RN
TwitterFacebook

Wspomnienia z wojny polsko-bolszewickiej Stanisława Powichrowskiego

„Nie byłoby cudu nad Wisłą, gdyby nie cud nad Narwią” – mawiał Marszałek Józef Piłsudski. O wydarzenia rozgrywające się na Ziemi Łomżyńskiej na początku sierpnia 1920 roku możemy dowiedzieć się m.in. ze świadectwa Stanisława Powichrowskiego zamieszczonego w monografii parafii Śniadowo.

„Było lato, piękna pogoda, wczesne popołudnie 2 sierpnia 1920 roku. Na rynku w Śniadowie rozbiło się wojsko polskie. To byli uczniowie i studenci z Warszawy. Różne roczniki, tacy młodzi, dzieci. Śpieszyli się z odsieczą do Łomży.

To była dziwna wojna. Nie było regularnego frontu. Bolszewicy tworzyli jakieś wyłomy, bandy wypadowe. Nasze wojsko jechało pociągiem. W Konarzycach zaczęli ich ostrzeliwać bolszewicy. Pociąg wycofał się do Śniadowa. Daleko od Łomży i bolszewików… wydawało się, że jest bezpiecznie. Na rynku zrobiło się gwarno. Pamiętam głośne, młodzieńcze śmiechy, głosy. Dowódca kazał żołnierzom poustawiać karabiny w kozły, jeden oparty o drugi. Tu miał być odpoczynek. Chłopcy pozdejmowali pasy, porozpinali się, niektórzy zdjęli mundury. Rozeszli się w różne strony. Poszli nad strugę, chłodzili się wodą, golili, myli, leżeli nad brzegiem, siedzieli w różnych miejscach na rynku.

W pewnym momencie od strony Nowogrodu nadciągnęli bolszewicy. Kozacy na koniach, a było ich koło setki, śmigali szablami. Nikogo nie brali do niewoli. Kto znalazł się w zasięgu ostrza, zostawał. Siekli i cięli. Przerażony zacząłem uciekać. Za mną Kozak na koniu. Strzelił do niego polski żołnierz. Dobiegłem do domu. Po chwili wpadł za mną drugi Kozak. „Biełyje u was jest?” – zapytał i pobiegł dalej.

Strach było wychodzić z domu. Odgłosy galopujących koni, kozackie okrzyki, jęki rannych, wołanie żywych, ich różne prośby. Wołali: „Mamusiu, ratuj!”, „Matko Boska, miej mnie w opiece!” Niektórzy nie zdążyli wypowiedzieć do końca zamierzonych słów. To wszystko trwało może dwie, może trzy godziny. A potem wielka cisza. I jeszcze większy strach. Nikt nie wiedział, czy Kozacy zaraz nie wrócą, co jeszcze mogą zrobić… Nikt nie wychodził z ukrycia. Tak było do końca dnia. Tak było całą noc. Posiekane trupy przez całą noc leżały w różnych miejscach.

Następnego dnia ludzie zaczęli ostrożnie wychodzić z domów. Nie było starszych mężczyzn, bo byli na wojnie. Ja miałem niespełna siedemnaście lat. Mieszkałem tak, jak teraz, w sąsiedztwie kościoła. Powiedział mi wtedy ksiądz Kamiński: „Ty, Stachu, jesteś tu chyba najmądrzejszy. Trzeba sprzątnąć te ciała i je pochować”.

Zaprzągłem konia do wozu, zebrałem kilku kolegów: Bronka Jastrzębskiego, Heńka i Antka Galińskich, Zygmunta Krajewskiego, Nochima i Chaima (pamiętam tylko imiona tych dwóch Żydów). Nie wiedzieliśmy, od czego zacząć.

Mogę dokładnie opowiedzieć, jak wyglądał każdy żołnierz. Jeden miał odcięte wszystkie palce obu rąk. Inny piersi posiekane w kilku miejscach. Inny podcięte gardło. Wszyscy byli zlani krwią. Niektórzy bez mundurów, inni w mundurach pociętych i zabrudzonych brunatnymi plamami. Ciała były bez butów i w większości bez spodni, bo Kozacy zdążyli je ukraść.

Nie wiem, jak się nazywali ci żołnierze. Może mieli przy sobie dokumenty, ale nikt nie miał odwagi sięgać do kieszeni ich mundurów zbroczonych krwią.

Składaliśmy po trzy, czasem cztery ciała na wóz i wieźliśmy na cmentarz. Tam koledzy kopali dół. Potem znów jechaliśmy po innych: na rynek, nad strugę, na skwerki. Jak trafiliśmy na rannego, zawoziliśmy go do domu Sobolewskiego. Tam opatrywał ich Żyd. Na cmentarz trafiło dwudziestu pięciu.

Leżeli obok siebie. Jeden przypominał Żyda. Ktoś zawołał do niego rabina, ale okazało się, że tylko był podobny. Ksiądz Kamiński modlił się za zmarłych i odprawił wszystkie pogrzebowe ceremonie. Przy pochówku pomógł kościelny Antoni Gwara. Ciała układaliśmy w trzech rzędach, bo nie chciały się zmieścić w wykopanym dole. Mogiłę otoczyliśmy polnymi kamieniami. Postawiliśmy żelazny krzyż.”

Na podstawie: „Ecclesia Smlodoviensis: dzieje parafii i kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Śniadowie”. Wydawnictwo Spes.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *