TwitterFacebook

Wywiad z Krzysztofem Myszkowskim ze Starego Dobrego Małżeństwa

Pięciokrotnie bisował zespół Stare Dobre Małżeństwo na scenie Centrum Kultury przy Szkołach Katolickich w Łomży. Krzysztof Myszkowski, Roman Ziobro i Bolesław Pietraszkiewicz zaserwowali publiczności prawie dwie i pół godziny muzycznej uczty. Z liderem zespołu Krzysztofem Myszkowskim rozmawiał przed koncertem nasz reporter Paweł Dąbkowski.

Paweł Dąbkowski: Jest pan nad Narwią nie po raz pierwszy. Jak się pan czuje w Łomży i naszej nadnarwiańskiej dolinie?

Krzysztof Myszkowski: Maj wydaje się ogólnie trochę zimny. Jakby wiosna nie mogła się urodzić. Ale czuję się tu dobrze, dziękuję. Lubię te strony. Łomża to Kurpie?

Prawie. Kurpie mamy po sąsiedzku, ale do tematu puszczy jeszcze wrócimy.

Czyli pogranicze. Ciekawe strony. Tym bardziej jest mi sympatycznie i przyjemnie.

Na próbie poprzedzającej koncert Starego Dobrego Małżeństwa śpiewał pan, że umarłby pan spokojniej, gdyby wypił pan wszystkie miody świata, a przynajmniej próbował.

Gdybym wybrał wszystkie miody świata, o tym jest tekst w jednej z moich piosenek.

Fakt, od wybrania miodu do spożycia jeszcze daleka droga. Wspomniałem o tym dlatego, że wspomniane przez pana Kurpie to kraina od lat bogata w tradycje pszczelarskie. Jeśli pan chce, możemy sprawdzić tam ceny domków.

Chętnie, ale śpiewana przeze mnie metafora o miodach ma zupełnie inne znaczenie. Odnosi się bardziej do kobiet.

Krzysztof Myszkowski podczas koncertu w Łomży

To może pozostawmy ten temat niedokończony i przejdźmy do tego, co dzieje się na scenie podczas koncertów Starego Dobrego Małżeństwa. Jest wrażenie, że pan na scenie odpoczywa i bardzo dobrze się czuje. Potwierdzi to pan? Zaprzeczy?

Bardzo lubię grać i oczywiście trochę sił na tym tracę, bo człowiekowi przybywa lat. Ale tak to jest, że musi być ciężko, żeby się lekko żyło.

Ponad 30 lat na scenie. To w pewien sposób muzyczne rekolekcje. Czego pana ten czas nauczył? Wychodząc na scenę ponad trzy dekady temu na pewno miał pan aspiracje, refleksje, pewną wizję swojej działalności.

Pewnie, wszystko się zmienia. Początkowo śpiewałem wiersze, dziś wykonuję własne teksty. To czegoś dowodzi. Odbyłem pewną podróż w czasie, w trakcie której na swój sposób dokonał się proces poznawania samego siebie. Jest to niewątpliwie cenne. Z resztą cały czas się – jeśli można tak powiedzieć – badam, diagnozując swoje miejsce w świecie i pośród ludzi. Jest to podróż, która się nie kończy.

Poprosiłbym, abyśmy jeszcze przed moment pozostali w tej kapsule czasu. Ponad trzydzieści lat na scenie, ponad trzydzieści świeczek na urodzinowym torcie. Gdybyśmy go dzisiaj podali panu z prośbą o zdmuchnięcie tych świeczek, jakie marzenie miałby pan w myślach?

Pewnie. Marzę o tym, żeby cały czas iść do przodu, nie oglądać się aż tak za siebie, zmagając się nieco z rzeczywistością, w której jestem. Patrzeć do przodu, zwyczajnie.

Proszę to rozwinąć. „Iść do przodu” w połączeniu z poezją śpiewaną, która opiera się wielu muzycznym trendom, to zagadkowe pojęcie.

Nawet nie mówiłem o muzyce, bardziej o tekście. Moim żywiołem jest słowo. Cały czas marzę o tym, aby napisać kolejną opowieść. To właśnie przy pomocy słów, wierszy, tekstów rozmawiam z ludźmi. Tak jak przy nowych scenariuszach filmowych lub odsłonami książek. Chciałbym, aby powstał kolejny muzyczny tom, odcinek. Tego przede wszystkim szukam. Żyjąc, opowiadam o sobie, szukam dalszego ciągu. Ulubionego.

od lewej: Bolesław Pietraszkiewicz, Krzysztof Myszkowski i Roman Ziobro

Czuję pewną solidarność. Pan reprezentuje – poezję śpiewaną pewien wysublimowany nurt muzyki. My – z racji tego, że jesteśmy radiem katolickim, nie do końca działamy tak, jak rozgłośnie komercyjne. Mam więc taką prośbę o wskazówkę. Jak oprzeć się tej współczesności, która niekoniecznie ciągnie coś dobrego za sobą?

Tylko być sobą. To jest bardzo trudne pytanie. Nie rozumiem tego świata, więc nie próbuję go diagnozować, tylko szukam w nim swojego miejsca. Próbuję przy pomocy sztuki nie oszaleć, nie zwariować, zderzając się z tym, z czym się zderzam… długi to byłby wywód i nieprzyjemny. Szukam normalności. Poruszam się wokół wartości, które są mi bliskie, tożsame i staram się w swoich pieśniach na tych wartościach opierając się, opowiadać o sobie. Jest to dosyć zawiłe, ale nie potrafię zdiagnozować współczesnego świata, ale także ludzi.

Sierotą świata nazwa pan wiatr w jednym se swoich utworów. Czy ta umiejętność posługiwania się językiem jest tutaj szczególnie ważna?

Oczywiście. Ja to moje słowa, a reszta to jest tylko dodatek.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Nadzieja.

1 komentarz

  1. Anna Odpowiedz

    Zawsze z klasą i wierny swoim ideałom…Tak trzymać..
    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *