RN
TwitterFacebook

Czy Wałęsa ma zasługi? Powiedziałbym, że to jest „błogosławiona wina”. Cezary Gmyz w Radiu Nadzieja

Co było w teczkach „Bolka”? Dlaczego Kiszczak nie ujawnił ich wcześniej? Czy znalezione dokumenty rzeczywiście są autentyczne? Swoimi spostrzeżeniami podzielił się Cezary Gmyz, dziennikarz Tygodnika „Do Rzeczy” i TV Republika, który gościł na antenie Radia Nadzieja w audycji „Południowe Espresso”.

TT/ASk: Jak Pan skomentuje ostatnie doniesienia medialne, dotyczące tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek”?

Sprawa jest dość głośna, bo mamy tutaj do czynienia z ostatnią flanką obrony tego, co nazywamy III RP, ustroju zbudowanego na porozumieniu elit, zbudowanych z jednej strony z solidarnościowych elit z Lechem Wałęsą, Bronisławem Geremkiem, Kuroniem, Adamem Michnikiem, z drugiej zaś strony z elit komunistycznych i postkomunistycznych. Ujawnienie tajnego współpracownika „Bolek” w domu Kiszczaka to jest element przełomowy, jeżeli chodzi o historię Polski. Nie mam żadnych wątpliwości, że dokumenty zgromadzone w tych dwóch teczkach (teczce personalnej oraz teczce pracy) to autentyki. Wiem, że te dokumenty badają absolutnie najlepsi specjaliści w Polsce. Jeżeli oni nie mają wątpliwości, to ja również tych wątpliwości nie mam.

Część obrońców mówi, że nie odkryto niczego nowego. Dlaczego tak ważne są dokumenty znalezione w szafie Kiszczaka?

To jest właśnie próba nadania narracji pt.: „Nic nowego tam nie ma, wszystko jest jasne”. Przypomnę, że kiedy Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk pisali swoją obszerną książkę dysponowali zaledwie ośmioma kopiami donosów i pokwitowań Lecha Wałęsy, występującego jako TW Bolek. Od czasów tej książki, a także kolejnej książki Sławomira Cenckiewicza nie miałem wątpliwości co do współpracy Lecha Wałęsy. Była ona dla mnie współpracą udowodnioną. Jeżeli ktoś w tej chwili mówi, że mamy do czynienia z materiałami, które nie są nowe to ja przypomnę: teczka pracy Lecha Wałęsy liczy 279 stron, czyli o 269 stron donosów więcej niż było znanych do tej pory. Więc z całą pewnością jest to materiał przełomowy. Przełomowe są także treści znajdujące się w teczce personalnej Lecha Wałęsy, w której, w zamkniętej kopercie, znajdowało się ręcznie napisane zobowiązanie do współpracy. W momencie, gdy sąd orzekał, że Lech Wałęsa nie jest tajnym i świadomym współpracownikiem bezpieki, opierał się wyłącznie na kopiach dokumentów, a na podstawie kopii nie będzie wyrokował, wobec czego wszelkie wątpliwości należało uznać na korzyść Lecha Wałęsy. Gdyby dokumenty, które teraz zostały odkryte, były wówczas znane, decyzja sądu z pewnością byłaby inna, a Lech Wałęsa do tej pory byłby okryty hańbą.

Dziś rano Lech Wałęsa zabrał głos w tej sprawie…

Lech Wałęsa dziś powiedział, że poprosi, aby sprawca całego tego zamieszania sprawę wyjaśnił. Mówi: „Popełniłem błąd ale nie taki, dałem słowo że go nie ujawnię na pewno nie teraz jeszcze nie teraz. Chyba, że ujawnią go inni. Jeszcze żyje człowiek sprawca, który powinien ujawnić prawdę i na to liczę. Miałem miękkie serce”. Mogę się domyślać, że chodzi tu o oficera prowadzącego kpt. Edwarda Graczyka, który zwerbował go do współpracy. Człowiek ten żyje i rzeczywiście był już przesłuchiwany w tej sprawie przez IPN i prokuraturę. Zeznał, że dokumenty, które mu pokazano (kopie) to są dokumenty, które sam sporządzał.

Jak Pan ocenia działania, podjęte przez Marię Kiszczak, dotyczące oferty sprzedaży dokumentów? Czy w tej sprawie jest drugie dno?

Nie, nie ma w tej sprawie drugiego dna (śmiech). Jeżeli ktoś obserwował jak Maria Kiszczak zachowywała się w czasie pogrzebu swojego męża: te przemówienia, wiersz odczytywany nad urną Kiszczaka, to wie, że to jest kobieta… hmm… nazwijmy to delikatnie „dziwna”. Jej zachowanie mieści się w kategoriach jej „dziwności”. W mojej ocenie ta kobieta nie miała świadomości, że przechowywanie tego typu dokumentów, grozi odpowiedzialnością karną, nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności. Po prostu uznała, że jeśli ma jakieś „kwity” to trzeba je zmonetyzować.

Dlaczego Czesław Kiszczak nie ujawnił tych dokumentów w 1996 roku, tak jak zamierzał?

Teczka była dla niego polisą ubezpieczeniową. To rzecz oczywista. Problem polegał na tym, że na Lechu Wałęsie opierał się cały układ III RP. W momencie, kiedy wyrzekł się de facto swojego zaplecza w postaci braci Kaczyńskich, bracia Kaczyńscy zwrócili się przeciwko niemu. Był zmuszony szukać sojuszników i znalazł ich w Gazecie Wyborczej, a przecież za czasów swojej prezydentury był dla nich śmiertelnym wrogiem. Wśród słów, jakie środowisko GW używało wobec niego, najłagodniejszymi były „cham” i „prostak”. Później ci ludzie udzielili mu wsparcia(…).

A gdyby Maria Kiszczak udała się z dokumentami do Lecha Wałęsy?

(śmiech) Zapewne byłaby bogatszą kobietą. Jej co prawda nie jest źle, bo renta jaką żona Kiszczaka otrzymuje, z pewnością wystarcza na zaspokojenie życiowych potrzeb. Natomiast chciwość – drugi w kolejności grzech główny – sprawiła to, że Maria Kiszczak udała się z dokumentami do Instytutu Pamięci Narodowej.

Zdradzi nam Pan, co znajduje się na taśmach z Magdalenki?

Z pięciu godzin materiału zrobiłem film, który ma niespełna godzinę. Wybrałem takie fragmenty, które uważałem za najistotniejsze. Ten materiał filmowy jest bardzo interesujący. Przez ponad pół roku w słuchawkach na uszach starałem się wychwycić każdy najmniejszy sens. Materiał potwierdza nasze przekonanie, że w Magdalence mieliśmy do czynienia ze spiskiem, ale okazuje się, że w tym spisku nie wszyscy uczestniczyli. Najbardziej brutalnym kadrem tego filmu jest bratanie się: jeden, godzinny film jest poświęcony piciu wódki. Na filmie możemy zobaczyć m.in. jak Adam Michnik fraternizuje się z szefem komunistycznej bezpieki, z komunistami. Ta scena przypomina mi ostatnią scenę z „Folwarku zwierzęcego”, kiedy to nie wiadomo było gdzie świnie, a gdzie człowiek. Te fragmenty były dla mnie najbardziej wstrząsające. Co nie oznacza, że wszyscy zachowywali się w ten sposób. Były osoby, które wyraźnie dystansowały się od tego co się tam dzieje. To między innymi Władysław Frasyniuk czy Lech Kaczyński, którzy przyszli tam załatwić interes Polski.

Czy dostrzega Pan jakieś zasługi Lecha Wałęsy dla demokracji w Polsce?

To bardzo ciężkie pytanie. Mam osobisty problem z Lechem Wałęsą. Nie głosowałem na niego w wyborach prezydenckich, chodziłem wtedy ze znaczkiem w klapie „stawiam na Tadka” i zapisałem się nawet do ROADu, czego się dzisiaj bardzo wstydzę. Nie mniej jednak Lech Wałęsa był bohaterem mojej młodości. W dzisiejszych czasach powinniśmy poszukać sobie innych bohaterów. Takimi niewątpliwie są Żołnierze Wyklęci czy współcześni jak Anna Walentynowicz, Józef Szyler, na którego Wałęsa donosił, Antoni Macierewicz czy Piotr Naimski, którzy zakładali KOR. Czy Wałęsa ma zasługi? Powiedziałbym, że to jest „błogosławiona wina”. Kieruje nim – prócz chciwości – drugi z grzechów głównych: pycha. Paradoksalnie doprowadziła go do rzeczy dobrych: Wałęsa nie dał się zmanipulować komunistom do założenia neo-solidarności w stanie wojennym(…).

Co jeszcze możemy znaleźć w teczkach IPN-u?

Mogę tylko powiedzieć co chciałbym, żeby się w tych teczkach znalazło. Są takie „Święte Graale” polskiej archiwistyki, które zginęły na przełomie lat 80/90. Chodzi tu przede wszystkim o potwierdzenie lub zaprzeczenie tezy, że Kiszczak „miał trzymanie” na Jaruzelskiego, dysponując jego teczką z okresu IW, kiedy wysługiwał się sowietom (lata 40. i 50.) pod ps. Wolski. Chciałbym również zobaczyć stenogramy z posiedzeń biura politycznego KC w latach 80-tych, z okresu kiedy dokonano zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. No i wreszcie rzecz, która bardzo mnie interesuje, czyli agentura w Kościele. Od wielu lat zajmuję się kwestią inwigilacji Watykanu. Dokumenty w tej sprawie formalnie zostały zniszczone.

Dziękujemy za rozmowę.

ask/tt/kb/fot. dorzeczy.pl/tt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *