RN
TwitterFacebook

Testament w realizacji – rocznica śmierci bpa Stanisława Stefanka

Mija rok od momentu, kiedy pożegnaliśmy osobę bp. Stanisława Stefanka. Z perspektywy czasu zacierają się nam ludzkie niedociągnięcia, a staramy się popatrzeć w przyszłość przez pryzmat dobra, które człowiek zostawia po sobie. Dzisiaj, kiedy to wspomnienie śmierci skłania nas ku refleksji, kiedy sentymentalnie wracamy do osoby bp. Stanisława Stefanka, to szukamy też wskazań z jego życia na czas nam współczesny.

Biskup kochał Kościół – tak najprościej można by scharakteryzować podjęte i z pasją realizowane powołanie kapłańskie, a później pasterska misja biskupa. Kiedy rozmawiał z księżmi, to nawet stawiając wysokie wymagania, czy dyscyplinując, robił to z miłości do Kościoła. Wielokrotnie podkreślał, że żywej obecności Chrystusa nie jesteśmy w stanie odnaleźć poza Kościołem. To w Kościele, powtarzał, jest źródło i siła, która płynie z ołtarza. Jego życie było skoncentrowane wokół tego, by Ewangelia miała przekaz jednoznaczny i by duchowni potrafili kreować rzeczywistość duszpasterską. To wszystko po to, aby każdy w Kościele czuł się u siebie. Przypomina mi się w tym miejscu sytuacja, którą wielokrotnie opowiadał bp Stanisław: wówczas gdy został biskupem pomocniczym w Szczecinie, został poproszony o wyjazd na wizytację. Posługa ta była dwudniowa. Nie był jeszcze znany w diecezji i jadąc na wspomnianą parafię, pytał o drogę na plebanię. Niedaleko kościelnego ogrodzenia napotkał człowieka, który wskazał właściwy kierunek. Pan – w zamian, nie wiedząc, że rozmawia z biskupem, poprosił, aby „księżulek pomógł mu zredagować pochwałę na rzecz proboszcza, bo ma witać biskupa i bardzo chce pochwalić proboszcza. No więc ów „księżulek”, czyli biskup pomocniczy szczeciński, usiadł na ławce z panem i zredagował mowę pochwalną na rzecz miejscowego proboszcza. Potem udał się na plebanię. Rozpoczęła się Msza św., dochodzi do powitań: pan podchodzi do mikrofonu i mówi: „O Jezu”, a biskup na to: „Proszę czytać, bo wiem, że ma pan przygotowane”. Proboszcz cały stał w rumieńcach, słysząc pochwały, mówi do biskupa: „Nie wiem, kto mu to napisał, przepraszam”. Biskup odpowiedział krótko – „ja”. Ta historia pokazuje miłość do Kościoła i ogromny szacunek do kapłaństwa realizowanego w różnych zakresach diecezjalnego Kościoła.

Biskup żył Eucharystią – jeśli szukać źródła aktywności bp. Stefanka i jego siły, to wypływały one z Eucharystii. To niesamowite, z jaką pasją i przejęciem sprawował Świętą Ofiarę. I taki pozostał do końca – wierny Eucharystii. Kiedy Pan Bóg zaprosił go do szczególnej drogi, jaką jest cierpienie, to nawet wtedy nie zrezygnował z karmienia się darem ołtarza. Zarówno w czasie pobytów szpitalnych, jak i w domu, prosił, aby razem z nim sprawować Eucharystię. To było niezwykłe doświadczenie, kiedy w tych ostatnich tygodniach podnosił słabymi dłońmi hostię, prosząc w ten sposób Boga w konkretnych intencjach. Nigdy nie zaniedbał złożonej prośby o modlitwę, a wręcz przeciwnie, mobilizował też innych, aby w sytuacjach kryzysowych szturmem podbijali niebo. Myślę, że jedną z najbardziej wymownych scen jest dzień śmierci, kiedy to bp Janusz Stepnowski, wiedząc o ogromnym pragnieniu ołtarza, ten ołtarz niejako stworzył. W szpitalnej sali na stoliku została odprawiona przez bp. Janusza Eucharystia, a przed nim na łóżku szpitalnym, współbrat w apogeum cierpienia z przewieszoną stułą, razem wznosili modlitwy, uwielbiając Chrystusa Eucharystycznego. Potem komunia, która okazał się wiatykiem, jako światło na tę ostatnią życiową podróż, i jeszcze koronka do Bożego Miłosierdzia, aby Pan okazał się miłosierny w swoich decyzjach. To życie domknęło się Eucharystią i całe było dla Niej poświęcone.

Biskup był pasjonatem rodziny – gdybyśmy zapytali, czym się zajmował, to wszyscy, zarówno świeccy, jak i kapłani chórem odpowiedzą – rodziną. To był motyw przewodni jego pasterskiej misji. Kochał rodzinę i w niej upatrywał możliwości ocalenia w ludzkich sercach żywego Boga. Nieustannie podkreślał, że to rodzina z woli Boga stała się pierwszym sanktuarium życia, że to rodzina jest pierwszym domowym Kościołem. Całe nauczanie, przepowiadanie Bożego słowa i zaangażowanie naukowe realizowane w Instytucie Studiów nad Rodziną w Łomiankach było skoncentrowane wokół tego tematu. Dziś też widzimy, jak było to dalekosiężne myślenie. Ataki na kształt chrześcijańskiej rodziny, próba zakwestionowania porządku naturalnego, czy też ostentacyjne negowanie wartości ludzkiego życia – to rzeczywistość, z którą mamy aktualnie do czynienia. Biskup Stanisław, wybiegając w przyszłość, dawał nam sygnał, abyśmy chronili to dobro, które w tym zakresie mamy. Niezwykle ciepłe i pełne radości były jego spotkania z rodzinami. Żył problemami ludzi, których spotykał i wielu osobom pomógł zrozumieć i odkryć na nowo sens sakramentalnego małżeństwa. Lubił rozmawiać z młodymi i pomimo różnicy wieku świetnie nawiązywał dialog. Było to widoczne podczas sprawowanego sakramentu bierzmowania, czy też okolicznościowych spotkań. Kilka lat temu podczas wizyty na jednej z parafii, kiedy był witany przez małżeństwo z dwojgiem dzieci, zapytał czteroletniego chłopca, skąd ma takie piękne oczy, mały popatrzył i po chwili odpowiedział: „Od mamy i taty, bo jestem dzięki nim”. Biskup odwrócił się do księży i powiedział: „On wszystko rozumie, także kazanie już mamy za sobą”. Taki był ciepły, otwarty i zatroskany o rodzinę.

Zostawił nam ten życiowy testament, który został podjęty i jest w stałej realizacji. Pogrzeb był diecezjalnymi rekolekcjami i to tuż u progu pandemii. Dzisiaj z uśmiechem wspominamy jego osobę, widząc, że dar tej posługi jest w stałym diecezjalnym programie zarówno duszpasterskim, jak i osobistym.

ks. Tomasz Grabowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × 1 =