostrę Teresę mocno zapracowaną, umęczoną, z różańcem czy brewiarzem w ręku. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to przykład zarówno dla sióstr, czy dla nas kapłanów, którzy czasem odkładamy modlitwę, tłumacząc się przepracowaniem – mówił ks. Sołowianiuk.

Siostra Teresa dobrze rozumiała i o tym ciągle pamiętała, że powołaniem każdej zakonnicy jest modlitwa oraz służba Bogu i ludziom. Każdą wolną chwilę poświęcała na nawiedzenie Najświętszego Sakramentu i wszystkie sprawy powierzała Chrystusowi i Niepokalanej Matce. Dużo się modliła, modliła się za Zgromadzenie zakonne, bo żyła tym Zgromadzeniem i cieszyła się każdym nowym powołaniem – mówił kaznodzieja

Ksiądz Sołowianiuk odniósł się też do przeżywania przez siostrę Teresę choroby i cierpienia, które dla niej były środkiem bezcennym, łączącym ją z męką Chrystusa, a zatem również z Jego zmartwychwstaniem.

Nasza zmarła nie skarżyła się na ból i cierpienie. Czas choroby przeżywała z wielką cierpliwością i oddaniem się Chrystusowi, co więcej, podczas choroby mówiła o przygotowaniu się na spotkanie z Jezusem i z Niepokalaną. W rozmowach z siostrami i kapłanami często podkreślała życie modlitwą, wierność powołaniu i przygotowanie się do śmierci – mówił ks. Jan.

Na zakończenie Mszy św., w imieniu Zgromadzenia, głos zabrała siostra prowincjalna Ewa Wawer, która podziękowała wszystkim za obecność i modlitwę oraz odsłoniła ostatnie tygodnie życia siostry Teresy. Zwróciła uwagę, że jej życie to nie tylko praca zawodowa, gdzie była cenionym pracownikiem, dobrą koleżanką, wspaniałym organizatorem pielgrzymek autokarowych do Częstochowy. Nade wszystko to były ciche chwile, spędzane na modlitwie w kaplicy domowej czy szpitalnej, o które dbała i polecała tych wszystkich, do których była posłana- mówiła s. Ewa. W życiu siostry Teresy powołanie zakonne i wypełnianie zawodu pielęgniarki stanowiły jedność, gdzie było zawsze miejsce dla Boga i dla drugiego człowieka. Oddana była tym, do których została posłana. Wymagała, ale najbardziej od siebie: dokładności, staranności, zaangażowania wszystkich sił.

W nocy z 29 na 30 czerwca br. zostałaś zabrana do szpitala na oddział chorób płuc i gruźlicy w Łomży. Świadoma byłaś , że twój stan się pogarsza i napisałaś SMSa „Czuję się bardzo źle. Powiedz siostrom, że wszystkich przepraszam za wszystko i bardzo dziękuję, bo chyba nie przeżyję. I niech się modlą za mnie”. I twoje ostatnie słowa, podczas rozmowy telefonicznej „dziękuje za wszystko i przepraszam” – dzieliła się z zebranymi na uroczystościach pogrzebowych siostra prowincjalna Ewa Wawer.

W pierwszą sobotę lipca siostra Teresa została przewieziona na oddział intensywnej terapii szpitala w Białymstoku. Zmarła w święto Przemienienia Pańskiego 6 sierpnia w Białymstoku, została pochowana na cmentarzu parafialnym w Łomży.

Joanna Ekstowicz

1 komentarz

  1. waw Odpowiedz

    Nigdy chyba nie zapomnę Jej anielskiego uśmiechu… Jaki żąl….! 🙁 Niech odpoczywa w pokoju…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *