RN
TwitterFacebook

Maryja programem życia

„Zawsze gdy jest szczególnie ciężko, gdy ciemności ogarniają ziemię, a słońce już gaśnie i gwiazdy nie dają światłości, trzeba wszystko oddawać Maryi” – mówił sługa Boży kard. Stefan Wyszyński. To był program życia i działania prymasa. To było źródłem jego wewnętrznej siły i wsparciem w trudnych chwilach prześladowania przez komunistyczne władze. Paradoksalnie, w więzieniu zuzelski prymas jeszcze bardziej pogłębia swój związek z Maryją i oddaje się Jej w niewolę miłości. W naszych adwentowych rozważaniach, kiedy przemierzamy kolejny etap w życiu kard. Wyszyńskiego, po raz kolejny przekonujemy się, że „Jest przy nas Maryja”.

Ratunek w Maryi

Po śmierci prymasa kard. Augusta Hlonda w 1948 roku bp Wyszyński został mianowany prymasem Polski. Od niego przejmuje maryjny testament i czyni go programem swojego prymasowskiego posługiwania. Przed swoją śmiercią kard. Hlond powiedział: „Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. Zuzelski kardynał uważał bowiem, że „jest obowiązkiem sumienia wszystko postawić w Polsce na Matkę Najświętszą”. Ingres do katedry św. Wojciecha w Gnieźnie odbył się 2 lutego 1949 roku w dniu Matki Boskiej Gromnicznej. Pytany zaś o powody uczynienia własną drogi maryjnej kard. Wyszyński odpowiadał, iż osobiście zaufał Maryi i uczyni wszystko, aby to, czego nie zdążył dokonać prymas Hlond, było wykonane. Sytuacja Kościoła w Polsce w momencie obejmowania stolicy prymasowskiej przez bp. Stefana Wyszyńskiego była bardzo trudna. Zamykano szkoły prowadzone przez zgromadzenia zakonne, rozwiązywano wszystkie organizacje katolickie. Władze państwowe chciały wprowadzić Dekret o obsadzeniu stanowisk kościelnych. Jak wspomina Maria Okońska, reakcją prymasa na tę zapowiedź były słowa wypowiedziane przezeń 14 lutego 1953 roku: „Wszystko postawiłem na Maryję – i to Jasnogórską”. „Byłam świadkiem tych słów i byłam nimi wstrząśnięta. Tym bardziej że twarz Księdza Prymasa, gdy wypowiadał te słowa, promieniała przedziwnym wprost światłem, a nawet serdeczną radością i pokojem. Wiedziałam w tym momencie, że Ksiądz Prymas znalazł ratunek dla udręczonego Kościoła w Polsce i dla narodu. Więcej, czułam, że ten moment z natchnienia samej Matki Bożej wytycza jego prymasowskie drogi aż do końca życia” – dodaje współzałożycielka Instytutu Prymasowskiego.

Duchowa siła

O tym momencie duchowej decyzji prymas wspominał wielokrotnie, bo miał on głębokie konsekwencje w przyszłości. Nabożeństwo do Matki Najświętszej od chwili, gdy został prymasem, stało się programem jego pracy. Do czasu uwięzienia, jak obliczył, wygłosił przeszło tysiąc kazań poświęconych Matce Bożej. Z czasem zauważył, że wszystkie ważniejsze dla niego sprawy działy się w dni poświęcone Matce Bożej (np. nominację na arcybiskupa warszawsko-gnieźnieńskiego Pius XII podpisał 16 listopada, w dzień Matki Bożej Miłosierdzia) i jeszcze przed uwięzieniem zaczął podejmować ważne decyzje w dni maryjne. Czas biskupstwa, a zwłaszcza początek posługi na stolicy prymasowskiej, naznaczony był bardzo trudnymi wydarzeniami dla Kościoła w Polsce. Kościół podlegał nieustannym naciskom, sam Wyszyński był coraz bardziej prześladowany. Wtedy szukał ratunku i pomocy u Matki Bożej, która nie zawiodła go we wcześniejszych trudnych doświadczeniach życiowych. W tym czasie dojrzewała w nim myśl o oddaniu się Jej w niewolę, aby tym aktem zaufania i pokory wyprosić u Jezusa wolność dla Kościoła w Polsce. Uczynił to niedługo po swoim uwięzieniu. Zawierzenie się Matce Bożej było tajemnicą jego życia i „strategią służby biskupiej”.

W więzieniu z Maryją

Władze komunistyczne, zdając sobie sprawę z ogromnego oddziaływania prymasa na Polaków i w obawie przed utratą wpływów władzy komunistycznej w kraju, co było naturalnym skutkiem głoszonej przez kard. Wyszyńskiego prawdy o godności i prawach człowieka, aresztowały duchownego. Trzy lata więzienia (od 25 września 1953 do 28 października 1956 roku) były dla prymasa czasem oderwania od Kościoła, czasem szczególnego cierpienia fizycznego, ale chyba jeszcze bardziej cierpienia duchowego, kiedy nie mógł być narzędziem w ręku Pana Boga dla prowadzenia powierzonego sobie narodu ku zbawieniu. Ale bez wątpienia był to w jakiś sposób także czas łaski, w którym utwierdził się w swojej więzi z Matką Bożą. „Wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią Mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mej nowej drodze” – mówił kard. Wyszyński w 1971 roku, w 25. rocznicę konsekracji biskupiej. W więzieniu złożył akt osobistego oddania się Matce Bożej. Stało się to w Stoczku Warmińskim, 8 grudnia 1953 roku, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP. Ślubów dokonał po trzech tygodniach przygotowań, które prowadził według wskazań św. Ludwika Grignion de Montfort. „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności” – czytamy w „Zapiskach więziennych”. Wydaje się, że był to kulminacyjny moment na maryjnej drodze kard. Wyszyńskiego. Świadczą o tym jego słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Jestem całkowicie uległy woli Ojca i woli Syna, który sam jeden ma wieczne kapłaństwo i je przydziela oraz przekazuje innym. Jestem uległy wobec Ducha Świętego, dlatego, że moje życie wewnętrzne było w Trójcy Świętej. I jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”. W swoich ostatnich słowach mówi o intymnym związku z Maryją, który rozpoczął się w momencie złożenia aktu zawierzenia. Wspomina też o tym, że od tego momentu wszystko czynił przez pośrednictwo Maryi.

Maryja programem naprawy narodu

Warto podkreślić, że ten akt osobistego oddania się w niewolę Maryi miał charakter zupełnie bezinteresowny. Prymas uczynił to za wolność Kościoła w Polsce i za obronę ducha narodu. Mówił później o tym przy różnych okazjach. Z tego aktu oddania się Maryi przez prymasa wyrosły potem jego wielkie dzieła maryjne: Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, nawiedzenie kopii obrazu jasnogórskiego we wszystkich parafiach, Wielka Nowenna Tysiąclecia, czuwania soborowe z Maryją Jasnogórską, Milenijny Akt Oddania Polski w niewolę Maryi za wolność Kościoła Chrystusowego na całym świecie. We wrześniu 1956 roku pisał, że nigdy nie wyrzekłby się tych trzech lat więzienia. Tak było lepiej dla dobra jego duszy i dla dobra Kościoła w Polsce. Akt zawierzenia się Maryi zrodził się w sytuacji, która dla Kościoła polskiego i samego prymasa wydawała się bez wyjścia. Prymas pozostawał w więzieniu w ubóstwie i odosobnieniu, nie wiedząc, czy kiedykolwiek odzyska wolność. Ta sytuacja popchnęła go do rzucenia się w ramiona Matki Bożej, do której pragnął całkowicie się upodobnić. Z więzienia pisał do generała zakonu paulinów, o. Alojzego Wrzalika: „Tak mocno wierzę w to, że Opatrzność dała Polsce dodatkową pomoc wiążącą naród w trudnych chwilach. Jasna Góra jest ostatnią deską ratunku dla narodu. Występuje w sposób szczególnie widoczny wtedy, gdy jest ciężko i gdy znikąd, zda się, nie widać ratunku”.

W zapiskach z okresu uwięzienia tematyka maryjna stanowi znaczną część zainteresowań prymasa. W sobotnie dni pisał refleksje na temat wezwań z litanii loretańskiej, dwukrotnie przestudiował francuską encyklopedię maryjną. We wszystkich jego wypowiedziach po okresie uwięzienia widać pogłębioną teologicznie katechezę maryjną, która dojrzewała na modlitwie i studium, zaś jej celem była troska, aby jego maryjne inicjatywy duszpasterskie nie były tylko zewnętrznym aktem pobożności, ale rzeczywistym przeżywaniem z Matką Bożą prawdy o obecności Boga pośród swego ludu.

Zwycięstwo

Okres uwięzienia był dla prymasa czasem życiowych rekolekcji. To, co dokona po powrocie do Warszawy, można powiedzieć, będzie owocem tego czasu spędzonego w zamknięciu. To tam kard. Wyszyński dojrzał do decyzji, aby samego siebie i cały naród oddać pod opiekę Maryi. Więcej – nawet w niewolę dla dobra Kościoła. Miłość wyzwala i tylko człowiek, który kocha, może posunąć się do takich rzeczy.

Marcin Szczepański / vGłos Katolicki 50/2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *