TwitterFacebook

“Nie muszę być jakąś diwą z telewizji”. Spotkanie autorskie z Martą Kosakowską, Mariką [FOTO/VIDEO]

Nie jestem jakąś Mariką z Karaibów, nie wiadomo skąd, tylko jestem Martą Kosakowską z Łomży, polonistką. Uwielbiam wiersze, piosenki, lubię czytać, lubię rozmawiać z ludźmi, lubię się śmiać. Lubię pisać tak, żeby im było lepiej, żeby ich podnosić na duchu – to jest moja misja życiowa. Nie muszę być jakąś diwą z telewizji, żeby wszyscy mdleli na mój widok, że co tydzień będę zmieniać fryzurę i strój i to będzie stanowić o mojej wartości? – mówiła podczas poniedziałkowego (06.11) spotkania w siedzibie Radia Nadzieja Marta Kosakowska. Marika przyjechała do Łomży by rozmawiać o książce własnego autorstwa pt. “Antydepresanty”. Wydarzenie było 32. spotkaniem autorskim organizowanym przez diecezjalną rozgłośnię.

Łomża to miasto mojego dzieciństwa i miasto, do którego zawsze sygnalizuję, że przynależę i będę przynależeć zawsze – rozmowa z Mariką rozpoczęła się od wspomnianych rodzinnych stron wokalistki. Marta nie ukrywa, że jest silnie związana z miastem nad Narwią, ma też na tę sposobność swoje określenie – Na pewno szkoła – często o tym myślę, jak myślę o Łomży i to co z niej mam, ale też dom rodzinny nazywany “matecznikiem”, nie tylko w książce. Dzisiaj, jak jechałam, mam taki GPS samochodowy, gdzie mam wpisany “matecznik”, jako jedno ze stałych miejsc, do których się kieruję. Dom bardzo specyficzny, bo wielopokoleniowy, poświęcam mu bardzo wiele uwagi w tej książce – mówiła. Jak zaznacza, by poczuć klimat dawnych rodzinnych obiadów, od jakiegoś czasu, będąc już dojrzałą kobietą organizuje ze znajomymi tematyczne spotkania, których bazą są kulinarne pomysły (więcej na ten temat w materiale video).

Jednym z dwóch kluczowych momentów dzisiejszej rozmowy z Martą Kosakowską było zagadnienie poczucia własnej wartości. Marika mówiła, jak i dlaczego trudno jest być na przysłowiowym świeczniku oraz jak bardzo jest to często sprzeczne z własnymi przekonaniami. Nie muszę być panią od wszystkiego, nie jestem jak zupa pomidorowa, żeby mnie wszyscy lubili i nie muszę się wszędzie wciskać i być (…) najważniejsze jest to, żebym czuła, że to co robię ma sens i że nie walczę z samą sobą i przede wszystkim nie lecę głową w dół, jeśli chodzi o moje wartości. Wokalistka przyznała, że w pewnym momencie swojej kariery czuła się zagubiona. Jako osoba o delikatnym usposobieniu stwierdziła, że nie chce budować wokół siebie “fasady” sztuczności i chce być po prostu sobą. Nie muszę być jakąś diwą z telewizji, żeby wszyscy mdleli na mój widok, że co tydzień będę zmieniać fryzurę i strój i to będzie stanowić o mojej wartości? – mówiła wokalistka. Zaznaczyła także, że “ludzie showbiznesu” są często samotni. Im świetniej wyglądająca fasada, tym bardziej przerażająca nędza tam w środku. Dodała także, że nie jest to reguła, bo są w tej branży także osoby prawdziwe – czyli takie, które zarówno na szklanym ekranie, jak i poza nim nie udają kogoś, kim chciały by być. Marika przytoczyła także pytanie: “na czym budujesz swoją zalęknioną wielkość?”, w kontekście rozmowy na temat wiarygodności i przekonania do tego, do czego na co dzień dążymy, wartości na których się skupiamy.

Co jest tytułowym antydepresantem Mariki? Dlaczego wokalistka stonowała z występów przed telewizyjną kamerą oraz dlaczego chce powrócić do pracy w radiu? Dowiemy się z retransmisji spotkania, którą zamieszczamy poniżej:

Paweł Zyskowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *