TwitterFacebook

Róże dla Maryi

Czym jest różaniec? Dlaczego (szczególnie starsze pokolenia) przypisują mu tak wielkie znaczenie? Czy rzeczywiście tropem słów św. Jana Pawła II jest to wciąż nieodkryty skarb? Dlaczego każdy, komu z pomocą różańca udało się wygrać duchową walkę, nazywa go potężną bronią? Na czym polega jego tajemnica, skoro przed kilkoma złączonymi sznurkiem lub kawałkiem drutów koralikami drży całe piekło? Jak wielką siłę ma sama Maryja, skoro Pismo Święte określa ją „groźną jak zbrojne zastępy”. Dlaczego różaniec ma moc uchronić nas przed błędem i przed herezją? I czy jest to tylko modlitwa starszych pań, które zdaniem młodzieży odmawiają różaniec, bo nie mają nic lepszego do roboty? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w oparciu o Pismo Święte, uznane przez Kościół objawienia prywatne, a także świadectwa osób, które doświadczyły w swoim życiu szczególnej mocy różańca.

Jak to działa?

Moc, siła, potęga – brzmi jak New Age lub bioenergoterapia, ale różaniec to nie magia. Jak więc działa? W bardzo prosty sposób, który można wyjaśnić na przykładzie relacji między mamą i dzieckiem. Czy kilkuletnie dziecko wie, czego tak naprawdę potrzebuje? Nie, ale gdy czegoś chce domaga się tego z pełnym zaangażowaniem. Woła więc po tysiąckroć mamo, mamo, mamo. Krzyczy, płacze i tupie nogami, gdy zobaczy w sklepie wymarzoną zabawkę lub ulubione słodycze. Dzieci nie mają problemów typu „nie wypada” i każdego dnia odmawiają litanie „daj”: daj zabawkę, daj czekoladkę, daj, daj, daj… Mądra mama nie reaguje na wszelkie krzykowe i płaczowe manipulacje, bo z miłości do dziecka trzeba mu nieraz czegoś odmówić. Podobnie jest z różańcem. Odmawiamy nieraz tysiące litanii „daj”, a mama daje, choć nie to, czego chcemy, a to, czego potrzebujemy. Pół biedy, jeśli prosimy o to, co nam i innym przynosi pożytek doczesny i wieczny, ale nie zawsze tak jest, a gdy nie otrzymujemy tego, czego chcemy, często przychodzi zniechęcenie.

Po co te „Zdrowaśki”?

Czy nie można by jakoś ominąć tej modlitwy, która mimo wszystko nie należy do najkrótszych, ani najprostszych? Czy mama nie da dziecku tego, czego potrzebuje, nawet jeśli o to nie poprosi? Bóg nie łamie zasad, które ustala i kiedy mówi człowiekowi – jesteś wolny, nie zmienia zdania. W imię wolności możemy więc wybierać „z kim gramy”, „do której strzelamy bramki”. „Pozdrowienie Anielskie” to sygnał dla nieba, że świadomie, dobrowolnie wołamy o pomoc i łaskę. A czy można jakoś inaczej dawać niebu sygnał, bez żmudnych rozważań i dziesiątek? Oczywiście, choć przyznam (i nie jestem w tej kwestii odosobniona), że trudno o przyjemniejszą „sygnalizację”, choć istnieje tu pewien warunek. Codzienna modlitwa jest wyzwaniem i trudem. Potrzeba konsekwencji, samozaparcia, jednym słowem decyzji, że w to wchodzę, że podejmę trud znalezienia czasu i miejsca na to, żeby spotkać się z Maryją i Jej Synem. To wykonalne, mało tego, zauważam, że to Bóg jest Królem czasu i kiedy ja mam czas dla Niego, on daje mi czas na wszystko.

Pod ochroną

No dobrze – warto odmawiać różaniec – to brzmi mądrze, a zarazem niekoniecznie przekonująco.

Może w ukazaniu jego zalet pomoże nam konkretny przykład działania Maryi w życiu tych, którzy zakochali się w modlitwie różańcowej. Wystarczyła krótka notka na Facebooku, że przydałoby mi się czyjeś świadectwo na ten temat, żeby znajomi zaczęli dzielić się ze mną tym, ile dla niech znaczy różaniec. Co ciekawe, moi znajomi łamią powszechnie przyjętą zasadę, że na różańcu modlą się tylko starsze panie w tradycyjnych kolorowych czapkach. Wśród nich jest wielu ludzi młodych, a także mężczyzn. Jeden z moich kolegów od lat nie mógł uporać się z nałogiem palenia papierosów. Im bardziej starał się zerwać z paleniem, tym więcej palił. Kiedy uznał, że własnymi siłami nie zdoła nic zmienić, poprosił o pomoc Maryję, modlił się na różańcu, prosząc, aby Ona mu pomogła i pewnego dnia poczuł, że po prostu nie potrzebuje papierosów! Rzucił z dnia na dzień i nawet nie ma pokusy zapalenia, tak jak gdyby nigdy nie wziął papierosa do ust. Inny znajomy każdego dnia wstaje wcześnie tylko po to, żeby przed pracą zawierzyć się Maryi w przeznaczonej na dany dzień części różańca. Czego się nie robi, żeby być pod Jej ochroną…

Ogród pełen róż

Różaniec (z łc. rosarium) znaczy tyle, co ogród róż. Maryja, jak każda kobieta, z całą pewnością lubi kwiaty i nie jest to wyraz próżności – po prostu, takie już jesteśmy, że lubimy, gdy świat wokół nas jest piękny, a trudno o coś piękniejszego niż kwiat. Na Dzień Matki, bez względu na to, ile mama ma lat, można przynieść jej kolorowy, pachnący bukiet – i gwarantuję, że na jej ustach zagości uśmiech. Róża to symbol, który ma dać drugiej osobie do zrozumienia, że jest dla mnie ważna, że mi na niej zależy, że jest dla mnie cenna, droga. Skoro jesteśmy w stanie poświęcić swój czas, aby stawać w obliczu Maryi i przez „Pozdrowienie Anielskie” ofiarować Jej duchowe róże, to jest to świadectwo naszego szacunku, miłości i wiary – i właśnie tego szatan wręcz nie może znieść. Miłość Maryi do Boga, miłości dzieci do swojej matki, miłość między nami – zdaje się, że właśnie w miłości, która jest jednym z owoców różańca, tkwi sekret jego skuteczności.

Tarcza czy broń

O potędze każdego „Zdrowaś Maryjo” świadczą też egzorcyści i osoby posługujące przy modlitwach o uwolnienie. Osoba dręczona często nie jest w stanie wypowiedzieć słów „Święta Maryjo”. Pokora i posłuszeństwo Maryi wobec Boga jest dla zła czymś odrażającym. Koleżanka, która przez wiele lat była poza Kościołem katolickim, opowiedziała mi niedawno, że gdy wróciła na łono Kościoła, była prześladowana przez dawnych przyjaciół tylko dlatego, że (cytuję) „wlazła w tę obrzydliwą Maryjną pobożność”. Wielu kapłanów mówi, że nabożeństwo do Maryi jest najprostszą drogą nawrócenia, a zarazem tradycyjnym narzędziem, którego katolicy od wieków używają do walki ze złem. Święta Faustyna opisywała w „Dzienniczku”, że nieraz złe duchy ukazywały się jej w postaci widzialnej. Co wówczas robiła? Wzdychała do Maryi – to wystarczyło, by uciekały w popłochu. A czy my wołamy do Niej w chwilach słabości i pokus?

Droga do Boga

Oczywiście, różaniec, czy też jakakolwiek inna pobożność Maryjna nie jest celem samym w sobie. Maryja zawsze wskazuje nam na swojego Syna, dlatego też każde 10 „Zdrowaś” przedzielone jest tajemnicą i rozważaniami nad życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa. Skoro Jezus jest źródłem życia, a Maryja jako matka pragnie, by jej dzieci żyły w pełni, niesie je w swoich dłoniach do Syna, przedstawia jako swoje dzieci i wyprasza potrzebne im łaski. Wówczas On jak gdyby „obmywa nas” w strumieniach Żywej Wody, daje pokój serca, pomaga nieść nasze codzienne krzyże. Pamiętam, że w ramach ewangelizacji miasta Łomży towarzyszyłam klerykom odwiedzającym chorych w łomżyńskim szpitalu. Spotkaliśmy tam kobietę, która leżała na oddziale onkologicznym. Po modlitwie poprosiłam ją o rozmowę, ksiądz i klerycy wyszli, a my zostałyśmy same. Zechciała opowiedzieć mi o swoim zmaganiu z chorobą: „Nie jest łatwo – mówiła – ale różaniec pomaga mi przetrwać. Kiedy się modlę, zapominam o bólu, mam wrażenie, że tylko mi się śni, że jestem chora, że jestem taka lekka, jakbym unosiła się nad ziemią”.

Dlaczego warto?

Bo lepiej jest być w ogrodzie u Maryi, niż poza nim – w chaszczach, gęstych zaroślach, w których kryją się głodne wilki. Ogród ma to do siebie, że pięknie w nim pachnie i nie chce się z niego wychodzić. Ten, kto rzeczywiście rozkocha się w różańcu, przestaje liczyć „Zdrowaś Maryjo”, bo nie o liczby tu przecież chodzi. Warto, bo zamyślając się nad tajemnicami różańca zapominamy o tym świecie, o trudach codzienności i smutkach, my myślimy o Bogu, a on myśli o nas i porządkuje nasze „zabałaganione” życie. Warto, bo mamy dobrą Mamę, Mamę, która jedyne co nam odbiera to narzędzia, którymi dziecko może się zranić – słabości do używek, relacje, które nas niszczą, przywiązania do grzechu. Jedyne co może nam dać, to miłość, pokój, opiekę. Warto, bo jak mawia mój kolega, różaniec to nie są jakieś tam „odklepane Zdrowaśki”, różaniec to styl życia w Bogu i z Bogiem, za pośrednictwem Mamy, a zarazem (cytując słowa pieśni) Różańcowej Pani nieba i ziemi.

Beata Borkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *