TwitterFacebook

Kim jesteś, Święty Mikołaju?

Jak co roku grudniową porą, przy dźwiękach dla wielu obrzydłej już melodii „Jingle Bells”, pojawia się w naszej rzeczywistości postać określana mianem św. Mikołaja. Ubranemu w czerwony kubrak jowialnemu staruszkowi z białą, jak futerkowe obszycie jego uniformu, brodą, towarzyszą elfy i latające renifery, a czasami także rozświetlona ciężarówka rozwożąca gazowany kofeinowy napój. Współczesny, zakorzeniony w kulturze masowej wizerunek św. Mikołaja jest tryumfem czegoś, co w słynnym filmie Barei określono mianem „nowej świeckiej tradycji”. Nie ma on nic wspólnego z biskupem małoazjatyckiej Miry, którego zarówno Kościół wschodni, jak i zachodni od wieków obdarzał wielkim kultem. Od pewnego już czasu środowiska chrześcijańskie nad Wisłą coraz odważniej przeciwstawiają się obecności w rodzimej kulturze laickich świąt i zwyczajów, których przenikanie początkowo bezrefleksyjnie akceptowano. W ten sposób maskaradzie związanej z Halloween przeciwstawiono chociażby korowody świętych. Kwestia resakralizacji św. Mikołaja nie jest jednak rzeczą prostą i wymaga zderzenia się z dwoma podstawowymi problemami. Pierwszy polega na tym, że nakreślony powyżej wizerunek brodatego dostawcy prezentów w pajacykowatej czapce, jest w powszechnej świadomości zakodowany znacznie mocniej niż powycinana dynia. Drugim zaś jest niemal zupełny brak wiarygodnych źródeł mówiących o osobie biskupa Miry.

Tylko legendy?

Zachowane przekazy wskazują, że św. Mikołaj z Miry żył na przełomie III i IV wieku na południowo-zachodnim wybrzeżu Azji Mniejszej. Pierwsze dość lakoniczne informacje o jego osobie pojawiły się w źródłach dopiero w wieku VI, gdy powstał utwór „Oficerowie”. Na kartach dzieła opisano wydarzenie, zgodnie z którym w czasach Konstantyna Wielkiego biskup Miry uratował od śmierci trzech niesłusznie oskarżonych i skazanych żołnierzy. Więcej szczegółów dotyczących życia św. Mikołaja przekazują powstałe w wiekach IX i X utwory hagiograficzne i narosłe wokół nich legendy. Jakkolwiek trudno mówić o pewności źródeł, które powstały setki lat od opisywanych wydarzeń, to ich istnienie bezsprzecznie zaświadcza o funkcjonowaniu głębokiego kultu, jakim wierni obdarzali pochowanego i czczonego w Mirze biskupa. Tym bardziej że już na kartach najstarszych spośród zachowanych wzmianek źródłowych Mikołaja przedstawiano jako wielkiego świętego. Warto przy tym zaznaczyć, że w momencie, gdy znane dziś pisma o św. Mikołaju dopiero upowszechniały się w literackim dorobku chrześcijańskiej Europy, zauważalne były także inne elementy jego kultu.

Już w IX wieku w Rzymie istniały co najmniej dwie świątynie pod wezwaniem św. Mikołaja. W tym samym czasie w Europie notuje się wzrost popularność tego imienia, które od roku 858 znalazło się także w spisie papieży. Popularność nad Tybrem była jedynie odpryskiem czci, jaką oddawano św. Mikołajowi na Wschodzie. W X wieku grób świętego w Mirze był znanym miejscem pielgrzymek, gdzie przybywający wierni otrzymywali szereg łask. Nie dziwne więc, że w Bizancjum wizerunek tego świętego był jedną z najczęściej wytwarzanych ikon. O popularności św. Mikołaja świadczy także fakt, że w momencie, gdy w roku 1087 Mira znalazła się w bezpośrednim zagrożeniu tureckiej ofensywy, między Wenecją a Bari rozpoczęły się spory o prawo do przewiezienia drogocennych relikwii w bezpieczne miejsce. Więcej sprytu wykazali mieszkańcy drugiego ze wspomnianych miast, które szybko stało się nowym centrum kultu św. Mikołaja.

Powszechność i wieloaspektowość czci, jaką obdarzano św. Mikołaja u schyłku pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa, wskazują, że pamięć o nim musiała być wśród wiernych niezwykle mocno zakorzeniona. Stąd piszący w pierwszej połowie IX wieku „Żywot św. Mikołaja” duchowny bizantyjski Michał, jak również kompilujący w następnym stuleciu jego utwór Sumeon Metafrastes nie mogli z pełną swobodą oddać się fantazji i całkowicie zmyślać historię biskupa Miry. Co jest prawdą? Tego zapewne nie dowiemy się nigdy.

Święty biskup

Zgodnie z podaniami Mikołaj urodził się w II połowie III wieku w kolonii Patara w małoazjatyckiej Pamfilii. Jego rodzice byli gorliwymi wyznawcami chrześcijaństwa, którzy mimo prześladowań wychowywali swego jedynego syna w wierze i pobożności. Mikołaj zaś od najmłodszych lat cechował się umiłowaniem modlitwy i lektury Pisma Świętego. Czytał i rozważał je bardzo często, co zostało zauważone przez lokalnego biskupa, który uczynił go lektorem, a wkrótce także udzielił mu święceń prezbiteratu. Po śmierci rodziców Mikołaj odziedziczył niemały majątek, którym chętnie dzielił się z innymi. Pobożność, hojność i wrażliwość na ubóstwo drugiego człowieka przyniosły mu zasłużone uznanie i szacunek, co zaowocowało tym, że na początku IV wieku synod biskupów Licji zdecydował o nominacji Mikołaja na pasterza Miry. Początek biskupiej posługi przypadł na czasy prześladowań, które we wschodniej, zarządzanej przez Galeriusza części cesarstwa trwały dłużej niż w Rzymie, gdzie Konstancjusz Chlorus zdecydował się na złagodzenie ucisku wobec chrześcijan. Wedle części przekazów w okresie tym Mikołaj miał zostać uwięziony, a wyzwolenie miało nastąpić dopiero wraz z edyktem tolerancyjnym Konstantyna Wielkiego. Epizod ten leżał u podstaw przekonania części wiernych o „bezkrwawym męczeństwie” św. Mikołaja.

W okresie wolności Kościoła biskup Miry podjął szereg działań zmierzających do wyrugowania w swej diecezji resztek kultów pogańskich. W późniejszych hagiograficznych przekazach zanotowano także, że w momencie pojawienia się kontrowersji ariańskiej Mikołaj stanął w obronie czystości doktryny. Podobno duchowny wziął udział w soborze nicejskim (325 r.), na którym obalał poglądy Ariusza. Niestety informacji tych nie potwierdza żadne ze źródeł bogato opisujących historię wspomnianego soboru.

Święty i prezenty

W pamięci potomnych biskupa Mikołaja zapamiętano jako duszpasterza, który troskę o dobro Kościoła powszechnego łączył z wrażliwością na niedolę potrzebujących. Jak już wspomniano, odziedziczonym po rodzicach majątkiem chętnie dzielił się z innymi. Biednym udzielał jałmużny, smutnych i przygnębionych pocieszał, skłóconych pojednywał, a samotnych wspierał. Do najbardziej znanych legend o św. Mikołaju należy ta, która opowiada o tym, jak święty swoją dobrocią uratował los trzech młodych dziewcząt. W czasach, gdy Mikołaj nie był jeszcze biskupem, jednym z jego sąsiadów był pewien krnąbrny kupiec, który gardził pobożnością Mikołaja, wyśmiewając go i jego wiarę. Los sprawił, że handlarz niespodziewanie utracił swój majątek, a jako bankrut nie miał pieniędzy na posag dla swych trzech córek. Zdesperowany postanowił sprzedać je do domu rozpusty, a dowiedziawszy się o tym Mikołaj postanowił działać, by uchronić dziewczęta przed haniebnym losem. W ciągu trzech kolejnych nocy zakradał się pod okna domu sąsiada i wrzucał do izby sakwę z pieniędzmi przeznaczonymi na posag dla jego córek. Ostatniego wieczoru zdumiony kupiec postanowił dowiedzieć się, kto tak hojnym gestem podrzuca mu do domu niemałe przecież sumy. Zaczajony pod osłoną ciemności ojciec, ujrzał pogardzanego przez siebie młodzieńca, który wrzucił do jego domu trzecią sakiewkę, dla ostatniej z jego córek. Zawstydzony, przeprosił Mikołaja za wszelkie przykrości i pobudzony jego przykładem całkowicie odmienił swoje życie.

Jedna z zachodnioeuropejskich średniowiecznych wersji tej legendy wspomina, że któraś z podrzucanych trzem pannom sakiewek wpadła do suszącej się przy kominku skarpety. W przyszłości stało się to podstawą zwyczaju, zgodnie z którym 6 grudnia dzieciom wkładano prezenty właśnie do skarpet lub kapci.

Święty cudotwórca

Wierni Kościołów wschodnich obdarzyli św. Mikołaja z Miry przydomkiem „cudotwórca”. Związane jest to nie tylko z obecnymi w jego „żywotach” opisami licznych cudownych wydarzeń, lecz także z przekonaniem, że wstawiennictwo tak wielkiego świętego zdolne jest uprosić liczne cuda i łaski. W hagiograficznych podaniach wspomina się szczególnie mocno cuda związane z morzem i żeglarstwem. W jednym z opowiadań wspomniano historię o tym, jak płynący do Aleksandrii Mikołaj wskrzesił młodego marynarza, który podczas sztormu wypadł za burtę. W innym zanotowano opowieść o tym, jak wstawiennictwo świętego uratowało od zatopienia cały targany burzą okręt, którego załoga przekonana o beznadziejności sytuacji wzywała jego imienia i pomocy. Trzecia zaś opowieść podaje historię rejsu statku przewożącego zboże, który za sprawą św. Mikołaja zboczył z kursu, by zawinąć do portu w okolicy trapionej przez głód. Przekonany przez świętego kapitan wyładował część towaru w porcie, ratując lokalną społeczność przed śmiercią i ruszył w dalszą podróż. U jej celu okazało się, że mimo wcześniejszego rozładunku w cudowny sposób nie ubyło przewożonego towaru.

Wspomniane wątki marynistyczne spowodowały, że św. Mikołaj stał się patronem żeglarzy, rybaków i marynarzy, a w ikonografii zdarzają się przedstawienia świętego z morzem i statkami w tle. Tego rodzaju raczej rzadki program ikonograficzny znajduje się m.in. w łomżyńskiej katedrze, gdzie w jednej z naw umieszczony jest obraz św. Mikołaja biskupa rozdającego jałmużnę ze statkiem w tle.

Słynący za życia z wielkiej dobroci, pobożności i cudów biskup Mikołaj zmarł 6 grudnia 345 lub 352 roku. Natychmiast po śmierci ciało świętego wydzielać zaczęło pachnący olejek, a jego grób stał się miejscem licznych pielgrzymek. W VI wieku nad jego mogiłą wzniesiono bazylikę, zastąpioną w XI wieku nowszą budowlą, w której przechowywano relikwie, dopóki w 1087 r. do Bari nie przewieźli jej Włosi.

***

Historia św. Mikołaja osnuta jest gęstą mgłą legendarnych wyobrażeń, z których niepodobna wyodrębnić tego, co może być choć odpryskiem prawdy sprzed kilkunastu przecież stuleci. Wiadomo, że był biskupem. Może był także wybitnym teologiem, może rozmodlonym mistykiem. Po wielu wizerunkowych transformacjach w XXI wieku kojarzony jest głównie jako ten, który rozdaje prezenty i upominki. Pewnie jest to dalekie uproszczenie postaci, której kult był w średniowieczu, mimo bolesnych konfesyjnych podziałów, tak bardzo żywy zarówno na wschodzie, jak i zachodzie chrześcijaństwa. Jednakowoż to, że św. Mikołaja zapamiętano właśnie w takiej formie ma swoją niekwestionowaną zaletę. Czasem potrzebujemy bowiem prostej, nieskomplikowanej inspiracji, by wyzwolone zostały drzemiące w nas pokłady dobra, którymi na różne sposoby obdarować można bliźniego.

Marcin Grala

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *