RN
TwitterFacebook

Ostrołęka. Karetka z Pułtuska podrzuciła pacjenta, po czym odjechała nie powiadamiając szpitala

Do sytuacji jak z filmu komediowego doszło wczoraj (1.04) w nocy. Karetka przywiozła pacjenta i odjechała, a ten sam musiał iść na izbę przyjęć i wszystko wyjaśnić. Jak ustaliliśmy, nie był to pierwszy tego typu przypadek.

Jak dowiedzieliśmy się od dyrektora Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Ostrołęce, Pawła Natkowskiego, karetka z Pułtuska pod izbę przyjęć w ostrołęckiej placówce przyjechała w godzinach nocnych. Wysadziła pacjenta przed wejściem i, nie przekazując żadnych informacji personelowi, odjechała. Mężczyzna sam wszedł na SOR. Z powodu ograniczonego personelu medycznego i obecności tylko jednego lekarza dyżurującego „zajęcie się” pacjentem zmobilizowało cały personel.

– Do nas powinien zadzwonić sanepid, nas powiadomić, że taki pacjent zostanie przywieziony, lub jeżeli już to jest kierowany przez szpital i to szpital powinien nas poinformować, żebyśmy mogli się zabezpieczyć do takiego pacjenta. My nie chodzimy na co dzień w szpitalu w systemie reżimu sanitarnego, bo nie ma takiej potrzeby, nasze służby się tak ubierają, gdy taka potrzeba jest, a uważam, że tego pacjenta można było normalnie przywieźć, ponieważ pacjent nie gorączkował, nie miał jakichkolwiek znamion bycia chorym na COVID-19 i mógł do nas przyjechać w trakcie normalnej ordynacji pomiędzy godziną 7 a godziną 20 następnego dnia i w sposób normalny zostać przyjęty. A nie na zasadzie podrzucenia pacjenta, zabrania się i odjechania,  i nie zostawienie, żadnych informacji. Musieliśmy od początku przeprowadzać wywiad z tym pacjentem, a to jest absorbowanie naszych służb – mówił Paweł Natkowski.

Test na koronawirusa u „turysty” z Pułtuska wyszedł negatywny, ale pojawił się drugi problem. Tym razem chodziło odwiezienie go do domu.

– W przepisach naszych jest to tak ustanowione, że odwiezienie takiego pacjenta może zlecić, albo sanepid, albo lekarz rodzinny a instytucja taka jak szpital nie może tego zrobić i mieliśmy problem z odstawieniem tego pacjenta do domu. Szpital nie świadczy usług taksówkarskich, tylko medycznewyjaśnił Natkowski i dodaje, że po czterech godzinach pacjent trafił do domu.

Po mimo całej kuriozalnej historii, najtrudniej chyba uwierzyć w to, że takie sytuacje miały już miejsce w ostrołęckiej placówce.

– To już jest, któryś przypadek z rzędu, że pacjenta się przywozi, wyrzuca u nas pod namiotem i odjeżdża – dodał dyrektor.

Mateusz Święcicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *