TwitterFacebook

Seminarium sercem diecezji (cz.1)

Wyższe Seminarium Duchowne w Łomży to wiekowa Alma Mater. W tym roku zainaugurowano 101. rok akademicki, co okazało się dobrym przyczynkiem do zorganizowania sympozjum, które w swym założeniu połączy to, co historyczne z tym co nowe. „100 lat WSD w Łomży. Historia, współczesność wyzwania” pod takim hasłem zebrani w auli Jana Pawła II w łomżyńskim seminarium rzeczywiście mogli spojrzeć zarówno na historię, jak i na dzisiaj formacji do kapłaństwa.

Historia vitae magistra est głosi łacińskie przysłowie i rzeczywiście spojrzenie w przeszłość pozwala na zrozumienie wielu intencji i postaw. Do tej swoistej wędrówki po historii seminarium zaprosił zebranych ks. dr hab. Józef Łupiński. W wykładzie zatytułowanym „Pupilla oculi episcoporum lomsensis. Sto lat troski o Seminarium Duchowne” przybliżył historię seminarium, przedstawiając ją na tle dziejów Kościoła, jednocześnie wskazując zebranym, że idea tworzenia seminariów duchownych, w których będą kształcić się przyszli kapłani, sięga roku 1563 i Soboru Trydenckiego oraz dekretu Cum adolescentium aetas. Wtedy to zarządzono, że kandydaci do kapłaństwa będą kształcili się nie tyle przy parafiach, ale wspólnie w jednym miejscu, systematycznie przygotowując się do kapłaństwa i zdobywając potrzebną wiedzą.

Łomżyńskie seminarium zostało utworzone w Łomży w roku 1919 – wydarzenie to związane było ściśle z brakiem księży po I wojnie światowej i podziałem diecezji sejneńskiej na część polskojęzyczną z siedzibą w Łomży i pod opieką biskupa pomocniczego Romualda Jałbrzykowskiego oraz część litewskojęzyczną. Te zmiany wymagały utworzenia nowego seminarium, o które bardzo zabiegał bp Jałbrzykowski – świadczy o tym bogata korespondencja bp. Jałbrzykowskiego z biskupem sejneńskim Antonim Karasiem.

Gdyby tak podliczyć – mówił prelegent, ilu kapłanów zostało wyświęconych od powstania seminarium do czasów najnowszych, to jest to liczba lekko przewyższająca tysiąc kapłanów. Ta liczba skrywa bardzo różne historie rektorów, wykładowców, a także samych kleryków. Zresztą początki nie były łatwe. Alumni, którzy pojawili się w 1919 roku, rzeczywiście mieli bardzo trudne warunki lokalowe. Pierwsze seminarium mieściło się w wynajętym budynku (dzisiaj jest to budynek Muzeum północno-mazowieckiego przy skrzyżowaniu ulic Giełczyńskiej i Dwornej), w którym brakowało wszystkiego. Brakowało łóżek, brakowało jedzenia i naprawdę warunki były bardzo, bardzo trudne. Ale czego nie brakowało? Nie brakowało gorliwości, nie brakowało gorliwości księży profesorów, nie brakowało też gorliwości samych kleryków.

Ksiądz Łupiński wskazał, że na pierwszy rok w nowo utworzonym seminarium zgłosiło się 12 kandydatów, którzy rzeczywiście bardzo pragnęli zostać kapłanami. Przez kolejne lata zgłaszali się kolejni kandydaci aż do maksymalnej liczby w latach 90., kiedy to na pierwszy rok zgłosiło się blisko 50 nowych kandydatów, którzy w liczbie 35 zostali wyświęceni w roku 1991. Byli to kandydaci, którzy pochodzili z różnych środowisk. Na początku ze środowisk wiejskich, bo generalnie najwięcej osób mieszkało w tym czasie na wsi. Wielu kandydatów przychodzących do łomżyńskiego seminarium wcześniej formowało się w Niższym Seminarium Świętego Kazimierza w Sejnach czy też w małym seminarium Piotra Skargi w Łomży.

Trudne warunki lokalowe w latach powojennych powodowały, że wielu kandydatów było odsyłanych do innych diecezji. To wszystko zmieniało się w miarę, jak seminarium było rozbudowywane.

Wracając jeszcze do lat wojennych, ks. Łupiński zwrócił uwagę, że był to czas wielkiej próby dla seminarium i alumnów. Bo pomimo zakazów klerycy kształcili się dalej i tutaj wielka zasługa bp. Tadeusza Zakrzewskiego, który w czasie II wojny światowej przebywał w Ostrowi Mazowieckiej i tam przy pomocy księży proboszczów wspierał klerków, którzy kształcili się we własnych domach, a na egzaminy jeździli do księży profesorów posługujących na parafiach. Część kleryków kształciła się gościnnie w Seminarium Księży Pallotynów w Ołtarzewie, część udała się do Świdra pod Warszawą, gdzie w konspiracji pod przewodnictwem ks. Juliana Wierzbowskiego, dawnego ojca duchownego łomżyńskiego seminarium, dalej przygotowywała się do kapłaństwa. Niektórzy też wyjechali do innych diecezji, kształcili się m.in. w Wadowicach, Sandomierzu czy Siedlcach.

Trzeba też zaznaczyć, że zarówno księża profesorowie, jak i klerycy zapłacili wielką cenę za przynależność tak do Kościoła i do stanu duchownego. Wielu zostało aresztowanych i przebywało w niemieckich obozach koncentracyjnych, skąd już nigdy nie wrócili – tak jak wicerektor ks. Michał Piaszczyński, jeden z błogosławionych męczenników diecezji z okresu II wojny światowej.

Tak więc ten czas, tak bardzo niesprzyjający, jakim była II wojna światowa zahartował kleryków. Oni wiedzieli, jak wielką cenę mogą zapłacić, by pragnienie przyjęcia święceń kapłańskich stało się rzeczywistością. O to, by nie brakowało kapłanów, starał się też bp Stanisław Łukomski, które w czasie wojny, co roku, klerykom potajemnie przygotowującym się do kapłaństwa udzielał święceń.

Kolejnym trudnym momentem dla kleryków i seminarium były lata powojenne, przełom lat 70. i 80., kiedy to klerycy byli brani do wojska. Z naszej diecezji około 40 kleryków było wziętych do wojska, a niektórzy nawet byli w tej samej kompanii gdzie przebywał błogosławiony męczennik ks. Jerzy Popiełuszko.

Z korespondencji kleryków wyłania się obraz kompanii służących ateizacji i mających na celu przekonanie kleryków, by porzucili przygotowanie do kapłaństwa choćby przez propozycję studiów wyższych czy też jakiś innych przywilejów.

Wszystkie te trudności jednak nie wpływały znacząco na zmniejszenie liczby mężczyzn zgłaszających się do seminarium, a wraz z przemianami w Polsce w latach 80. otworzyła się możliwość rozbudowy seminarium. I tutaj warto wspomnieć osobę księdza Jana Grajewskiego, jego humor i zaangażowanie w rozbudowę seminarium, aby kandydaci mieli bardziej ludzkie warunki mieszkaniowe, chociaż nie było to takie łatwe.

Miejsce, warunki bytowe to ważny aspekt w formacji, ale wspólnota seminaryjna nie mogłaby istnieć bez kleryków, ale też bez wychowawców, rektorów, ojców duchownych, prefektów a także księży profesorów.

Mało kto pamięta pierwszego rektora ks. Henryka Betto, który prowadził seminarium do 1944 roku, później ks. Józef Perkowski, pochodzący z parafii Sokoły, dostojny, bardzo wzniosły i bardzo wymagający. Kolejny rektor to ks. Mikołaj Sasinowski, późniejszy biskup, który jak przekonywał ks. Józef Łupiński, miał ogromny wpływ na duchowość kleryków i kapłanów.

Później były krótkie okresy posługi rektorskiej, zaczynając od bp. Tadeusza Zawistowskiego, a następnie ks. Zdzisława Garbowskiego i ks. Włodzimierza Wielgata oraz pełniącego obowiązki rektora ks. Jana Sołowianiuka. Kolejnymi rektorami byli bp Edward Samsel, ks. Antoni Boszko, ks. Andrzej Miałchowski, ks. Wojciech Nowacki i wreszcie obecny rektor ks. Jarosław Kotowski.

Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii naszej diecezji było nawiedzenie naszego seminarium przez ojca świętego Jana Pawła II, który dokonał poświęcenia alumnatu wybudowanego z inicjatywy bp. Juliusza Paetza, dzięki licznemu wsparciu wielu diecezji na całym świecie.

5 czerwca ojciec święty Jan Paweł II zwrócił się do kleryków, mówiąc, iż są pomocnikami Boga i życzył im, aby byli kapłanami ofiarnym, prawdziwie ubogimi i bezinteresownymi, by byli świadkami królestwa duchowego, by zasmakowali prostoty życia, żeby bronili się przed wszelką pokusą luksusu i nadmierną wygodą, bo formacja kapłańska winna budzić w seminarzystach pragnienie niesienia pomocy ubogim, głoszenie im Dobrej Nowiny, zgodnie z przykładem i nauczaniem Chrystusa. Gdyby streścić istotę powołania kapłańskiego, to sądzę, że ojciec święty wyraził jakby esencję i definicję kapłaństwa: nieść pomoc ubogim, głosić Dobrą Nowinę zgodnie z przykładem i nauczaniem Chrystusa.

Na koniec należy jeszcze wspomnieć o wielkim wsparciu i wielkiej pomocy ze strony sióstr zakonnych. Przez lata istnienia Seminarium Duchownego nieocenioną pomoc niosły siostry sercanki, czy siostry służki, a także wiele osób świeckich, dla których ważne było, by pomóc młodym kandydatom do kapłaństwa, aby stali się prawdziwymi żniwiarzami, prawdziwymi kapłanami według zamysłu Chrystusowego i służyli naszej diecezji.

Joanna Ekstowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *