TwitterFacebook

Pożegnanie śp. księdza Mariusza Stolarskiego [FOTO/AUDIO]

„Od pierwszych dni kapłaństwa, Twoje życie Księże Mariuszu, było naznaczone cierpieniem. Bóg zaprosił Cię do tej trudnej drogi, aby zjednoczyć Cię z krzyżem Jego Syna” – takimi słowami bp Janusz Stepnowski rozpoczął Mszę św. żałobną w ostrołęckiej Farze, podczas której rodzina, mieszkańcy miasta, a także współbracia w kapłaństwie mogli pożegnać zmarłego w czwartek wieczorem ks. Mariusza Stolarskiego.

Uroczystościom przewodniczył bp Janusz Stepnowski. Wraz z proboszczem parafii, ks. kan. Wiesławem Białczakiem, ks. inf. Zygmuntem Żukowskim, a także wikariuszami stanął za ołtarzem, przy którym w czwartek śp. ks. Mariusz sprawował swoją ostatnią Eucharystię. Trumnę z ciałem zmarłego kapłana otoczyło ponad 70 kapłanów, rodzice i rodzina, a także bardzo duże grono wiernych z Ostrołęki (z władzami miasta na czele) i gości.

W liturgię wprowadził śpiew „Non omnis moriar – nie cały umieram” wykonany przez chór pod kierownictwem Piotra Gawrońskiego. Niezwykle wymowne stały się słowa jutrzni za zmarłych, którą zgromadzeni odśpiewali po wprowadzeniu:

Rzekłem: W połowie dni moich *
odejść muszę.
W bramach Otchłani mnie opuści *
lat moich reszta.
Mówiłem: Nie ujrzę już Boga *
na ziemi żyjących,
Nie zobaczę już nikogo *
spośród mieszkańców tego świata.
Rozbiorą moje mieszkanie i przeniosą ode mnie *
jak namiot pasterski.
Jak tkacz zwinąłem me życie, †
a Pan jego nić przeciął. *
Od świtu do nocy kres mi położysz.
Krzyczę do rana. *
On jak lew miażdży wszystkie me kości.
Kwilę jak pisklę jaskółcze, *
wzdycham jak gołębica.
Zmęczone są me oczy od patrzenia w górę; *
Panie, stań przy mnie, bo jestem w ucisku.
I oto ustrzegłeś moją duszę *
od czeluści zagłady,
Gdyż odrzuciłeś za siebie *
wszystkie moje grzechy.

(pieśń z księgi Izajasza)

Wstępem do modlitwy psalmami były słowa wprowadzenia wypowiedziane przez bpa Janusza Stepnowskiego. Zauważył w nich, że cierpienie było obecne w życiu śp. ks. Mariusza od pierwszych dni kapłaństwa. Podkreślił również fakt, iż nawet prymicyjną Mszę św. sprawował po dużym wysiłku gaszenia pożaru, który wybuchł dzień wcześniej. A potem, gdy spadła na Ciebie choroba nowotworowa, której destrukcyjne działanie mogliśmy wszyscy oglądać, gdy rak deformował Twoją twarz, staraliśmy się Tobie towarzyszyć w tym niezwykłym trudzie, który połączył Cię z krzyżem naszego Pana – powiedział biskup Janusz.
 
Homilię pożegnalną wygłosił ks. Dawid Rosiński, wikariusz ostrołęckiej Fary, z którym przez ostatni rok współpracował śp. ks. Mariusz.
Gdy odchodzą dobrze zapowiadający się młodzi ludzie(…) mamy pokusę korygowania Bożej Opatrzności, pokusę podpowiadania Panu Bogu, że przecież zmarły mógłby jeszcze być z pożytkiem innych, że zrobiłby jeszcze wiele dobrego. Jesteśmy przekonani, tak jak to często powtarzał (również w prywatnych rozmowach) św. Jan Paweł II – Bóg powołuje człowieka w najlepszym dla niego momencie, w momencie determinującym wejście do Królestwa Bożego, do Domu Ojca. I ta pewność powinna nam dziś towarzyszyć” – powiedział kaznodzieja.
 
Uczestnicząc w ostatnim pożegnaniu kapłana pojawia się także pytanie: Jakim był pasterzem, dla tych, do których został posłany? Posłany do Myszyńca, Ostrołęki, Zambrowa, Szelkowa i na koniec, prawie rok temu wracając, ponownie do ostrołęckiej Fary. Kilka dni temu, razem z kolegami, obchodził 10. rocznicę święceń kapłańskich. Koledzy w seminarium nazywali go: Marian, Walerek, Stolarz, Maryś – wszyscy wiedzieli o kim mowa…
Na obrazku prymicyjnym z 2007 roku zapisał fragment z psalmu 116: Czym się Panu odpłacę, za wszystko co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana.
Kilka tygodni temu, w rozmowie z jedną z sióstr zakonnych powiedział – gdybym narodził się jeszcze raz, znów chciałbym być księdzem(…). Mimo choroby i wyczerpania spotykał się z Kołami Żywego Różańca, młodzieżą przygotowującą się do Sakramentu Bierzmowania czy Kościołem Domowym. Kiedy jechał w pierwsze piątki do chorych mówił: jadę do moich chorych – podkreślił ks. Dawid.
 
Dziś, tutaj w ostrołęckiej Farze, żegnamy go jako prezbiterzy, rodzina, przyjaciele, znajomi: po ludzku – ze łzami, bólem serca, ale po chrześcijańsku, z nadzieją i ufnością. Nic już nie będzie takie same – podsumował ks. Dawid Rosiński.  
 

Na zakończenie Mszy św. głos zabrał proboszcz par. Nawiedzenia NMP w Ostrołęce, ks. kan. Wiesław Białczak. Nie kryjąc wzruszenia powiedział: Dziś jest wigilia Zielonych Świątek. I Ty, Księże Mariuszu dojrzewałeś do tej Pięćdziesiątnicy. Składasz Bogu ofiarę ze swojego życia. Na zakończenie Okresu Wielkanocnego. Zapewne miałeś jeszcze wiele planów, myśli, wiele pytań… Często pytaliśmy Ciebie, kiedy wracałeś od lekarza: „i jak?”. A Ty nigdy się nie poddawałeś.

Jesteśmy tu, przy tym ołtarzu. Tak jak zawsze. Jak zawsze wszyscy razem sprawowaliśmy razem z Tobą ofiarę Jezusa Chrystusa. Dzisiaj jesteś już przed ołtarzem…

Razem sprawowaliśmy ofiarę. Może przy tym ołtarzu, przez ostatnie miesiące niewiele mówiłeś, ale ta Twoja cisza przenikała nieraz do szpiku kości. Ta Twoja cisza i Twoje świadectwo życia więcej przemawiało niż niejedno kazanie. Dzisiaj, Drogi Księże Mariuszu pragnę Ci podziękować za Twoją obecność pośród nas, w tej wspólnocie parafialnej. Wspólnocie, którą kochałeś, bo wróciłeś do nas po raz drugi. Ufamy i modlimy się, aby Bóg przyjął Cię do grona świętych kapłanów. Żyj w pokoju! Pozostaniesz w sercach nas parafian, a my będziemy pamiętać o Tobie w naszych modlitwach, aby Pan przebaczył Ci wszystkie grzechy i obdarzył chwałą nieba – mówił.

W imieniu kolegów, kapłanów z którymi śp. ks. Mariusz przyjmował święcenia kapłańskie, głos zabrał ks. Dariusz Niewiński, diecezjalny duszpasterz młodzieży:

Wiele mogliśmy się od niego nauczyć. Był naszym starszym kolegą. Starszym doświadczeniem i w jakiś sposób zawsze wiedział co powiedzieć. A może jeszcze bardziej wiedział, że kiedy nic nie mówić. Zawsze cechowała go maryjna pokora i cichość. Były nawet takie momenty, kiedy nie rozumieliśmy tego i pytaliśmy: Mariusz, dlaczego Ty nic nie mówisz? Widocznie tak było trzeba. Dla nas to był przykład. Czym jest posłuszeństwo, pokora i cierpliwość.

Bardzo chętnie wybieraliśmy go jako powiernika naszych spraw, jako spowiednika. Kilka dni temu obchodziliśmy w Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży 10. rocznicę święceń kapłańskich. Również wtedy kilku z nas skorzystało z jego kapłańskiej posługi pojednania. W konfesjonale często powtarzał słowa, które słyszeliśmy od naszego ojca duchownego w czasie formacji seminaryjnej: Pan Jezus się cieszy! Cieszy się, że przychodzisz się z nim pojednać!

Dzisiaj chcemy te wszystkie jego słowa, momenty, świadectwo przywoływać i uczyć się od niego spokoju i budowania mostów. Ks. biskup nie bał się posyłać Mariusza tam, gdzie trzeba budować mosty. Bo wiedział, że będzie się modlił, będzie dawał świadectwo i będzie budował pokój. Dziś, chcemy takie momenty zapamiętać(…).

Dziękuję Wam wszystkim za obecność i modlitwę. Pan Jezus się bardzo z tego cieszy!
Mariusz! Do zobaczenia!

Po zakończonej Mszy św. kapłani i wszyscy uczestnicy liturgii odprowadzili ciało śp. ks. Mariusza Stolarskiego do samochodu.

POŻEGNANIE W KOŹLE

Druga część uroczystości pogrzebowych śp. ks. Mariusza odbyła się w rodzinnym Koźle, gdzie przyjął zmarły kapłan przyjął chrzest i kolejne sakramenty, a także gdzie przed 10 laty odprawił swoją pierwszą Mszę świętą. Dziś, w tej samej świątyni zgromadzili się rodzina, bliscy, przyjaciele, sąsiedzi, a także kapłani z biskupami na czele, by odprowadzić do wieczności po ludzku przedwcześnie zmarłego kapłana…

Liturgii Mszy św. przewodniczy bp Janusz Stepnowski. Obecny jest także bp Stanisław Stefanek, a także około 70 kapłanów, najbliższa rodzina, koledzy i przyjaciele, sąsiedzi i wszyscy Ci, którzy pragną pożegnać śp. ks. Mariusza.

We wprowadzeniu do Mszy św. bp Janusz powiedział:

Cierpienie towarzyszyło jego życiu. A szczególnie to ostatnie cierpienie, tej straszliwej choroby, było widać na jego twarzy. Twarzy zmęczonej tym cierpieniem. Mimo, że istnieją kuracje paliatywne, mimo, że ludzie są blisko człowieka, to jednak ten, który cierpi zostaje sam w obliczu Boga, ze swoim cierpieniem. Mimo, że jego życie było naznaczone tym wielkim bólem, pragnął do ostatniego momentu swojego życia służyć Panu, a szczególnie ludziom, do których, przez biskupów łomżyńskich był posłany. Jakby wiedział, że z tego krótkiego życia niewiele mu zostaje(…). Ksiądz Mariusz całego siebie oddawał ludziom w konfesjonale, służąc cichą i pokorną radą. To życie dzielił z nami, jego współbraćmi w kapłaństwie. Być może ta szkoła cierpienia to była ta największa szkoła. On ten ból wziął na siebie. Drodzy bracia polecajmy tego naszego współbrata Panu Bogu. Ks. Mariusz zostawił swoje serce tam, gdzie był posłany. Zostawił je w Myszyńcu, w Ostrołęce, Zambrowie i Szelkowie. Tam zostawił ten piękny ślad w duszy każdego człowieka. W duszach młodych ludzi i tych dojrzałych w chrześcijaństwie. Prośmy Pana, by przyjął go do swego Królestwa. Dziękujemy, że postawił na naszej kapłańskiej drodze, na naszej biskupiej drodze i na drodze każdego z nas, tego skromnego, pokornego kapłana.

W homilii ks. Piotr Burzyński, pochodzący również z Kozła, powiedział m.in:

Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa. Ani jakie jest jego powołanie, ani ostateczne przeznaczenie. W tej godzinie Eucharystii w intencji śp. ks. Mariusza nad jego głową góruje paschał, symbol Jezusa Chrystusa, naszego zmartwychwstałego Pana. W tej godzinie patrzymy na Jezusa, który w dniu swojej męki wołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego. Stajemy wobec ołtarza, aby przyjść z posługą miłości, wyznać wiarę w niezglebione miłosierdzie Boże i umocnić nadzieję, że Bóg przyjmie go do swej chwały.

(…) Śmierć, największy wróg człowieka, została przez Chrystusa zwyciężona. Ostateczna samotność człowieka została wypełniona przez miłość. Jezus umiera, byśmy w godzinie śmierci nie pozostali samotni. Wierzymy, że w godzinie śmierci śp. ks. Mariusz, nasz brat i kapłan nie pozostał sam. Wierzymy, że w tę ciemność jego człowieczej udręki wszedł Jezus Chrystus – Światło i Miłosierdzie.

Na zakończenie Mszy św., w imieniu parafian z Szelkowa głos zabrał ks. Piotr Kleczyński:

Zostałem poproszony przez parafian z Szelkowa, aby dać ich świadectwo o ks. Mariuszu. I chociaż nie pracowałem z nim w Szelkowie w jednym czasie, to słyszę każdego dnia świadectwa jego pracy. Ks. Mariusz spowiadał, sprawował Mszę św, głosił Słowo Boże. Jednak zapisał się w sposób szczególny w sercach parafian. Może dlatego, że przyszło mu właśnie tam przyjąć krzyż choroby, który niósł przez dwa lata, razem z tą wspólnotą. On w Szelkowie pozostawił swoją miłość(…).

Jan od Krzyża powiedział: Na koniec życia będziemy sądzeni z miłości. My, wspólnota parafian z Szelkowa chcemy prosić Boga, aby wejrzał na tę miłość, którą pozostawił ks. Mariusz pośród nas. Chcemy dziękować Bogu każdego dnia, za dar jego kapłaństwa(…).

Zmarłego ks. Mariusza pożegnał także proboszcz parafii w Koźle ks. Jarosław Gołaszewski. Zauważył częstą obecność w domu rodzinnym ks. Mariusza, zarówno w zwykłym czasie w ciągu roku, jak również podczas uroczystości rodzinnych. W pamięci ludzi zaznaczył się jako wspaniały i szlachetny kapłan. W czasie kolędy parafianie dopytywali się o stan jego zdrowia. To wszystko jest bardzo budujące. Wasz udział w pogrzebie też jest świadectwem tej więzi. Niech dobry Bóg obdarzy Cię szczęściem wiecznym – powiedział proboszcz.

Rodzinie i bliskim wyrazy współczucia złożył także ks. dr Tomasz Grabowski, kolega z roku ks. Mariusza:

Przed tygodniem uczciliśmy naszą 10. rocznicę święceń kapłańskich. Liturgicznie, to właśnie dziś mija te 10 lat, bo właśnie w wigilię Zesłania Ducha Świętego bp Stanisław Stefanek udzielił nam święceń kapłańskich. Jutro – cofając czas – powinny być prymicje. I to ta wspomnieniowa, po dziesięciu latach. Ty, Mariusz odprawisz już ją w obecności Najwyższego Kapłana. My tu będziemy prosić za Ciebie, a Ty proś za nami! Kiedy Mariusz leżał w szpitalu, to przy okazji odwiedzin zawsze szczegółowo wypytywał przez kolegów o współbraci z roku, o diecezję. On żył Kościołem i czuł się za niego odpowiedzialnym. Cierpienie, które dotykało go nieustannie w życiu, było też dla nas nauką zaufania. Był dzielny do końca. Zawsze bardziej dojrzały od nas, bo starszy o 3 lub nawet 4 lata. W seminarium jako jedyny na roku, był w wojsku. Prawdziwy facet! Słuchaliśmy jego wspomnień, bo pokazywały one drogę zmagania z życiem, ale też piękną drogę powołania. Nieustannie pamiętał o ziomkach. Mówił o „Miśku”, o Adamie, bo to była jego tożsamość. Dzisiaj dziękujemy tej parafii, a w sposób szczególny rodzicom i rodzinie, za Mariusza.
Chciałbym też, na koniec, w imieniu kolegów z roku przeprosić Was, drodzy rodzice. Za to, że może nie zawsze w tym cierpieniu, jakie Mariusz przeżywał, stanęliśmy na wysokości postawionego nam zadania. Myślę, że w natłoku własnych programów na życie, nie usłyszeliśmy do końca tego komunikatu, który nam dawał. Komunikatu o braterską miłość(…).

Ks. Mariusz Stolarski zmarł w wieku 39 lat. Przeżył w kapłaństwie 10 lat. Spoczął na cmentarzu parafialnym w Koźle… i na zawsze w sercach biskupów, kapłanów, rodziny i bliskich. Do zobaczenia, księże Mariuszu! Dziękujemy Ci, że byłeś z nami! Do zobaczenia!

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…

 

 

Zmarłego księdza wspominał na antenie Radia Nadzieja biskup Stanisław Stefanek, który w 2007 roku udzielał mu święceń kapłańskich:

xtt/xRSz/fot. AB/RSz

Pożegnanie w Ostrołęce

Pożegnanie w Koźle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *