RN
TwitterFacebook

„Takie jest życie, tacy są bohaterowie”. Rozmowa o Żołnierzach Niezłomnych z prof. Sławomirem Cenckiewiczem

W Warszawie odbyła się wczoraj (29.02) debata zatytułowana „Żołnierze Wyklęci: Romantycy czy realiści”. Poprowadził ją Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, a jej uczestnikami byli Piotr Zychowicz, Rafał Ziemkiewicz oraz Sławomir Cenckiewicz, z którym rozmawiał nasz reporter Paweł Zalewski.

Panie Profesorze odnoszę wrażenie, że w dyskusji podważył pan sens używania, w omawianym kontekście terminu „powstanie antykomunistyczne”. Czy możemy dziś używać tego terminu? Wiele osób walczyło, żeby był on obecny w świadomości.

Uważam, że jest kwestią dyskusyjną czy to było „powstanie”. Rozumiem pojęcie powstania jako postawę powszechną. Tu nie mamy do czynienia z postawą powszechną. To oczywiście była walka zbrojna z komunistami, wobec której jestem pełen szacunku. To są moi bohaterowie. Ale czy to było „powstanie”? Co do tego mam wątpliwości, w tym sensie, że ta władza komunistyczna, która przyszła tutaj na bagnetach NKWD, ona się przedstawiała jako władza polska, co zwłaszcza po całej tragedii II wojny światowej w naturalny sposób potęgowało postawy oportunistyczne. Zatem jeśli możemy mówić o jakimś powstaniu antykomunistycznym, to tylko w niektórych rejonach kraju: północne Mazowsze, Podlasie, ale już np. Trójmiasto i okolice nie, ponieważ tam była ludność napływowa, która wymęczona okresem II wojny światowej, szukała miejsca dla spokojnego życia. Takich regionów Polski można wskazać więcej. I co do tego tylko mam wątpliwości, czy to było realnie „powstanie antykomunistyczne”. Bo jeśli mówimy, że się przewinęło przez podziemne wojsko antykomunistyczne w latach 40. i 50. od 120 do 200 tys. ludzi, to musimy mieć świadomość, że to nie stało się w jednym momencie. To była rotacja, to były zdrady, wyczerpanie znojem prowadzonej walki. To były wreszcie represje w stosunku do rodziny, które powodowały „wyciąganie ludzi z lasu”. To nie była wielka 150 tysięczna armia, w jednym momencie, w jednym czasie, która bije się na większości ziem obecnej Polski.

Piotr Zychowicz poruszył problem kpt. „Burego”, o którym w naszych stronach słyszeliśmy negatywne skojarzenia. Natomiast artykuł red. Zychowicza był umiarkowany, a Leszek Żebrowski broni go i twierdzi, że różne materiały były spreparowane. Jakie jest pana zdanie?

Ja znam bardzo dobrą książkę Jerzego Kułaka o „Burym”, która pokazuje zarówno wielkość jak i małość tej postaci. Jestem naukowcem, a zatem rzecznikiem rzetelności w opisie takich postaci. Daleki jestem od potępienia, ale też  od stu procentowej afirmacji. Takie jest życie, tacy są bohaterowie, oni mają różne oblicza. To samo możemy powiedzieć o „Łupaszkowcach” i o potwornych historiach związanych z akcjami odwetowymi na Litwie. Chcę jasno podkreślić, nigdy, bez względu na to jakie są okoliczności, jakie są podstawy zrewoltowania postaw i radykalizacji postaw, nigdy nie możemy akceptować zła, nawet jeżeli popełniają je ludzie, z którymi sympatyzujemy. Jeśli doszło do jakiś zbrodni na dzieciach, kobietach, starcach – a doszło, w przypadku działań odwetowych w stosunku do ludności białoruskiej, to nie ma powodu, żebyśmy to w jakikolwiek sposób afirmowali.

Na koniec zapytam o teczki odnalezione w szafie Kiszczaka, czy było w nich coś czego do tej pory pan nie wiedział i czy przygotowuje pan jakąś kolejną książkę?

Nie znałem teczek pracy i personalnej Lecha Wałęsy. Skoro ja dysponowałem ośmioma donosami agenturalnymi Wałęsy, a teraz mam ich kilkadziesiąt, czy może kilkaset to pokazuje skalę tego wydarzenia, które nastąpiło tydzień temu. To jest fenomenalny, nowy, zupełnie nowatorski materiał źródłowy. Czy będzie książka? Pewnie jakaś będzie…

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *