RN
TwitterFacebook

Oaza dla nauczycieli – Gliczarów – 1992 rok

Drugi etap mojej przygody z Ruchem Światło-Życie ma już związek z diecezją łomżyńską i wpisuje się w obchody jubileuszu 50-lecia. Gdy po studiach w Warszawie wraz z rodziną wróciliśmy do rodzinnej miejscowości męża, wpadliśmy trochę w wir rodzinnych obowiązków i w wir pracy. Ale czegoś brakowało. Mąż – pielgrzym, wybrał pielgrzymki z Suwałk do Wilna, a ja bardzo chciałam jechać na oazę.

Pewnego razu, gdy byłam w Łomży, udałam się do seminarium, by się czegoś dowiedzieć. Otworzył mi ks. Zygmunt Kopiczko (obecnie kapłan diecezji ełckiej). Powiedział, że dobrze trafiłam, bo jako nauczycielka mogę jechać w góry do Gliczarowa, na oazę dla nauczycieli. Ale mąż miał wtedy zaplanowaną pielgrzymkę do Wilna i poszedł na nią z 11-letnim, najstarszym synem. To był 1992 rok. Mnie udało się zabrać ze sobą 2 młodszych synów.

To dopiero była wyprawa! Pociągiem do Zakopanego, potem autobusem do Gliczarowa Dolnego i pieszo pod górę do Gliczarowa Górnego. Gdy dotarliśmy do szkoły, zastałam tam znajomą katechetkę Zosię i przemiłą siostrę Marylę Sieczkę. Moderatorem był ks. Wojciech Nowacki, a pomagał mu kleryk Dariusz Wizner (z naszej sąsiedniej parafii).

Na tej oazie pierwszy raz tak naprawdę otworzyłam swoje serce Panu Jezusowi i przyjęłam Go jako swego Pana i Zbawiciela. W kościele obok szkoły, w dolnej kaplicy, była adoracja Najświętszego Sakramentu. Czytany był fragment Pisma Świętego (Ap 3, 20): „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”. I wtedy stało się coś takiego, że drzwi tabernakulum się otworzyły. Dla mnie to był znak, bo ja szukałam wówczas bliskiego kontaktu z Panem Bogiem i Bóg mi odpowiedział. Trzeba kołatać i otworzyć swoje serce. Odpowiedział mi też przez ludzi. Kolejnego dnia podeszło do mnie małżeństwo – Ela i Tadeusz. Od nich dowiedziałam się, że w diecezji funkcjonuje Domowy Kościół – gałąź Ruchu Światło-Życie i oni zaprosili nas jako małżeństwo do takiej formacji.

Na oazie również wiele wędrowaliśmy. Najdłuższą wyprawą było dojście do Morskiego Oka przez Dolinę Pięciu Stawów. Szliśmy obok Wodogrzmotów Mickiewicza, Doliną Roztoki, widzieliśmy najdłuższe i najgłębsze jezioro Tatrzańskie – Wielki Staw Polski i śnieg w środku lata. Najbardziej cieszyli się z tego moi synowie, robiąc orły i fikołki na śniegu. Bałam się, że 7- i 9-letni chłopcy nie dadzą sobie rady, ale oni byli zawsze na początku grupy. Na koniec jednego z synów kleryk Darek niósł na plecach. I szczęśliwie dotarliśmy do szkoły.

Z oazy w Gliczarowie zabrałam też wiarę górali i postawę ich księdza proboszcza. Pozwolę sobie przywołać pewną historię. W niedzielę, po święcie apostołów Piotra i Pawła, ksiądz proboszcz na ogłoszeniach zaczął niespodziewanie wyczytywać nazwiska górali, którzy jak się okazało, w tym dniu grabili siano. Proboszcz widział ich przez lornetkę i pozapisywał nazwiska. Ale to nie koniec. Z ambony usłyszeliśmy: „Na kolana i przepraszać Pana Boga”. Na drewnianej podłodze rozległ się huk, bo wszyscy łącznie z nami padli na kolana. Wspólnie przepraszaliśmy Pana Boga. Tego się nie zapomina. Po oazie pozostało wielu serdecznych przyjaciół. Tutaj też podpisałam na 1 rok, jako kandydat, Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Od tego czasu na letnie oazy wyjeżdżaliśmy całą rodziną, bo widzieliśmy tym wielkie dobro dla nas wszystkich.

Za każde dobro, za wszystkich spotkanych ludzi w czasie rekolekcji – Bogu niech będą dzięki!

Maria Kryspin

1 komentarz

  1. Nauczycielka Odpowiedz

    Oaza dla nauczycieli – chętnie bym na taką pojechała!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seven + 17 =