TwitterFacebook

Uleczyć ból po stracie dziecka

Strata dziecka zawsze wiąże się z bólem. Dzieci zmarłe przed narodzeniem w wyniku poronienia znalazły miejsce w czułych objęciach Boga. Pozostaje nieukojony ból rodziców, bliskich, bezradnych wobec śmierci maleńkiego dziecka. Dotyka on także tych, którzy świadomie dokonali aborcji.

Ból jest większy, gdy rodzicom nie daje się szansy pożegnania z ich zmarłym przedwcześnie dzieckiem, nie pozwala na godny pochówek, żałobę. Kwestia pochówku dzieci zmarłych w wyniku poronienia w wielu szpitalach to wciąż nieuregulowany problem. Rodzice zmarłego przedwcześnie dziecka nie zawsze wiedzą o możliwości pochówku, bez pomocy personelu szpitala gubią się w zawiłych procedurach.

Z tym problemem spotkał się prof. Bogdan Chazan, kiedy jako dyrektor Szpitala św. Rodziny obejmował placówkę w 2002 roku. Wystąpił z inicjatywą pochowania z szacunkiem i czcią dzieci martwo urodzonych, które znajdowały się w lodówce. Szpital stał się pierwszym w Polsce miejscem, gdzie pogrążeni w smutku po stracie dzieci rodzice otrzymali właściwą opiekę, a ciała ich dzieci godny pochówek. – Jeśli poważnie myślimy o prawach człowieka i poważnie traktujemy ciało człowieka, należy też szanować uczucia rodziców do dziecka zmarłego przedwcześnie. Trzeba umożliwić rodzicom pogrążonym w bólu pochówek swego nienarodzonego dziecka. Powinni otrzymać wsparcie psychologiczne, serdeczną opiekę ze strony personelu, ale też nie powinni napotkać żadnych przeszkód w uzyskaniu potrzebnych dokumentów – podkreśla prof. Chazan w rozmowie z „Głosem Katolickim”. Zdarza się, że lekarze nie orientują się w tych zawiłych prawnych sytuacjach i czasami bez powodu odmawiają pomocy rodzicom. Brakuje dobrej woli albo świadomości, że człowiekowi we wczesnej fazie rozwoju należą się takie same prawa jak każdemu innemu.

Do pochówku dziecka wymagane jest zaświadczenie o urodzeniu martwym lub o urodzeniu żywym i zgonie dziecka, czyli karta zgonu, lub karta martwego urodzenia. Dokumenty wydaje szpital. – I to jest potrzebne, by dziecko zarejestrować i otrzymać zasiłek macierzyński, urlop macierzyński i zasiłek pogrzebowy. Natomiast jeżeli rodzice odstępują od badania płci dziecka w badaniu genetycznym (gdyż zmarło we wczesnym stadium rozwoju i płeć była nieznana), wtedy również to dziecko można pochować. Ale nie jest możliwa rejestracja dziecka w urzędzie stanu cywilnego, a rodzice nie otrzymują też żadnych świadczeń, ponoszą koszty pogrzebu – informuje prof. Chazan.

Karta zgonu potrzebna jest do pochówku dla administracji cmentarza. I rodzice powinni zwrócić się do personelu szpitala o wydanie takiej karty zgonu do lekarza oddziału szpitalnego.

W przypadku, gdy płeć dziecka jest nieznana, wykonuje się badania genetyczne. Tu również procedury są do pokonania. Rolą szpitala jest odpowiednie zabezpieczenie próbek DNA do dalszego badania. Wykonuje się je we własnym zakresie. Koszty to około 300-400 zł.

Ze strony duszpasterskiej również można ułatwić pochówek. Na przykład w diecezji łomżyńskiej jest ustalenie ordynariusza diecezji, iż kapłani nie pobierają opłat za pogrzeb dzieci zmarłych przed narodzeniem. Organizuje się też pochówki zbiorowe. – Zdarza się, że rodzice nie chcą sami organizować pogrzebu, zrzekają się wszystkich świadczeń, chcą zostawić dziecko. Wówczas pogrzebem zajmuje się szpital. U nas w Łomży dwa razy w roku odbywają się zbiorowe pogrzeby dzieci utraconych – mówi ks. Jacek Kotowski z Wydziału Duszpasterstwa Rodzin z Łomży. Są też odpowiednie uchwały władz miasta o pochówkach zbiorowych, którymi zajmuje się MOPS. – Mamy już 8 takich grobów dzieci pochowanych anonimowo – dodaje ks. Kotowski. Jeśli rodzice po jakimś czasie chcą się dowiedzieć, gdzie pochowano ich dziecko, mogą się zwrócić do szpitala. – Po terminie zgonu jesteśmy w stanie stwierdzić, w którym grobie zostało pochowane dziecko – mówi kapłan.

Często, gdy szpital nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, rada duszpasterza jest bezcenna. Zdarzało się, że ks. Kotowski podpowiadał rodzicom, gdzie i w jaki sposób wykonuje się badania genetyczne, by ustalić płeć dziecka. – Często proszę rodziców, by to zrobili, ponieważ zasiłek jest pewnym poświadczeniem, że zmarł człowiek i ma wszystkie prawa – mówi ks. Kotowski. Zdarza się, że rodzice nie chcą tych świadczeń i kapłan może dokonać pochówku anonimowego dziecka, nie wiedząc, jaka jest jego płeć. Duszpasterz niejednokrotnie przekonywał kapłanów i rodziców do organizowania pochówków dzieci utraconych, do organizowania im grobów. Uważa, że mało się o tym mówi, a jest to bardzo ważne dla rodziny, dla przebycia żałoby, dla świadomości, że zmarły jest człowiekiem. – Smutek, który towarzyszy stracie dziecka, świadczy, że jest to dziecko, człowiek, na którego czekali. Rodzice przechodzą wiele etapów żałoby, w tym – etap zaprzeczania. Jeśli jest już grób dziecka, była urna, to rodzicom łatwiej przejść przez ten etap i trudno im wypierać, że to bolesne zdarzenie miało miejsce – mówi ks. Kotowski. Dlatego wskazuje na konieczność przejścia przez to jakże trudne doświadczenie. – Często jeśli małżeństwa nie przepracują takiej terapii – rozpadają się. Przy grobie dziecka mogą się wypłakać, z czasem spokojnie się pogodzić z odejściem dziecka i zacząć normalne życie – podkreśla duszpasterz rodzin.

Pochówek to powinność

Nie możemy myśleć, że pochówek to jedynie pewna możliwość. To chrześcijańska powinność wypływająca z wiary w zmartwychwstanie. – Rodzice na pewno stoją w obliczu straszliwej tragedii, ale patrząc z punktu widzenia chrześcijańskiego spojrzenia na świat, każde życie naznaczone jest Bożą godnością od momentu poczęcia. Tak też życie dziecka poronionego ma tę godności i to nakazuje szacunek dla ciała tego dziecka – podkreśla ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk. Dlatego nie możemy zapominać, że dziecko zmarłe we wczesnej fazie rozwoju prenatalnego jest człowiekiem stworzonym do chwały zmartwychwstania.

Winnica Racheli

Z odejściem dziecka zmagają się także rodzice, bliscy dziecka, które poddane zostało aborcji. Często za ten czyn płaci się depresją, rozpadem związków małżeńskich, niskim poczuciem własnej wartości, nieprzebaczeniem, niezidentyfikowanym cierpieniem. Z tego typu problemami można mierzyć się podczas rekolekcji, od trzech lat organizowanych w Polsce – Winnica Racheli. W kilku miejscach w Polsce rekolekcje gromadzą osoby, które w jakiś sposób miały udział w aborcji – kobiety, które dokonały aborcji, osoby, które nakłaniały do tego czynu. Przyjeżdżają na nie dziadkowie, rodzeństwo dzieci abortowanych. Winnica Racheli to także program rekolekcji adresowany do rodziców, którzy utracili dziecko w wyniku poronienia. Ćwiczenia rekolekcyjne w oparciu o medytację Słowa Bożego, rozmowy w kilkuosobowych grupach, modlitwa, Msza św. pozwalają zmierzyć się nieraz z wieloletnią traumą. Prowadzą do uzdrowienia poprzez przyjęcia przebaczenia Boga.

– Czasami przyjeżdżają osoby, które podejmują próbę poradzenia sobie z ciężarem, który niosą od lat. Rekolekcje traktują jak ostatnią deskę ratunku – mówi pani Dorota, jedna z organizatorek rekolekcji. Wspomina kobietę, która opowiadała, że przez 20 lat codziennie budziła się z myślą, iż zabiła dziecko. Oskarżała siebie, czuła wstyd przed otoczeniem, nie przyznawała się przed bliskimi.

Podczas rekolekcji uczestniczki doświadczały uzdrowienia, nowego spojrzenia na siebie, na swoje życie. Rekolekcje dają przestrzeń na zrzucenie ciężaru poprzez spowiedź, przez specjalne nabożeństwo żałobne dają szansę wypłakania się i pożegnania z dzieckiem. A poprzez ten proces mocą Bożą dochodzi się do uzdrowienia.

Jak okazuje się podczas modlitewnych skupień, aborcja to problem wielu rodzin. – Zdarza się, podczas kłótni, czy sprzeczki, że niektórzy dowiadują się, iż mieli rodzeństwo, albo to rodzeństwo komuś się przyśniło – zaznacza pani Dorota. Przez wiele lat zmagając się z depresją, nie znają jej przyczyny, czują tylko pustkę, jakiś nienazwany brak. Po latach dowiadują się, że mieli rodzeństwo, ale nie mieli okazji go poznać. Z takim problemem zmagała się Beata. – Brałam udział w rekolekcjach jako osoba ocalona. Kilka lat temu, przy okazji choroby nowotworowej mojej mamy dowiedziałam się, że miałam rodzeństwo – opowiada kobieta. Jej mama chorowała na różyczkę, gdy zaszła w ciążę, a lekarze zalecili aborcję, której się poddała.

Rekolekcje dały Beacie odpowiedź, dlaczego relacja między rodzicami, pomiędzy nią a jej matką była tak zniszczona. Cierpiała na depresję. – Na rekolekcjach dowiedziałam się, że matki, które dokonały aborcji, są bardzo chłodne, albo nadopiekuńcze w stosunku do swoich żyjących dzieci. Ich macierzyństwo przez zabójstwo swego dziecka jest zranione, a złość i agresję wylewają na dzieci – opowiada Beata. Wyznaje, że udział w rekolekcjach pozwolił oddać te wszystkie trudne sprawy Bogu, by je uzdrowił. Po rekolekcjach zmieniła się jej relacja z matką. Jak mówi, ma większe poczucie własnej wartości, wewnętrzny pokój, jest otwarta na miłość Boga.

Małgorzata Jędrzejczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *