TwitterFacebook

Wakacje – czas świadectwa

Wkraczamy w letni czas, który dzieciom przyniesie odpoczynek od szkoły, a dorosłym od pracy. Co roku powtarza się sformułowanie, już nieco oklepane, że od Pana Boga nie ma wakacji czy urlopu. Czy jednak o tym pamiętamy i rzeczywiście odpoczywamy, jak na katolików przystało? Czy niesiemy Chrystusa tam, gdzie spędzamy czas wolny?

Wiara to nie szkoła

Wyznawanie wiary wiąże się z obowiązkami i mogłoby się wydawać, że tak jak od obowiązków szkolnych czy zawodowych od nich również należy nam się odpoczynek. Zobowiązania religijne mają jednak inny charakter niż pozostałe, które nas dotyczą. Najważniejsze jest to, że wynikają one z miłości. Wiara to miłość do Boga, a praktyki religijne to realizacja miłości. Kiedy się kocha, nie chce się od umiłowanej osoby odpoczywać czy uciekać, a zobowiązań, które płyną z tej relacji nie postrzega się jako uciążliwych obowiązków. Nasz stosunek do praktykowania wiary w czasie wakacji jest papierkiem lakmusowym naszego podejścia do Boga. Jeżeli rzeczywiście Go kochamy i Nim żyjemy, nie będziemy od Niego uciekać w czasie odpoczynku, ale wręcz przeciwnie – będziemy się starali włączyć Go, jako Osobę dla nas ważną, w ten radosny czas oddechu od codziennego zabiegania. Jeżeli natomiast powstaje w naszej głowie myśl, że na wakacjach nareszcie nie będę musiał iść do kościoła, to chyba coś jest nie tak i warto zastanowić się nad swoim życiem duchowym.

Rekolekcje czy plaża?

Przeżywanie czasu wolnego z Bogiem może odbywać się w różny sposób. Można wprost wybrać religijną formę odpoczynku, jak np. pielgrzymkę czy na rekolekcje. Niepokalanów, Częstochowa czy bliższe nam Hodyszewo czy Wąsosz. Możliwości jest wiele i każdy może znaleźć miejsce, które będzie odpowiadało jego potrzebom duchowym. Pielgrzymki to trud fizyczny i duchowy, trwanie w modlitwie, ale także poznawanie nowych ludzi i miejsc. Rekolekcje natomiast to już odpoczynek przez wysiłek głównie duchowy. Warto pomyśleć o takiej formie, jeżeli czujemy, że nasza dusza została trochę zaniedbana. W natłoku obowiązków może nie mamy czasu, żeby troszczyć się o pogłębianie relacji z Jezusem, a rekolekcje dają taką możliwość. Uczestnicząc w pielgrzymce czy w rekolekcjach wprost zapraszamy Pana Boga na wspólne wakacje. Jednak nie każdy chce czy może wybrać taki sposób odpoczynku. Ktoś może nie lubić pielgrzymować albo nie czuć potrzeby odbywania ćwiczeń duchowych. Czy ktoś, kto zamiast iść do Częstochowy, wybierze wakacje nad morzem, jest złym człowiekiem i nie dba o swoją wiarę? Nie można tak łatwo tego stwierdzić. Może być tak, że odpoczywając po świecku (chociaż to określenie upraszczające), też uwielbimy Boga i oddamy Mu nasz czas. Bycie świadkiem Chrystusa to bycie w świecie. Nie przeciwko światu, ale w nim, aby nieść ewangeliczne wartości tam, gdzie na pierwszy rzut oka ich nie ma. Czy można odpoczywać po chrześcijańsku, siedząc ze znajomymi barze albo opalając się na plaży? Można. Trzeba tylko chcieć i pozwolić Jezusowi być tam z nami. Św. Paweł napisał: „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31). Odpoczynek to też nasze świadectwo wiary, tak jak każda inna sytuacja w życiu. Wybór jego formy zależy tylko od nas i od tego, jak odczytamy własne potrzeby.

W klapkach do Króla?

Warto tu przypomnieć, że elementem tego świadectwa jest poszanowanie miejsc świętych przez odpowiedni ubiór. W kościołach nie wypada zbyt wiele odsłaniać, nie dlatego, że Pan Bóg nie chce nas oglądać, ale dlatego, że postawa zewnętrzna ma kierować na postawę serca, a ta powinna odznaczać się skromnością. Protokół dyplomatyczny zawiera szczegółowe informacje, jak się ubrać na audiencję czy spotkanie u papieża, króla czy prezydenta. Nikt jakoś się nie bulwersuje, że trzeba mieć wtedy np. nakrycie głowy, spódnicę za kolano i okryte ramiona. A kiedy idziemy spotkać się z Królem i Stworzycielem, nagle robi się z tego problem. To absurdalne. Idziemy na spotkanie z najważniejszą Osobą, ważniejszej nie ma na całym świecie, więc wypada nie tylko zasłonić odpowiednie części ciała, ale również ubrać się schludnie, może nawet uroczyście. To spotkanie, w którym Bóg przychodzi na ołtarz, daje się nam całkowicie i bezinteresownie, a my przychodzimy w dresach czy klapach? Nie jest to postawa nie tylko osoby wierzącej, ale nawet kulturalnej, więc warto nad nią popracować.

Szacunek do miejsc kultu należy okazać nie tylko, kiedy idzie się na Mszę św. czy nabożeństwo, lecz także podczas zwiedzania obiektów sakralnych. Kościół, nawet taki, w którym akurat nie odbywa się żadna celebracja, jest nadal domem Bożym i Jezus jest w nim obecny w tabernakulum. Wiadomo, że może być ciężko chodzić cały dzień po muzeach czy starówkach w stroju odpowiednim do kościoła, zwłaszcza kiedy jest gorąco. Wtedy warto wcześniej przewidzieć, że będziemy chcieli zwiedzić kościół i wziąć ze sobą chociaż jakąś chustę, żeby się trochę osłonić. Zresztą przy niektórych obiektach religijnych dba się o to, żeby ludzie nie wchodzili tam zbyt rozebrani i przy wejściu turyści, którzy tego potrzebują, otrzymują chusty do okrycia. Jest to dobre wyjście, ale nie wszędzie jeszcze wprowadzone, o czym trzeba pamiętać przy planowaniu wycieczki. Jeżeli możemy sobie pozwolić na zwiedzanie jakiegoś miasta kilka dni, najlepszym pomysłem jest zwiedzanie jednego dnia obiektów świeckich, drugiego sakralnych. Wtedy można ubrać się odpowiednio i bez skrępowania wchodzić do świątyń.

Szacunek w miejscach kultu to nie tylko strój, lecz także postawa i zachowanie, które należne są świętemu miejscu. Brak głośnych rozmów czy śmiechu to standard. Jesteśmy w miejscu modlitwy, a nie na bazarze, i ludzie przychodzą tam się modlić. Nie wypada im przeszkadzać. Ale często zapomina się np. o wyłączeniu dźwięku w telefonie. Nawet jeśli wchodzimy na chwilę do kościoła, trzeba to zrobić. Myślę, że większość z nas doświadczyła, jak bardzo głośny taneczny dzwonek przeszkadza w modlitwie, wybija z modlitewnego skupienia. Na drzwiach jednego z kościołów w Warszawie widziałam tabliczkę: „Pan Bóg chce tutaj z Tobą rozmawiać. Ale nie przez komórkę”. Kiedy nie czekamy na telefon, który jest sprawą życia i śmierci, wyłączmy dzwonek. To taki mały gest solidarności z modlącymi się tam ludźmi i pokazanie Panu Bogu, że szanujemy Jego dom.

Jowita Rusiecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *