TwitterFacebook

Kto śpiewa, ten dwa razy się modli

Przed nami święto św. Cecylii – patronki śpiewu, muzyki kościelnej, chórów i organistów. Uroczystość ta skłania nas do refleksji na temat muzyki kościelnej, która nie wszędzie jeszcze przeżywa swój renesans, a jest przecież bardzo ważnym elementem liturgii.

Na początku był chorał

Jest wiele dokumentów kościelnych, w których można przeczytać na temat muzyki. Reguły wykonywania utworów muzycznych są ściśle skodyfikowane, określane przez encykliki i konstytucje. Zauważają one, że od początku muzyka była związana z obrzędami. Na pierwszym miejscu stawiano śpiew jednogłosowy, ściśle związany z tekstami liturgicznymi. Kościół dość niechętnie godził się na wprowadzanie do obrzędów śpiewu wielogłosowego. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa sprzeciwiano się także dopuszczaniu muzyki instrumentalnej do liturgii w obawie przed desakralizacją. Jedynie głos ludzki był uważany za święty „instrument”, nadający się do wychwalania i uwielbiania Boga. Święty Ambroży uważał, że piszczałki i flety absolutnie nie mogą być używane podczas liturgii. Bardzo chętnie wprowadzał zaś do niej grę na lirze i cytrze. Sobór Watykański II, traktując na temat muzyki w liturgii, na pierwszym miejscu stawia śpiew. Muzykę wokalną reprezentuje – według posoborowego prawodawstwa – chorał gregoriański, polifonia różnych gatunków oraz śpiew ludowy. W instrukcji Musicam sacram z 1967 roku możemy przeczytać, że „uroczystą formę przybiera akcja liturgiczna, gdy jest sprawowana ze śpiewem”. I to właśnie średniowieczny chorał gregoriański był przez wiele wieków uznawany za oficjalną i jedyną formę muzyki kościelnej. To właśnie z jednogłosowego chorału gregoriańskiego rozwinęła się muzyka liturgiczna. W czasie kiedy on zaczął przeżywać kryzys, do liturgii nieśmiało zaczęto wprowadzać muzykę organową, która po dziś dzień towarzyszy modlitwom liturgicznym. Jest to jedyny oficjalnie uznany instrument, zgodny z ustalonymi przez władze kościelne zasadami i normami. Nauczanie Kościoła przestrzega przed wykonywaniem w czasie liturgii tzw. piosenek religijnych, których teksty często są banalne, a melodie czerpią natchnienie z piosenek świeckich. Bardzo ważne jest, by odróżnić muzykę liturgiczną od religijnej, która nie służy bezpośrednio liturgii chrześcijańskiej. Muzyka liturgiczna – według Konstytucji o liturgii Soboru Watykańskiego II powstała „dla oddawania chwały Bogu i odznacza się świętością oraz doskonałością formy”.

Niech będzie filarem naszej modlitwy

Ojciec święty Benedykt XVI w piękny sposób tłumaczy nam, czym jest muzyka sakralna, wspominając, jak właśnie ona ukształtowała jego osobowość. Ojciec papieża Benedykta XVI był uzdolniony muzycznie, śpiewał w chórze kościelnym i uczył się grać na cytrze. Przez całe dzieciństwo młodego Josepha w domu rozbrzmiewała muzyka. Jak napisał ówczesny kardynał Ratzinger: „Mozart dogłębnie przeniknął moją duszę; jego muzyka zawiera całą tragedię ludzkiej egzystencji”. Celem muzyki sakralnej jest „chwała Boża i uświęcenie wiernych”, nie jest ona zatem „dodatkiem do liturgii czy jej upiększeniem, ale sama jest liturgią”– mówił ojciec święty. Papież pokazuje, że wciąż aktualna i ważna jest odnowa muzyki kościelnej. „Gdy chce się odnowić muzykę sakralną, wychodząc od jej istoty, przed nami staje oczywiście pytanie: co jest jej istotą? Istotą muzyki sakralnej nie jest tylko ogólnie pojęta muzyka religijna. Jest to muzyka Kościoła, w której Kościół jest podmiotem. Nie jest ona tylko dodatkiem do liturgii, ale sama jest liturgią – jak podkreśla Sobór Watykański II.”

Uczmy się od psalmistów

Benedykt XVI pokazuje nam drogę, na którą trzeba wkroczyć, by wciąż na nowo podejmować odnowę muzyki liturgicznej. Naszym przewodnikiem powinna być koncepcja zaczerpnięta z Psalmów, którą św. Benedykt umieścił w swojej regule. Powierzył ją swoim mnichom jako wskazanie właśnie do recytacji Psalmów: Coramangeliscan tamustibi, Domine – „Wobec aniołów śpiewamy Tobie, Panie”. „Śpiewamy Tobie”. Chodzi tu o spotkanie z Bogiem żywym. Wraz z aniołami śpiewamy Bogu, oni zanoszą nasz śpiew przed tron Boży. Nie śpiewamy sami, nie śpiewamy dla siebie samych. „Śpiewamy zwróceni ku Bogu, by do Niego dojść.” Śpiewamy Bogu, który ma oblicze Jezusa Chrystusa. Dla Boga, który jest Logosem – Słowem, Rozumem i Miłością. Dlatego jedno i drugie należy do tego spotkania. „Z jednej strony jest to muzyka, która ma być odpowiedzialna wobec Logosu, oświecona rozumem, a równocześnie muzyka, która pochodzi z serca, jest inspirowana miłością.” Słuchanie śpiewów liturgicznych może przyczynić się do nawrócenia, jak w przypadku św. Augustyna. Wiara rodzi się zawsze ze słuchania Słowa Bożego, oczywiście nie tylko przez zmysły, lecz także umysłem i sercem. Niewątpliwie śpiew nadaje odmawianiu psalmów i pieśni biblijnych większą siłę przekazu. Święty Augustyn w swym dziele o muzyce przyznaje, że piękny śpiew może pomóc w przyjęciu Słowa Bożego.

Pokochajmy ją

Na muzykę liturgiczną często brakuje pieniędzy, czasu, sił i innych potrzebnych środków. Muzyka wybrzmiewa, przemija i jej nie widać. Dlatego wiele osób niesłusznie uważa, że lepiej ufundować obraz, postawić figurę, niż zadbać o nuty dla chóru, o śpiewniki dla wiernych, o remont organów, o przyzwoite warunki dla śpiewaków, o wykształcenie psałterzystów i kantorów. Ciągle jeszcze wydaje nam się, że muzyka to rozrywka, to przyjemność, to sztuka wprawdzie konieczna, ale trzeba ją uprawiać jak najmniejszym kosztem tak, by było lekko, łatwo i przyjemnie. Smutne to, ale niestety prawdziwe. Błogosławiona Urszula Ledóchowska, wielka patriotka, człowiek o niezwykle szerokich horyzontach myślowych, podróżowała po całej Europie i podtrzymywała na duchu Polaków rozproszonych w różnych krajach. Mówiła tak: „Jeszcze Polska nie zginęła, dopóki kochamy”. Powinniśmy dzisiaj powiedzieć „Jeszcze piękna muzyka kościelna nie zginęła, dopóki żyjemy, dopóki ją kochamy!”. Zatroszczmy się więc o muzykę liturgiczną, nie spychajmy jej na margines, bo przecież ona zbliża nas do Boga.

Zechciejmy zaśpiewać Panu

Ludzie młodzi bardzo chętnie słuchają muzyki, coraz częściej grają na różnych instrumentach, śpiewając przy tym słowa ulubionych piosenek. Robią to w domu, pośród przyjaciół czy na imprezach. Dlaczego więc nie śpiewają w kościele? Starsze panie siedzące w pierwszych ławkach wielbią Boga swym śpiewem, mimo iż głos już nie ten, a młodzież ma pewne opory. Czy głównym problemem jest fakt, że ludzie generalnie dzisiaj mało śpiewają? Kiedyś śpiew pielęgnowano przede wszystkim w domu. Podczas różnych prac domowych śpiewało się pieśni i piosenki, nie tylko religijne, lecz także świeckie. To były czasy, kiedy nie było odtwarzaczy DVD, Internetu, telewizji i dla wielu osób pięknym zajęciem czasu był śpiew. Dziś ludzie, niestety, w większości wolą słuchać, niż śpiewać. Nie oszukujmy się. Nie każdy z nas jest Andreą Bocellim czy Sarą Brightman. Niektórym śpiew wychodzi po prostu źle, innym – jeszcze gorzej. Ale czy to wystarczający powód, żeby w ogóle milczeć podczas Mszy św.? Niestety, w naszych parafiach da się słyszeć głosy narzekania, że podczas Eucharystii niewiele osób uczestniczy we wspólnym śpiewie. Patrząc na twarze wiernych, można zauważyć, że tylko niektóre z nich poruszają się w czasie wykonywania pieśni. O ile czasem obarczamy winą prowadzącego śpiew organistę, który tak dobiera tonacje, że mogą mu towarzyszyć jedynie śpiewacy operowi, o tyle musimy przyznać: spora część odpowiedzialności leży właśnie po naszej stronie. Powodem, dla którego unikamy śpiewu, może być poczucie skrępowania tym, że słuchają nas sąsiedzi z ławki, a my wcale nie jesteśmy mistrzami w tej dziedzinie. Ogarnia nas wstyd, bo jeśli nie uda się trafić w określony dźwięk, możemy skupić na sobie wzrok innych i poczuć się nieswojo. Gorzej natomiast, jeśli powodem milczenia jest zwyczajne lenistwo. Naprawdę trudno znaleźć usprawiedliwienie takiej postawy. Śpiew jest kolejnym wyrazem tego, że przebywając razem w kościele, budujemy wspólnotę wiary.

Niech więc św. Cecylia wyprasza łaskę zlania mocy Ducha Świętego na całą twórczość artystyczną. To Ona wspiera twórców swym wstawiennictwem przed obliczem Bożym podczas każdego koncertu, zawsze, kiedy tworzą piękną muzykę swoim śpiewem, komponując czy aranżując oraz grając na instrumentach. Nie zapominajmy o niej w modlitwach. Prośmy, by pomagała nam dostrzegać rzeczywiste piękno muzyki, tworzonej pod natchnieniem Bożym i kierującej nas w stronę zbawienia oraz aby otaczała modlitewną opieką wszystkich śpiewających i grających, a zwłaszcza twórców i wykonawców muzyki kościelnej.

Katarzyna Mackiewicz
Głos Katolicki 46/2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *