RN
TwitterFacebook

Modlili się śpiewem na dwieście głosów [FOTO]

Kto śpiewa, dwa razy się modli – brzmi staropolskie przysłowie. W niedzielę (27.11) w kościele pw. św. Brunona z Kwerfurtu w Łomży modliło się ponad dwustu chórzystów, posługujących w dziesięciu chórach i zespołach kościelnych z Łomży, Jedwabnego i Nowogrodu.

Po raz szósty spotkali się, bo, jak zaznacza Katarzyna Szmitko dyrygent chóru „Spes Unica” z Łomży, „Chcemy uczcić naszą patronkę św. Cecylię i spotkać się, już w coraz szerszym gronie, w tym roku 205 chórzystów, ale też chcemy zintegrować to nasze chóralne środowisko”.

Cecyliada to szczególne wydarzenie, poprzedzone wieloma wspólnymi próbami, na które niestety nie zawsze jest czas. Tak było w przypadku chóru „Vox Misericordiae” z par. Miłosierdzia Bożego w Łomży, na którego udział w Cecyliadzie oczekiwano pięć lat.

Ale wśród uczestników byli i weterani, dla których Cecyliada jest wspaniałym miejsce spotkania i wspólnego śpiewania. Krystyna Borkowska do chóru „Spes Unica” trafiła jedenaście lat temu, kiedy to po dwumiesięcznych namowach wikariusza parafii ks. Marcina Sobiecha wspólnie z mężem zdecydowali się przyjść na próbę. Jak przyznaje w rozmowie z Radiem Nadzieja:„Mieliśmy przyjść na próbę i powiedzieć księdzu, że nie możemy przychodzić na chór, bo nie mamy czasu. Zaczęliśmy śpiewać piękny Chorał, minęły dwie godziny, a ja mówię do męża: będziemy chodzić na chór, przestała mnie nawet głowa boleć. I zostaliśmy”. Trwamy już jedenaście lat – dodaje Krystyna Borkowska.

Każdy z chórzystów mógłby opowiedzieć swoją historię odkrywania piękna śpiewu chóralnego. Sławomir Bączek swoją przygodę ze śpiewem rozpoczynał w chórze „Spes Unica” w Łomży, później była przerwa podyktowana kłopotami zdrowotnym i powrót, tym razem do parafialnego chóru w Nowogrodzie.

– Śpiewanie w chórze daje wiele radości, szczególnie wtedy kiedy pieśni, które ćwiczymy, które śpiewamy, wyjdą. Kiedy nasz dyrygent mówi, że ciarki przechodzą, to jest wtedy ogromna radość.

Radość ze śpiewania mają też chórzyści z Jedwabnego, których historia, jak zaznaczyła prowadząca Cecyliadę, wymyka się ludzkiej pamięci. To też i ciekawe, gdyż jedwabiński chór prowadzony jest już od czterech pokoleń przez parafialnych organistów z rodu Jasińskich. Najpierw był pradziadek, dziadek, ojciec, a teraz reaktywował chór po kilkunastoletniej przerwie kolejny Jasiński, tym razem Adam. Co prawda w chórze nie ma już tych, którzy pamiętają pradziadka Jasińskiego, ale dziadka czy ojca obecnego organisty wspominają wszyscy.

Z każdym chórem wiąże się jakaś historia, każdy chórzysta ma swoją drogę, ale to co połączyło wszystkich, którzy wspólnie razem śpiewali na mszy św. pod przewodnictwem biskupa Tadeusza Bronakowskiego, była miłość do śpiewu.

Widać to było szczególnie w owacjach dla każdego z prezentujących się chórów. Chórzyści wiedzą najlepiej ile pracy i wysiłku trzeba włożyć w przygotowanie jednego utworu i wiedzą też, że nie zawsze wszystko wyjdzie tak, jak by się chciało. Dlatego po każdym występie to właśnie oni, gorącymi oklaskami nagradzali swoje koleżanki i kolegów.

Szósta Cecyliada łomżyńska za nami. Chórzyści wrócili do swoich parafii i na próby. I, choć przeżywaliśmy dopiero pierwszą Niedzielę Adwentu, to muzycy na warsztacie mają już pieśni bożonarodzeniowe, gdyż czas coraz krótszy, a pracy jeszcze wiele.

JE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *