TwitterFacebook

Współcześni świadkowie Bożego Miłosierdzia

„Jestem miłością i miłosierdziem samym” – mówił o sobie Jezus, prosząc s. Faustynę, żeby ogłosiła to orędzie całemu światu. I ogłosiła. Jej dzieło przejęli następni, którzy głoszą je nieustannie, każdemu, codziennie na nowo. Na całym świecie żyją miliony czcicieli Bożego Miłosierdzia. W Stanach Zjednoczonych mieszka ich ok. 800 tys. Kult jest bardzo rozpowszechniony także w Ameryce Południowej i Afryce oraz w takich krajach jak Filipiny, Korea i Nowa Zelandia.

Apostołka Miłosierdzia

Kult Bożego Miłosierdzia zaczął się rozpowszechniać po śmierci s. Faustyny, zwłaszcza w czasie II wojny światowej za sprawą polskich żołnierzy z armii Andersa, którzy roznieśli orędzie na cały świat. Za ich sprawą od 1941 r. kult miłosierdzia dotarł między innymi do Iranu, Palestyny, Libanu, Egiptu, a stamtąd nawet do Afryki. Żołnierze zaczęli też mówić o łagiewnickim orędziu podczas walk we Włoszech. Ogromną rolę w szerzeniu kultu miłosierdzia Bożego odegrał marianin ks. Józef Jarzębowski, który podczas okupacji wydostał się z Wilna, wywożąc memoriał ks. Michała Sopoćki o nabożeństwie do miłosierdzia Bożego i dotarł w cudowny sposób przez Syberię, Japonię do Stanów Zjednoczonych. Za sprawą różnych świadków w czasie wojny teksty nowenny, koronki oraz litanii do miłosierdzia Bożego zostały rozpowszechnione w językach: niemieckim, litewskim, francuskim, włoskim i angielskim.

Szczególny świadek

Współczesna historia ma także wielu świadków Bożego miłosierdzia, ale szczególną postacią jest św. Jan Paweł II. Dlaczego? Doskonale rozumiał i głosił, że współcześni chrześcijanie powinni pojmować miłosierdzie nie jako wybaczanie za wszelką cenę, ale jako sprzeciw wobec zła. Miłosierdzie ma być miłością wychodzącą naprzeciw ludzkiej biedzie, ma być kochaniem słabego, grzesznego człowieka. Właśnie taka miłość, pełna miłosierdzia, potrafi właściwie rozumieć sprawiedliwość, solidarność, wyczuwa to, co jest w danej sytuacji słuszne. Taką miłością kochał Jan Paweł II. Był bliski tym wszystkim, którzy znajdowali się w trudnej sytuacji i to na najodleglejszych krańcach świata. Pomagał im, budząc większą wrażliwość w sercach ludzi, którzy byli w stanie coś zmienić, polepszyć los potrzebujących. Papież taką miłością, która zawsze widzi innych i służy, dodawał nam odwagi, by szeroko otworzyć drzwi serca Chrystusowi i wypłynąć na głębię Bożego miłosierdzia. Swoim osobistym cierpieniem zapłacił cenę tego, by nikt z nas nie zagubił się i nie zginął. W naszej pamięci pozostanie nie tylko nauczycielem, ale świadkiem prawdy, gdyż w pełni żyją tylko ci ludzie, którzy kochają. Zostaliśmy stworzeni z miłości. Ojciec święty na krakowskich Błoniach wołał: „Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba wyobraźni miłosierdzia, aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie, aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa, aby nieść radę, pocieszenie duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem, Potrzeba tej wyobraźni wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca Miłosierdzia: chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

Filantropka

Świadkiem miłosierdzia jest też św. Matka Teresa z Kalkuty. W Jej postaci uderza przede wszystkim niezwykła wrażliwość na ludzkie nieszczęście i biedę. Zetknąwszy się z nędzą w slumsach Kalkuty, nigdy nie pozostawała bezczynna. Widok ludzi odartych z godności, odrzuconych przez społeczeństwo z powodu nędzy, starości, choroby lub uzależnień poruszył ją tak głęboko, że zrezygnowała z dotychczasowej drogi życia i postanowiła zacząć wszystko od nowa. Po 20 latach spokojnego życia zakonnego wyszła na ulice Kalkuty, by służyć chorym i umierającym żebrakom. Była największym świadkiem miłości chrześcijańskiej. Wszyscy, bez względu na wiek, status społeczny czy kolor skóry, patrzyli z podziwem na jej dokonania. Co jednak spowodowało, że umiłowała żebraków? Dlaczego przygarniała sieroty? Co dawało jej siłę do przebywania wśród bezdomnych, uzależnionych od narkotyków i alkoholu? Na motywy wyborów Matki Teresy z Kalkuty zwrócił uwagę pierwszy świadek – Jan Paweł II. Ona była dla niego przede wszystkim Misjonarką Miłości Bożej, która pragnęła kochać Chrystusa w tych, w których spotykała. Jak moglibyśmy określić św. Matkę Teresę? Kim była? Filantropem? Działaczką społeczną? Wojowniczką o prawa nędzarzy? Chyba najbardziej pasującym określeniem będzie – uczennica Chrystusa, zakochana w Jego obliczu rozpoznawanym w każdym człowieku.

Opiekun narkomanów i bezdomnych

To, że miłość do Boga jest podstawą stosunku do drugiego człowieka, również bezdomnego, podkreślał Marek Kotański, twórca Monaru. „U podstaw mojej miłości do ludzi leży miłość do Jezusa. Ta miłość jest drogą, która pozwala mi docierać do tych ludzi, którzy zostali odrzuceni przez innych, którzy często są na takim dnie, że właściwie nikt nie chce z nimi rozmawiać, nikt nie chce ich dotykać. Ja ich kocham. Ja traktuję ich jak braci” – mówił Kotański. Twórca Monaru tłumaczył również, że nie ma pracy z drugim człowiekiem bez przebaczenia i miłosierdzia. „Gdybym nie miał miłości do moich pacjentów, gdybym nie potrafił im przebaczać, gdybym nie potrafił być z nimi na dobre i na złe, pewnie nie mógłbym z nimi pracować”. Podsumowując swoją trzydziestoletnią pracę z narkomanami i bezdomnymi, Kotański podkreślał, że „kluczem do niej” jest jego stosunek do Jezusa. „Gdyby nie Jezus, ja nie mógłbym czynić tych spraw, bo wszystko to, co robię, robię dla Jezusa, dla Jego chwały. To, że jestem z Jezusem tak bardzo związany, pozwala mi znaleźć dużo sił do tworzenia płaszczyzn ratujących tych ludzi” – dodawał. Pytany o to, czym jest dla niego miłosierdzie, Kotański odpowiedział: „Miłosierdzie jest wtedy, gdy pochylamy się nad wszelką biedą, nędzą, chorobami. Tworzę hospicja dla pacjentów z chorobami nowotworowymi, domy dla cierpiących na chorobę Alzheimera i dla dzieci niepełnosprawnych”.

Propagatorka humanitaryzmu

Miłość miłosierna jest bardzo ważna również dla Janiny Ochojskiej – polskiej działaczki humanitarnej, założycielki Polskiej Akcji Humanitarnej. „Dla mnie miłość miłosierna to jest miłość mądra, która chce tworzyć, a nie niszczyć człowieka. Jeżeli wrzucam pieniądze do anonimowej puszki żebrzącego i nie wiem nic o tym człowieku, to nie jest miłość miłosierna – to jest czyszczenie sobie sumienia, odsuwanie problemu. Jeżeli chcę naprawdę pomóc, powinnam się zainteresować tym, dlaczego ten człowiek jest na ulicy. Każdy z nas może pomóc – bezpośrednio lub przez organizacje, których jest w Polsce bardzo wiele. Nikt z nas nie może powiedzieć, że nie miał możliwości pomocy – jeżeli nie miał, tzn. że nie chciał mieć” – mówi Ochojska. Założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej wielokrotnie podkreślała, że „miłość miłosierna powinna zawierać pierwiastek zrozumienia. Współczesny świat z jednej strony sprzyja kształtowaniu miłości miłosiernej, ponieważ media szybko dostarczają informacji o potrzebujących, z drugiej jednak strony – młodzi ludzie nie znajdują wskazówek w środkach masowego przekazu, jak być dobrym. Trzeba się uczyć pomocy, jednak najczęściej ani szkoła, ani media, ani otoczenie nie skłaniają do bycia dobrym”.

Opiekunka bezdomnych i chorych

„Nie może być kultury chrześcijańskiej bez ukazywania kultury miłości i miłosierdzia” – głosi z kolei s. Małgorzata Chmielewska, przełożona wspólnoty Chleb Życia. Tym samym zwraca uwagę, że kultura miłosierdzia to kultura, w której tworzy się przestrzeń do życia dla osoby słabszej, zagubionej, szukającej sensu życia. „To kultura idąca pod prąd tego świata, bo głosząca zwycięstwo życia nad śmiercią i biednymi i bezdomnymi” – stwierdza. Zdaniem s. Chmielewskiej, w dzisiejszych czasach, mimo iż państwo przejęło część ról zarezerwowanych dla chrześcijańskiego miłosierdzia, przynajmniej w wymiarze instytucjonalnym, to jednak nadal mamy do czynienia z tendencją do usuwania osób potrzebujących na margines, co sprzyja ich wykluczeniu.

Społeczeństwo nastawione na kalkulację ekonomiczną zysków i strat ma skłonność do eliminacji cierpienia jako czegoś nieopłacalnego ekonomicznie, drogiego w utrzymaniu. „Stwarzamy ubogim kawałek chleba, ale nie stwarzamy przestrzeni, w której mogliby żyć dobrem, pięknem i miłością. Kiedyś zorganizowaliśmy pielgrzymkę na Święty Krzyż dla chorych, starszych, niepełnosprawnych. Po kilku latach spotkałam w Warszawie mężczyznę, którego nie poznałam. Ale on mnie poznał i powiedział: «Siostro, byłem bezdomny, stanąłem na nogi»”.

Terapeutka i konsultantka

Świadkiem miłosierdzia można z pewnością nazwać także s. Annę Bałchan, założycielkę Stowarzyszenia Po MOC dla Kobiet i Dzieci im. Marii Niepokalanej, które od 2001 r. działa w Katowicach. Jeszcze kilka lat temu chodziła od ulicy do ulicy, rozdając dziewczynom ulotki z informacją o stowarzyszeniu. Mówiła krótko: „Jeśli chcesz zrobić coś dla siebie, przyjdź, pomożemy. Tu masz adres”. Jej szary habit i szorstki, mocny głos poznał wkrótce świat katowickiej ulicy. Teraz s. Bałchan jest terapeutką i konsultantem stowarzyszenia, które poszerzyło swoją działalność. W ciągu ostatnich lat udało jej się zmienić życie dziesiątek kobiet i dzieci – ofiar przemocy domowej, handlu ludźmi i przeżywających kryzys w związku z utratą pracy. S. Anna ostro krytykuje postawę większości chrześcijan w naszym kraju, którzy koncertują się wyłącznie na narzekaniu. Nazywa ich wprost cieniasami, tłumacząc, że taka postawa nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, które powołuje nas do świadectwa wiary wobec tych, którzy tego najbardziej potrzebują. „Kochani chrześcijanie, przestańcie żyć w tym marazmie, marudzeniu, w którym nie ma żadnej nadziei” – apeluje. „Jeśli zaufasz Chrystusowi, jeśli powierzysz mu swoje życie i wszelkie podejmowane działanie, to zobaczysz, co się będzie działo wokół ciebie, w twojej rodzinie, w otaczającym świecie” – przekonuje, dając tym samym własne świadectwo wiary.

Działacz społeczny

Według ks. Jacka Stryczka w wielu formach pomocy biednym paradoksalnie nie ma miłosierdzia. Jeśli biednym dzieciom oddajemy zużyte, zdefektowane zabawki, to dajmy im sygnał: „Jesteś biedny, gorszy, tobie należą się najgorsze rzeczy” – twierdzi ks. Jacek. Tłumaczy, że Świąteczna Paczka stała się dziś modelem kulturowym. „Naszą grupą docelową są ludzie, którzy często nawet nie wiedzą, gdzie obok nich jest bieda. I w naszej bazie mogą znaleźć rodziny, które są naprawdę potrzebujące. Nasz przekaz jest taki: zanim zrobisz prezent bliskim, zrób potrzebującym” – podkreśla ks. Stryczek.
Wpatrzeni w świadectwa współczesnych świadków Bożego miłosierdzia nie zamykajmy oczu na potrzeby bliźnich, zwłaszcza w naszych rodzinach czy sąsiedztwie. Czasami przecież wystarczy tak niewiele, by dać komuś potrzebującemu naprawdę dużo. Przecież każdy z nas jest wezwany do bycia apostołem miłosierdzia.

Katarzyna Mackiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *