TwitterFacebook

Łobodziński bezkonkurencyjny w Empire State Building

Piotr Łobodziński z Łomży po raz drugi w swojej karierze wygrał zawody Empire State Building Run Up. Pokonując 86 pięter i 1 576 schodów słynnego nowojorskiego drapacza chmur w czasie 10 minut i 5 sekund. Tym samym ustanowił drugi najlepszy wynik w 42-letniej historii tej imprezy. Reprezentant LŁKS ‚Prefbet Śniadowo” Łomża na mecie o ponad minutę wyprzedził swoich rywali, Wai Ching Soh z Malezji (11:14) oraz Włocha Fabio Ruga (11:18).

Najlepszy i najbardziej znany polski towerrunner po raz kolejny pokazał, że jest prawdziwym mistrzem w bieganiu po schodach. Tym razem okazał się bezkonkurencyjny w rywalizacji na schodach najsłynniejszego nowojorskiego wieżowca – Empire State Building, jednego z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych biegów po schodach na świecie. Ponownie, bo już raz wygrywał te zawody w swojej karierze, w 2017 roku triumfując z wynikiem 10:31. Teraz było jeszcze lepiej, bo dwukrotny mistrz świata po pokonaniu 1 576 stopni i 86 pięter, dotarł na punkt widokowy najwyższego budynku Nowego Jorku w czasie 10:05. Tym wynikiem łomżanin poprawił swoje poprzednie osiągnięcie o 26 sekund oraz ustanowił drugi najlepszy czas w historii imprezy. Przez 42 lata trwania tych zawodów, tylko jeden człowiek pobiegł szybciej. W 2003 roku na szczyt Empire State Building w czasie 9:33 wbiegł Paul Crack z Australii. Polak, choć zanotował świetny rezultat, nie był do końca zadowolony ze swojego występu.

– Pomimo wygranej w biegu na ikonę towerruningu, czyli Empire State Building w Nowym Jorku nie jestem zadowolony z biegu. Plan był prosty. Wygrać i pobiec poniżej 10 minut, może zbliżyć się do kosmicznego rekordu 9:33. Do szczęścia zabrakło niewiele, bo 6 sekund – ocenił swój start w Nowym Jorku. Wiem, że mogłem to pobiec, ale nie dałem z siebie wszystkiego. Trudno jest to uczynić, gdy rywale nie naciskają a na trasie nie da się kontrolować tempa. Taki bieg w ciemno, taka specyfika schodów. Bieganie na wyczucie nie jest łatwą sztuką. Zacząć nie za szybko, nie za wolno i pobiec równo i do tego na miarę własnych możliwości. Skąd wiem, że nie dałem maksa? Proste. Za metą stałem na nogach. Wniosek jeden, nie wyjechałem się do końca. A w komforcie rekordów się nie poprawia – tak relacjonował po starcie swój bieg Piotr Łobodziński.

ak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *