TwitterFacebook

Miasto noży

Kraków, lata dziewięćdziesiąte XX wieku. Czas, kiedy obraz widziany w telewizyjnych reklamach i odtwarzany na filmach VHS kontrastuje z szarością codziennego życia i bloków z wielkiej płyty.

„Miasto Noży” (Wydawnictwo Cień Kształtu) Wojciecha Muchy to nie tylko wstrząsający thriller o brutalnych porachunkach kibiców dwóch krakowskich drużyn – Cracovii i Wisły. To opowieść o tym, co kształtowało ludzi wchodzących w dorosłe życie w pierwszej dekadzie po transformacji ustrojowej. Przenieś się do Polski, o której istnieniu wielu wolałoby nie pamiętać.

Jeden chuligański wybryk uruchamia lawinę kolejnych, napięcie narasta, przemoc rodzi przemoc i prowadzi do Świętej wojny. Agresja pomiędzy kibicami, policją, przypadkowymi uczestnikami, kochankami, członkami rodziny, wybucha niczym zamieszki w filmach Spike’a Lee. Wojciech Mucha na starej mapie Krakowa splątuje losy wielu bohaterów – dziennikarzy, policjantów i przede wszystkim pseudokibiców – aspirujących młodocianych bojówkarzy i starych kryminalnych wyjadaczy – Herszta, prostaka, przypominającego rodzimego, otłuszczonego Avona Barksdale’a i Goldena, gangstera nowej ery, w typie Stringera Bella z the Wire. Mucha otwiera puszkę Pandory ze wspomnieniami z Grodu Kraka, z czasów gdy był on Miastem Noży, czyli na długo przed tym nim stał się słynnym na całą Polskę Królestwem Maczet.

Gaja Grzegorzewska

W 1997 r., gdy rozgrywa się akcja powieści Miasto noży, w Krakowie trwa krwawa wojna kibiców Cracovii i Wisły. W jej tle pokazana zostaje cała III RP – tragedia dawnych bohaterów Solidarności z upadających zakładów, bezrobocie, ogłupiające media i rozrywkowe tok-show, współpracujący z mafią policjanci oraz dyskoteka, specjalnie zbudowana w miejscu dawnej hitlerowskiej i ubeckiej katowni. Nowa, wspaniała III RP w pełnej krasie.

Piotr Lisiewicz

Fragment powieści:

„Bloki. Od ich dachów, z których widać wieże kościoła Mariackiego, szczyty Tatr i kominy elektrociepłowni w Łęgu, po podziemia ufortyfikowanych jak schrony przeciwatomowe piwnic. Piwnic, w których mieszkańcy, jakby szykując się na kataklizm, trzymają przedmioty, które „mogą się przydać”: słoiki, meble, sztućce, stare dywany, miednice, nocniki, dziurawe opony, zdekompletowany sprzęt RTV, gwoździe, nakrętki, resztki smarów, lakierów, farb i klejów. Starcy, ubodzy i zapobiegliwi – wszyscy wypełniają piwnice słoikami przetworów z datami opisywanymi drżącą ręką na papierowej taśmie z gęsią skórką: lipiec 1992, czerwiec 1995 i tak dalej, aż do września 1997. Niektórzy wciąż gromadzą cukier i mąkę. Doświadczonym wojenną traumą i komunistycznym niedoborem nie idzie wytłumaczyć, że to niepotrzebne, że już nie braknie. Gdy po śmierci pamiętającego Sachsenhausen staruszka opróżniano jego mieszkanie, okazało się, że skamieniałe paczki z cukrem trzymał w jednej z bieliźniarek chyba od czasu kryzysu kubańskiego”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *